
Bez oddziału intensywnej terapii Szpital Pediatryczny w Bielsku-Białej nie może istnieć. A tymczasem wszyscy anestezjolodzy złożyli wypowiedzenia. Najbardziej przeszkadza im, że Blokiem Operacyjnym kieruje "niekompetentna pielęgniarka". – Dochodzi do zaburzenia pewnej hierarchii. Każdemu się wydaje, że wszystko może robić. A nasi pacjenci nie są zabawkami, traktujemy ich jak własne dzieci – zapewnia ordynator Marek Sobol.
Anestezjolodzy mają dość
W piątek wszyscy anestezjolodzy ze Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej razem z ordynatorem złożyli wypowiedzenia umów kontraktowych.
Anestezjolodzy podkreślają, że ich protest nie ma z polityką nic wspólnego. Zależy im na zmianach, które przyniosą korzyść pacjentom. A tych – ich zdaniem – nie da się wprowadzić przy obecnym kierownictwie bloku.
Drugie dno?
Anestezjolodzy ze szpitala chcieli odejść już w sierpniu. 19 września dyrektor placówki zatrzymał ich obietnicami zmiany. – Ale wtedy nasiliły się działania, których celem było usunięcie mnie ze stanowiska ordynatora – przyznaje Sobol.
Uważam, że łączenie mojej osoby ze zwolnieniami lekarzy anestezjologów jest próbą obrony człowieka, wobec którego stawiane są poważne zarzuty. O tym dowiedziałam się podczas posiedzenia Rady Społecznej Szpitala Pediatrycznego 4 września 2019 roku, na które jestem zapraszana przez Przewodniczącego Rady zgodnie z ustawą o działalności leczniczej.
Dyrektor Ryszard Odrzywołek wkrótce planuje przejść na emeryturę. A bielskie starostwo już ogłosiło konkurs na jego następcę. Starosta rozkłada ręce i powtarza, że wobec panującej w szpitalu sytuacji jest bezradny.
Ilość ekspozycji rentgenowskich w trakcie zabiegu rentgenowskiego zleca lekarz operujący, a tylko ewentualnie gdy jest potrzeba, to salowy czy osoba pomocnicza, włącza prąd do gniazdka i nic więcej.
