"Ostatnio pytali o trolle Ziobry". Uczy WOS-u w podstawówce i tak ocenia świadomość 14-latków

Nauczyciel WOS-u opowiada o świadomości obywatelskiej ósmoklasistów.
Nauczyciel WOS-u opowiada o świadomości obywatelskiej ósmoklasistów. Fot. Grzegorz Jeziorski
PiS zapowiedział, że chce zdecydowanie większą uwagę w szkołach poświęcić wychowaniu obywatelskiemu. Jak zatem obecną świadomość obywatelską uczniów ocenia nauczyciel WOS? – Dzieci dostrzegają propagandę. Ich wiedza na temat bieżących wydarzeń politycznych jest naprawdę satysfakcjonująca – mówi w rozmowie z naTemat Grzegorz Jeziorski, nauczyciel WOS i historii w ósmych klasach. To pokolenie, które dotknęła reforma PiS.


PiS chce wzmocnić wychowanie obywatelskie. Co każe myśleć, iż zakłada, że wcześniej go nie było lub było słabe.
 
Bzdura kompletna. W szkole podstawowej przed reformą edukacji od IV klasy był przedmiot historia i społeczeństwo. I tam była mowa o systemach sprawowania władzy, o  człowieku w społeczeństwie, o rodzinie, o stosunkach społecznych, o trójpodziale władzy, koszyku pieniędzy w budżecie państwa i rodzinie. Naród, ojczyzna, świadomość narodowa. To wszystko było. Również najważniejsze postacie z historii Polski.


Dla mnie jest niezrozumiałym, co można jeszcze próbować tu zmieniać. Może czegoś było za mało? Może było za dużo typowej wiedzy?

"Szkoła przygotuje młodych ludzi do życia w społeczeństwie". Albo: "Uczniowie poznają podstawowe normy życia społecznego, będą wiedzieć́, że oprócz wolności i swobód, mają także obowiązki. (...) Kształtować będziemy postawy pomocy innym ludziom, tak by wychować́ po prostu dobrych ludzi" – czytamy w programie wyborczym PiS o edukacji.


Ale to przecież zawsze było. Nie ma tu nic nowego. Np. mówiąc o prawach człowieka zawsze mówiło się o jego obowiązkach. Na swoich lekcjach stosowałem zasadę – każde prawo niesie ze sobą określony obowiązek.
 
Pan uczy WOS w szkole podstawowej. 
 
Tak, WOS jest tylko w 8 klasie.
 
Czyli uczy pan WOS pierwsze roczniki objęte reformą PiS.
 
Dokładnie tak. Uczę drugi rok. 
 
Jak pan ocenia świadomość obywatelską 14-latków?
 
Wszystko zależy od domu. Bardzo mocno zależy to od środowiska rodzinnego, to jest niesamowicie powiązane. Ale mimo to widać, że dzieci interesują się tym, co się w kraju dzieje, często też nie zgadzają się opinią rodziców. WOS jest przedmiotem, który pokazuje nastolatkom współczesność. Jedne klasy są bardziej aktywne, inne mniej. Ale bardzo cieszy to, jak reagują u mnie na lekcjach.


Na przykład ostatnio było pytanie o rodzinę. Co dla dzieci jest rodziną? Nie padło w odpowiedzi: matka, ojciec, dzieci, choć tak były uczone przeze mnie w IV klasie. Dzisiaj usłyszałem odpowiedź: "Najbliżsi, z którymi jesteśmy emocjonalnie związani". To pokazuje, że nie przewija się u nich wrogość do inności.

W ubiegłym roku miałem zaś sytuację i to w siódmej klasie. Omawialiśmy dojście Hitlera do władzy. Zaczynam mówić o etapach, przejmowania całego systemu demokratycznych Niemiec. I dzieci od razu dostrzegają podobieństwa z dniem dzisiejszym w Polsce. Hitler w pierwszej kolejności przejął Trybunał Konstytucyjny, w drugiej Sąd Najwyższy, potem media, prokuraturę. "To podobnie jak PiS" – pada z klasy opinia jednego z uczniów.
Aż trudno uwierzyć. 

Na lekcjach WOS w VIII klasie na początku roku szkolnego mówimy o człowieku w społeczeństwie, o sposobach komunikacji między ludźmi. I jednym z elementów jest mowa o debacie publicznej. Zorganizowaliśmy takie debaty.

W ubiegłym roku dzieci same wybrały temat 1000+ na każde dziecko, w nawiązaniu do 500+. Jak w każdej debacie, muszą być zwolennicy i przeciwnicy. W jednej klasie uczniowie-przeciwnicy dosłownie zmiażdżyli osoby chętne do wprowadzenia programu 1000+ na każde dziecko. 

Na każdy argument "za", padały trzy, cztery kontrargumenty. W połowie lekcji grupa zwolenników poddała się i stwierdziła, że nie jest w stanie się obronić. 

Jakie mieli argumenty? 

