Nie żyje złota medalistka paraolimpiady. Poddała się eutanazji

Marieke Vervoort miała 40 lat.
Marieke Vervoort miała 40 lat. Fot. Youtube/TransWorldSport
Smutna wiadomość. Zmarła Marieke Vervoort – paraolimpijka, która cierpiała na nieuleczalną chorobę zwyrodnieniową mięśni. W wieku 40 lat Belgijka postanowiła poddać się eutanazji. – Czuję się bardzo, bardzo źle – mówiła w 2016 roku.


Marieke Vervoort rywalizowała w biegach na wózkach inwalidzkich. W 2012 roku podczas Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie zdobyła złoty medal w zawodach na 100 m., a także srebrny medal w wyścigu na 200 m.40-latka od dawna rozważała eutanazję, a dokumenty przygotowujące ją do zabiegu podpisała już w 2008 roku. Jeszcze kilka lat temu tłumaczyła, że papiery dają jej dużo spokoju. – Wiem, że gdy będę miała dość, mam wszystko załatwione – podkreślała.
Dwa lata temu przyznała w rozmowie z gazetą "The Telegraph", że nie chce już dłużej cierpieć. Jej choroba powodowała niemalże ciągłe drgawki, a także potworny ból, przez który nie dało się spać. "Popadam w coraz większą depresję" – zdradziła w wywiadzie.

Vervoort poddała się zabiegowi eutanazji we wtorek 22 października.

źródło: "The Telegraph"
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Czujesz, że nie dasz rady, obejrzyj film. 10 tytułów, które powinna zobaczyć każda kobieta
0 0Czekasz, aż ostygnie, zanim włożysz do lodówki? 3 kulinarne błędy, które popełnia każdy Polak
DADHERO.PL 0 0Nie wiesz jak? Nie przejmuj się, nie ty jeden. Oto nasze rady, jak mądrze wychowywać syna
MamaDu 0 0"Cesarskie cięcie powoduje problemy dziecka w dorosłości". Wywiad z prof. Ewą Helwich
POLECAMY 0 0Jak mu tak wróżka powie, to zwolni pół firmy. Po 15 latach ujawnia kulisy pracy wróżenia w telewizji
MamaDu 0 0"Moja córka żyła 70 minut". Gest mamy po śmierci dziecka poruszył ludzi na całym świecie
POLECAMY 0 0Nie zawsze musisz być wśród ludzi. Te rzeczy powinieneś zrobić sam przynajmniej raz w życiu
0 0Technika sprzed 5 tys. lat pomoże ci popełnić mniej błędów. Mnisi mieli rację