
Wszystko co mieli spakowali do kartonów, które będą czekać na ich powrót u przyjaciół. Joanna Grzymkowska-Podolak i Jarosław Podolak przez najbliższy rok będą poznawać Azję. Podróże to ich sposób na lepsze życie. Początki tej "zmiany" nie były jednak tak optymistyczne. Wszystko zaczęło się bowiem w szpitalu.
Joanna i Jarek od lat związani są z telewizją. Tam zresztą też się poznali. Ona dziennikarka, wydawczyni i realizatorka, on operator obrazu. Robią to, co lubią, bo ich pasją jest pokazywanie świata i opowiadanie o nim. Praca w mediach oznacza jednak najczęściej życie w ciągłym biegu i nienormowany czas pracy. Ten tryb w przypadku naszych rozmówców przerwało pewne przykre wydarzenie.
Po zawale stwierdziliśmy, że trzeba pomyśleć, co chcemy w życiu robić, czy tylko poświęcić się pracy i czekać na emeryturę lub na kolejny zawał, czy może jednak spróbujemy żyć tak, jak mamy na to ochotę. To nie jest tak, że namawiam każdego, żeby podróżował i ruszył na rok do Azji, ale może jest coś, o czym marzysz, ale z różnych powodów to odkładasz. Myślisz, że zrobisz to za rok, albo jeszcze później, ale tego czasu może nie być. Życie bardzo szybko mija.
Macie dużo bagaży? – pytam Asię. – Jeszcze tak naprawdę walczymy. Podejrzewam, że będziemy walczyć do ostatniej godziny, oczywiście nie przekraczamy limitu. Wciąż wydaje nam się, że tyle rzeczy się przyda, ale z doświadczenia wiemy też, że rzeczywistość to weryfikuje i mnóstwo rzeczy się wyrzuca – odpowiada.
Swoją podróż rozpoczynają w Omanie, to jedyny pewnik w ich planach na najbliższy rok. Spędzą tam miesiąc. – Kawa, kardamon, chałwa, wschody i zachody słońca na pustyni, a po miesiącu lecimy na Sri Lankę i zobaczymy co dalej. Oddajemy to trochę losowi i reagujemy na bieżąco. To jest podróż po Azji i tak naprawdę bez konkretnego planu poza tym, że mamy rok wolności, rok życia, który wykorzystujmy na podróż. Być może wiosną będziemy w Japonii, więc przyda się też coś przeciwdeszczowego – żartuje rozmówczyni naTemat.
Jeszcze miesiąc temu opowiadaliśmy, że zaczynamy naszą podróż od Libanu, taki był plan, kupiliśmy już nawet bilety. Jednak okazało się, że świat zmienia się tak szybko, w Libanie zaczęła się rewolucja. Co mogliśmy zrobić? Przebukowywanie biletów, oddawanie ich, jest kosztowne i zupełnie niepotrzebne. Więc dolatujemy do Libanu, spędzamy tam kilka godzin na lotnisku i lecimy do Omanu.
Podróże to są ludzie, to są spotkania. Ostatnio uświadomiłam sobie, że aby podróż była szczęśliwa i udana, to musi być takim miksem szaleństwa i rozsądku. Żadnego z tych elementów nie może zabraknąć. Żaden nie może też przeważać.
Kiedy pracuję w telewizji w Warszawie, to nie wybieram tematu. Robię to, co danego dnia się dzieje. Czasami jest to polityka lub inne rzeczy, które nie są miłe i przyjemne. W podróży sam wybieram temat, czy wybieramy go razem z Asią. Kiedy spotykasz fajnych, uśmiechniętych ludzi gdzieś daleko w Azji, nie możesz się z nimi dogadać w jakimś języku, to wystarczy uśmiech i to już jest fajne.
Moi rozmówcy przekonują, że podróż pozwala także poznać siebie i skonfrontować się ze sobą w zupełnie innych okolicznościach. Na co dzień, w ogólnym zabieganiu, nie jest to do końca możliwe, bo mamy zbyt dużo bodźców.
W podróży fajne są też powroty – słyszę od moich rozmówców. Tu przecież mają rodzinę, znajomych, tu są ich miejsca. Nie uciekają od tego życia, na chwilę je tylko zmieniają, żeby później bardziej doceniać to, co mają.
