
W dobie rozdawnictwa, do którego rząd PiS przyzwyczaił część społeczeństwa, decyzja radnych z Jarosławia na Podkarpaciu wydaje się jakby niedzisiejsza. Bo większość uznała, że – na ten moment – więcej pieniędzy rozdawać u siebie nie chcą. Wręcz nie mogą sobie na to pozwolić, choć PiS forsował swój pomysł bardzo. Może rząd "dobrej zmiany" powinien ich posłuchać? Bo podobna sytuacja na pewno jest w niejednym mieście w całym kraju.
Najpierw w PiS chcieli, by było to 700 zł, potem – w czasie jednej sesji – zeszli do 350 zł. – To było jak licytacja. Albo chce się komuś pomóc, albo tylko przed wyborami chce się pokazać, że jesteśmy dobrzy, bo coś takiego robimy. To była jakaś farsa. Bez żadnej analizy konsekwencji, bez pytania, czy jako miasto damy radę to udźwignąć – mówi naTemat burmistrz Jarosławia Waldemar Paluch.
I już przy tym pomysł, by nagle teraz, już, natychmiast, wprowadzać becikowe, wydaje się kuriozalny. Ale tak przecież w większej skali wyglądają pomysły PiS na arenie ogólnokrajowej. Nie ważne konsekwencje, ważne by wprowadzać. Albo zrzucać je na samorządy.
Nie wiemy, czy będziemy mieli wystarczającą subwencję na podwyżki dla nauczycieli. To, co dostaliśmy do tej pory, na pewno ich nie pokryje. Do tego dochodzi podwyżka za wychowawstwo dla nauczycieli i kwota 150 zł dla wychowawców w przedszkolach, której do tej pory w ogóle nie było. Na ten rok, brakuje nam już około 300 tys. zł. Od 1 stycznia wzrasta też pensja minimalna, która pociągnie za sobą dodatkowe wydatki budżetowe.
Niby drobna sprawa. Ale pokazuje, że w PiS nawet na szczeblu lokalnym z takimi rzeczami za bardzo się nie liczą.
Wniosek PiS w sprawie becikowego Przewodniczący Rady chciał przesunąć na następną sesję, gdy "będzie większa wiedza o finansach, których teraz brakuje". – Gdy będziemy wiedzieć, czy dostaniemy subwencje i jakie będą koszty podniesienia najniższej krajowej. Jak wyjdziemy na prostą z ustawą śmieciową, to wtedy będziemy wiedzieli, jakie są nasze możliwości. W tej chwili uważam, że becikowe byłoby bardzo nieodpowiedzialne – podkreśla Szczepan Łąka.
W 2018 roku w Jarosławiu urodziło się 314 dzieci. W przypadku, gdyby wszyscy rodzice złożyli wnioski o "becikowe" w wysokości 700 zł, miasto musiałby wyłożyć na to prawie 220 tys. zł.". Czytaj więcej
PiS twierdzi, że 110 tys. zł to mało dla budżetu. Ale większość jarosławskich radnych widzi to inaczej. Mają inne pomysły jak pomagać dzieciom i rodzicom.