Brak możliwości kontroli państwa nad wydawanymi środkami publicznymi, zadłużanie budżetu państwa na kolejne pokolenia, dodruk pieniędzy, rozleniwianie społeczeństwa (promowanie bezczynności zawodowej), groźba rozpadu dla systemu emerytalnego. Argumenty dla mnie były wręcz były rewelacyjne. 
 
Nieźle brzmi w ustach 14-latków. Mogli się wyuczyć.
 
Tak, ale jako przygotowanie do zajęć mieli znaleźć po minimum 20 argumentów za swoim zdaniem. Może poczytali w internecie, może rozmawiali w domu – nie wiem. Mieli czas, żeby się do tego przygotować. Ale na debacie jak najbardziej byli przekonujący. 
 
Był pan zaskoczony? 

Bardzo i to bardzo pozytywnie. 

Tyle się mówi, że młodzież takie sprawy nie obchodzą. Nie znają polityków, nazw partii…

Może i nie znają tych z drugiego rzędu, może tylko te z pierwszych stron gazet. Ale w wydarzeniach się orientują. Sądzę, że ich wiedza na temat bieżących wydarzeń politycznych jest naprawdę satysfakcjonująca.

W tym roku uczniowie, już bez żadnej mojej ingerencji, wybrali temat debaty: "Czy strajk nauczycieli był zasadny?". W jednej z klas wręcz trudno było dzieci opanować w trakcie lekcji. Nie wystarczyło czasu, uczniowie zażądali wręcz dokończenia debaty na przyszłej lekcji. Argumenty były genialne: 

Nauczyciele są odpowiedzialni za młode pokolenie, kształtują przyszłe postawy obywateli, nawet prosty robotnik potrzebuje nauczyciela, żeby wykonywać jakiekolwiek prace w przyszłości, poświęcają mnóstwo czasu na przygotowanie do zajęć – mówili ci, którzy byli za podwyżkami i zasadnością strajku. Z pełną dorosłą świadomością prowadzili polemikę z przeciwnikami strajku. Sypali argumentami jak z rękawa. 

A przeciwnicy generalnie mówili sloganami i wręcz językiem propagandy PiS. Że nauczyciele mają dużo wolnego, że mają przerwy, wakacje, mają niskie pensum. Właściwie nie mieli rzeczowych argumentów. Nie byli w stanie umotywować swojego stanowiska.  Jaką wiedzę obywatelską powinien mieć ósmoklasista na koniec szkoły podstawowej?

Znać podstawy demokratycznego społeczeństwa, aktywności obywatelskiej, samorządności. Powinien wiedzieć, skąd się biorą pieniądze. Znać podstawy gospodarowania budżetem oraz zadłużenia rodziny i państwa. Mieć rozeznanie w systemach sprawowania władzy, bieżących wydarzeniach społecznych i politycznych.

Znać trójpodział władzy i zagrożenia wynikające z zachwiania równowagi. Powinien znać swoją rolę wobec prawa (nieletni), być tolerancyjnym, znać przykłady i zagrożenia wynikające z dyskryminacji, ksenofobii i szowinizmu.

W ubiegłym roku to wszystko omawialiśmy. Szczegółowo wykładałem im teorię Monteskiusza i dzieci same były w stanie, na podstawie lekcji, podać przykłady naruszeń trójpodziału władzy w Polsce. 

Uczy ich pan, że np. Prezydent to, a Sejm tamto?
 
Nie. Zasada jest taka, że nauczyciel nie może wykazywać swoich preferencji. Są zalecenia, funkcjonuje to od zawsze, żeby nauczyciele w miarę możliwości nie ujawniali swoich sympatii bądź antypatii politycznych. Chodzi o to, by nauczyciele starali się zachować neutralność wobec bieżących sytuacji i wydarzeń. Uczniowie sami jednak wychwytują pewne sytuacje. 
 
Pytają pana o obecną sytuację w Polsce?
 
Tak. 
 
Operują nazwiskami polityków, nazwami partii?
 
Tak.
 
O co na przykład pytają?
 
Ostatnio o trolle Ziobry. 
 
I wyjaśnia im pan o co chodzi?
 
Muszę zmierzać do uogólnień. Staram się nie być stroną sporu politycznego.

Pytają o polityków?
 
Było pytanie o wykorzystanie samolotów do prywatnych celów przez marszałka Kuchcińskiego. Albo o Prezydenta Wałęsę i jego bieżące zaangażowanie. Kiedyś na WOS robiło się prasówki. Jak jest dziś?
 
Prasówek nie robimy. Ale staram się wprowadzić w życie plan, że co najmniej raz w tygodniu część klasy będzie zobligowania do obejrzenia Wiadomości TVP, część Polsatu, a część TVN. Następnie w formie krótkiej debaty będziemy konfrontować te stanowiska. Chodzi o to, żeby dzieci opisały wydarzenia na podstawie tego, co obejrzały. Można przecież spojrzeć na nie z różnych punktów widzenia, a można też niektóre pominąć. Uczniowie nie mogliby się posługiwać swoją wiedzą, tylko opierać wyłącznie na tym, co usłyszeli.

