Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel powiedział, że partia protestuje tam, gdzie jest ponadnormatywna liczba głosów nieważnych.
Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel powiedział, że partia protestuje tam, gdzie jest ponadnormatywna liczba głosów nieważnych. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Reklama.
PiS złożyło wnioski do Sądu Najwyższego o ponowne przeliczenie głosów w sześciu okręgach: okręgu nr 12 (Toruń), nr 75 (Katowice), nr 92 (Konin), nr 95 (Kalisz), nr 96 (Kalisz) i nr 100 (Koszalin). We wszystkich tych okręgach wygrywał kandydat opozycji.
Oficjalnie PiS ustami swojego wicerzecznika Radosława Fogla podało, że chodzi o okręgi z "ponadnormatywnie dużą liczby głosów nieważnych".
Czy chodzi zatem o nowosądecki, gdzie padł rekordowy w skali kraju odsetek takich głosów – bo aż 10,1 proc.? Ależ nie, być może to "czysty przypadek", że właśnie tam zwyciężył kandydat PiS.
Ile głosów nieważnych?
Jaka jest więc prawda o protestach PiS? "Nieco” bardziej skomplikowana, a mówiąc wprost – mówienie, ze to nieważne głosy były powodem protestów, to zwykła ściema PiS.
Bo w skali kraju oddano średnio 2,55 proc. głosów nieważnych. Za to aż w trzech z sześciu "zaskarżonych" przez PiS okręgów ta liczba była niższa od ogólnopolskiej średniej. W okręgu nr 12 wyniosła 2,08 proc., w okręgu 92 – 1,63 proc., w okręgu 100 zaś – 2,44 proc. Większa od średniej była liczba głosów nieważnych w okręgu nr 75 – 2,89 proc., w 95 – 3,79 proc. a w 96 3,56 proc. Gdyby tylko PiS chciało, mogłoby z łatwością znaleźć okręgi z dużo wyższym odsetkiem głosów nieważnych.
Wiadomo natomiast, że – by podać tylko jeden przykład – w okręgu nr 100 trójka kandydatów szła łeb w łeb. Wszyscy uzyskali nieco poniżej 45 tys. głosów do Senatu, a kandydat PiS przegrał o włos z byłym posłem PO Stanisławem Gawłowskim. I wydaje się, że głównie to mogło być prawdziwym powodem protestu wyborczego PiS.