
"Zamach na demokrację rozkręca się powoli. Początkowo dla wielu obywateli może być niedostrzegalny. W końcu wybory wciąż się odbywają" – opisują autorzy amerykańskiego bestsellera. Pokazują mechanizmy, jak krok po kroku, odbywało się to w niejednym kraju świata. Straszna wizja, która daje do myślenia. A skojarzenia z Polską same przychodzą do głowy.
Wydawca podsumowuje: "Książka stanowi wręcz podręcznikową analizę pokazującą jakie ruchy wykonują polityczni gracze na początku swojej drogi do dyktatury oraz jakie błędy popełniają siły prodemokratyczne".
Na pewno nie jest łatwa. To przede wszystkim analiza Ameryki i Donalda Trumpa, ale nafaszerowana faktami i przykładami również z Ameryki Łacińskiej, Europy. O tym, jak bez zamachów stanu, rewolucji i rozlewu krwi, można na oczach obywateli rozmontowywać demokrację, a oni tego nie widzą. Jak ten proces rozciągany jest tak, by zachować pozory legalności.
"Tym, co odróżnia współczesnych autokratów od przywódców demokratycznych, jest brak tolerancji względem krytyki i gotowość do użycia posiadanej władzy, by móc ukarać tych, którzy ich atakują – wśród opozycji, w mediach lub społeczeństwie obywatelskim".
"Gdy Hugo Chavez pierwszy raz ubiegał się o stanowisko prezydenta, opisał swoich oponentów jako „zgniłe świnie” i „plugawych oligarchów”. Już jako prezydent określał swoich krytyków mianem „wrogów” i „zdrajców”. Fujimori wpisywał swoich oponentów w kontekst terroryzmu i przemytu narkotyków, a włoski premier Silvio Berlusconi atakował sędziów, którzy wydawali na niego wyroki, nazywając ich „komunistami”. Prezydent Ekwadoru Rafael Correra nazywał media śmiertelnym wrogiem politycznym, który musi zostać pokonany".
Ta analiza bardzo zmusza do refleksji. Zwłaszcza gdy przed wyborami część Polaków nie jest już wyzywana od gorszego sortu, ale słyszy groźby, że wrogowie "dobrej zmiany" będą "piętnowani".
"Nowa polska elita władzy, także elita kulturalna, nie pracuje już dla naszych wrogów. A ci, którzy pracują, są napiętnowani i będą piętnowani dalej!". Czytaj więcej
"Jednym z największych paradoksów związanych z tym, jak umierają demokracje, jest fakt, że obrona demokracji jest często używana jako pretekst do jej obalania”.
"Początkowo dojście do władzy demagoga, zazwyczaj doprowadza do polaryzacji społeczeństwa, wzbudzając atmosferę paniki, wrogości i braku wzajemnego zaufania”, „Polaryzacja może doprowadzić do zniszczenia norma demokratycznych. Gdy różnice socjoekonomiczne, rasowe czy religijne dają początek skrajnym podziałom partyjnym (…) wówczas tolerancja staje się trudna do utrzymania”.
W tej książce Polska wspomniana jest w minimalnym stopniu. Poświęcono jej fragment o sądach. "Rządy, które nie są w stanie usunąć niezależnych sędziów, mogą próbować obsadzić sądy swoimi ludźmi” – czytamy. Opisano, jak poradził sobie Orban i Chavez w Wenezueli.
"W Polsce w latach 2005-2007 niektóre inicjatywy rządzącej wówczas PiS, zostały kilkakrotnie zablokowane przez TK. (…) Gdy partia ponownie doszła do władzy w 2015 r., szybko podjęła kroki w celu zapobiegnięcia podobnej sytuacji w przyszłości”.
"By skonsolidować władzę, aspirujący autokraci, muszą przechwycić arbitrów, wysłać przynajmniej część najlepszych zawodników z przeciwnej drużyny na ławkę rezerwowych, a następnie zmienić reguły gry tak, by zachować przewagę, w efekcie obracając sytuację na niekorzyść swoich przeciwników".
"Gdy sądy są obsadzone własnymi ludźmi, a organy ściągania – podporządkowane, rządy pozostają bezkarne. (…) Na Węgrzech w 2010 roku Orban obsadził niezależne – w teorii – prokuraturę, Państwową Izbę Obrachunkową, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, Centralny Urząd Statystyczny i Trybunał Konstytucyjny swoimi partyjnymi sojusznikami”.
Bardzo dokładnie ukazano też działania polityków, które powinny budzić niepokój. W formie testu z pytaniami, podzielonego na cztery kategorie, który pokazuje przejawy zachowań o charakterze autorytarnym:
2. Odmowa uznania oponentów za pełnoprawnych przeciwników.
3. Tolerowanie lub popieranie przemocy.
4. Gotowość do ograniczenia swobód obywatelskich oponentów, w tym mediów.
1. Zakwestionował prawomocność procesu wyborczego. "W trakcie kampanii w 2016 roku utrzymywał, jakoby na listach wyborczych znalazły się miliony nielegalnych imigrantów, którzy zostali zmobilizowani do głosowania na Hillary Clinton.
2. Przyczepiał Clinton łatkę "przestępczyni" i wielokrotnie oznajmiał, że "pójdzie siedzieć".
3. "W trakcie kampanii nie tylko tolerował przemoc z rąk swoich zwolenników, ale także niekiedy zdawał się tym faktem upajać. (…). Nie tyle akceptował, lecz wręcz popierał ataki na demonstrantów przez jego popleczników".
4. "Oświadczył, że ma w planach wyznaczenie specjalnego prokuratora, który miałby przeprowadzić specjalne dochodzenie w sprawie Clinton po wyborach".