Oczywiście, będą się zmieniać, aby ci sami uczniowie nie byli skazani wyłącznie na jedno źródło informacji.

Do tej pory jeszcze mi się takie lekcje nie udały. Ale trzeba dzieci uświadamiać. Na pewno bardzo istotne jest to, by traktować je jako myślących, młodych ludzi a nie maszynki do zaprogramowania czy wyuczenia się pewnych treści na pamięć.

Lekcje WOS na pewno wyglądają różnie w każdej szkole. Co powinno być w nich najważniejsze?

Mogę mówić za siebie. Ja moim uczniom powtarzam bardzo często, i to zarówno w ósmej klasie na lekcjach WOS, jak i w siódmej, a nawet w szóstej jak się nadarzy okazja: Chcę was wychować na świadomych obywateli, którzy będą podejmować świadome decyzje i głosować w przyszłości w wyborach nie na propagandę, a na odpowiedzialnych polityków, którzy będą dbać o nasz Naród i naszą Ojczyznę.
 
Nie wymagam nauki na pamięć, ale bardzo duży nacisk kładę na analizę sytuacji i wykorzystywanie doświadczeń.

A dzieci dostrzegają propagandę. Bezlitośnie i bardzo szybko obnażyły np. pensję minimalną jako jeden z punktów wyborczych partii rządzącej.
 
W jaki sposób?

Chciałem zaproponować temat debaty na ten temat. Nikt się nie zgłosił do grupy zwolenników tego pomysłu. Namawiałem, ale słyszałem w odpowiedzi: To są ogromne wydatki, obciążenia dla pracodawców, tak się nie da …

I temat debaty upadł, bo nikt nie chciał być zwolennikiem wprowadzenia pensji minimalnej.

Nie wiem, na ile to efekt rozmów w domu, na ile własnej świadomości. Może nie do końca rozumieją, dlaczego tak jest. Ale obserwuję, że dzieci w tym wieku potrafią dostrzec demagogię.

Poda pan jeszcze jakiś przykład z lekcji?

Ucieczka Zalewskiej. Mówiłem w ubiegłym roku do rocznika, który szedł do liceum: Reforma jest na tyle przygotowana, że powinniście znaleźć miejsce dla siebie, powinniście się dostać do szkół, będziecie ponadto mieć możliwość wyboru szkół zawodowych.

Na co pada stwierdzenie: No tak, to dlaczego my musimy ponosić konsekwencje takich działań? Dlaczego nie możemy iść do tej szkoły, do której chcemy? Jak jest tak dobrze to czemu pani minister ucieka za granicę?

 Nie ma pan obaw, jak za jakiś czas mogą wyglądać lekcje WOS, jeśli PiS dalej będzie realizował reformę?
 
Dzieciom nie da się pewnych rzeczy narzucić. Znaczna część naprawdę potrafi bezlitośnie obnażyć obłudę. Jednak w tym wieku są bardzo plastyczne, orientują się, słuchają, znają podstawowe informacje. Jeżeli zdarzy się nauczyciel, który jest zwolennikiem obecnej władzy, to ilość propagandy sączonej przez niego może stanowić pewne zagrożenie, że mentalność tych ludzi będzie szła w kierunku pożądanym przez obecny rząd. 

Boję się jedynie w sytuacji, gdyby miało dojść do wprowadzenia do szkół osób bez uprawnień pedagogicznych, wyznających słuszność linii partyjnej. Wtedy mógłby być problem. Nie sądzę jednak, by PiS zdobył takich nauczycieli. 

A co do obecnego pokolenia 14-17-latków. Myślę, że jest prawdopodobnie znacznie bardziej świadome konieczności mądrego i przemyślanego uczestnictwa w wyborach niż obecni 19-20-latkowie, których aktywność jest zbyt mała. To daje wielką nadzieję na przyszłość, że nie powtórzymy jako Naród obecnych błędów.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Podobno w domu jest spokój. Do nowego Sejmu weszli ojciec oraz syn – i są w różnych partiach!
0 0Dlaczego najlepsi maratończycy są z Afryki? Biegowy fenomen niezwykłego ludu z Kenii
Bella Baby Happy Pants 0 0Krwotok u dziecka: jak poprawnie zatamować krwawienie z rany i z nosa
MOTO 0 0Czy McLaren naprawdę jest tak kosmiczny, jak wygląda? W środku od razu zaskakuje jedna rzecz
POPKULTURA 0 0Zepsuliście mi serial, na który czekałam! "Batwoman" miała być hitem, a jest porażką
0 0Gdańsk z prestiżową nagrodą. Miasto rządzone przez Dulkiewicz dostanie 50 tys. euro
0 0500+ już się wypaliło. Wystarczył rok, by w Polsce żyło prawie pół miliona więcej skrajnie biednych
HYDEPARK 0 0Nie mogłem w to uwierzyć. Dostałem nagrodę za najlepszy tatuaż na najważniejszej imprezie
0 0Pierwsza taka seria podcastów w Polsce. Ich tematami będą dziennikarskie śledztwa

NA ŚWIECIE