
Choć w pewien sposób są odcięci od świata zewnętrznego, to Boże Narodzenie ich nie omija. Świąteczna atmosfera za kratkami zdecydowanie nie przypomina tej domowej, ale na korytarzach prowadzących do cel czuć zmianę. – Oni nie mają się z czego cieszyć – przyznaje w rozmowie z naTemat ksiądz Jan Szymko, kapelan więzienny w Areszcie Śledczym w Olsztynie.
Ks. Jan Szymko kapelanem więziennym w Areszcie Śledczym w Olsztynie jest od 12 lat. Tu trafiają zarówno ci, którzy popełnili drobne przestępstwa, jak ci, którzy kogoś zabili. Nasz rozmówca wie, że osadzeni, a przynajmniej część z nich, bardzo przeżywają ten okres. W areszcie panuje zupełnie inna atmosfera. Czuć, że to czas nostalgii, refleksji, ale i wewnętrznego smutku.
W areszcie trudno o choinkę, bombki i kolędy. Nie ma też wieczerzy wigilijnej. Jedzenie osadzeni dostają do swoich cel. Jeśli chcą, mogą otrzymać także opłatek, którym dzielą się z rodziną podczas świątecznych odwiedzin. Wtedy też bywa trudno, choć są szczęśliwi. – Są odizolowani od świata, więc spotkanie z rodzicami, czy z żoną, jest też spotkaniem z tym co na zewnątrz – mówi.
Najlepszym dowodem przedświątecznej refleksji jest spowiedź. Życie często ich nie rozpieszczało, ale i oni nie byli aniołami. Okazuje się jednak, że dokonuje się w nich pewna przemiana, czy nawet nawrócenie. Niektórym Boże Narodzenie pozwala znaleźć drogę do Pana Boga, do samych siebie i do drugiego człowieka. Nie wiadomo, na ile to jest trwałe i jak będą funkcjonować w przyszłości, ale spowiadają się autentycznie. Nie jest ona na zasadzie: paciorka nie odmówiłem, kogoś obraziłem.
Niektórzy są obrażeni na cały świat. Oskarżają wszystkich za swoją sytuację. Uważają, że Bóg też nie jest dla nich życzliwy. Na księdza też nie wszyscy reagują życzliwie, ale gdyby pokusić się o mały bilans, to tych nieprzyjemnych chwil było bardzo niewiele. Rzadko się zdarza, gdy ktoś go obrazi. Często wchodzi do nich do celi, piją razem herbatę lub rozmawiają.
Niektórzy żyli w trudnych warunkach rodzinnych, matka alkoholiczka, ojciec alkoholik. Nie mają drugiej połowy, są samotni. Nie mają tego poczucia, czym naprawdę jest miłość rodzicielska. Nie wiedzą, co to jest dobro. Różnie to dobro interpretujemy. Dla nas synonimem tego są kochająca mama i kochający tata, a dla innych dobro, to moment, kiedy ojciec przyjdzie pijany do domu, ale ich nie stłucze.
