
"Trzeba było się ogolić przed porodem, a nie zarośnięta, jak małpa przyjść", "Nie czułam parcia, ordynator krzyczał, że jak mam jakiś problem, to zaraz weźmie kleszcze i sam to zrobi" – to tylko dwa z wielu doświadczeń, którymi z fundacją "Rodzić po ludzku" podzieliły się kobiety rodzące w szpitalu powiatowym we Wrześni. Wszystko opisały w anonimowych ankietach.
17 proc. kobiet doświadcza przemocy. Najczęściej są to: wyśmiewanie, poniżające ocenianie ich wyglądu i tego, że nie wiedzą, jak się zachować. Myślę, że najbardziej bolesne są takie komentarze, w których ktoś mówi: "Jesteś złą matką", "Nie nadajesz się na matkę, skoro sama nie potrafisz czegoś zrobić". Jeśli ktoś wyśmiewa wygląd kobiety, jej tuszę, piersi, owłosienie, to trudno podnieść się po takich słowach. Tym bardziej, że wypowiadają je osoby, od których kobieta miała zaufanie, a w danej chwili jest zależna.
– Okazało się, że kobiety nie są także informowane o tym, co się dzieje i nie są pytane o zgodę w wielu kwestiach. Tak dzieje się w całej Polsce. Kobiety mają bez pytania nacinane krocza. Często pojawiają się też komentarze, które dyskryminują je ze względu na tuszę. Pacjentki skarżą się także na zwracanie się do nich w bardzo poufały sposób – wylicza Alicja Nowaczyk, która jest "strażniczką" współpracującą z fundacją "Rodzić po ludzku".
Pani położna mówiła do mnie w sposób, jakbym niektóre rzeczy miała już wiedzieć (mimo że rodziłam pierwszy raz) i jak miała powtórzyć te informacje, to dla upewnienia czy dobrze zrozumiałam, to robiła to z łaską i z nieprzyjemnym tonem wyższości.
Nie umiesz dziecka karmić, to trzeba było książkę przeczytać, a nie mnie cały czas wołać, co ja matka od nauki jestem.
Miałam bardzo silne skurcze i prosiłam o wózek. Na izbie go dostałam, ale przejazd na salę porodową nie był już możliwy. Usłyszałam, że dam radę iść sama. Po badaniu okazało się, że mam już 9 cm rozwarcia. Położna skwitowało to: "nie picuje nas pani z tym bólem". Nie mam porównania, nie wiem, czy to wszędzie tak wyglądało, czy może ja "dramatyzowałam", ale poczułam się jak młoda, głupia, co wyolbrzymia.
Ktoś z personelu podnosił głos, ktoś inny krzyczał lub wypowiadał niestosowne komentarze, obrażał... To też miało dziać się w szpitalu we Wrześni. "Lekarz krzyczał na mnie podczas parcia oraz obrażał mnie podczas szycia krocza", "Jedna położna podnosiła głos. Uważała, że nie umiem przeć" – pisały kobiety.
WYPOWIEDZI, KTÓRE ZNALAZŁY SIĘ W ANKIECIE FUNDACJI "RODZIĆ PO LUDZKU"
Ordynator podczas szycia śmiał się, że jestem sztywna i twarda jak podeszwa, bo nie mógł wbić igły w skórę.
Ordynator podczas obchodu krzyczał, że mam się spieszyć z pokazaniem krocza, bo on nie ma całego dnia. Dodam tylko, że na kroczu miałam 9 szwów.
Ordynator robił ciągle przytyki do mojej postury i wagi.
W odpowiedzi na Pani zapytania trudno jednoznacznie w tej chwili ocenić prawdziwość faktów o których mowa w ankietach. Niemniej jednak podjęliśmy działania zapobiegające podobnym zdarzeniom. Mowa tutaj min. o zaplanowaniu systematycznych wewnętrznych szkoleń dotyczących min. prawidłowej komunikacji z pacjentami, radzenie sobie ze stresem, przeciwdziałaniu wypaleniu zawodowym, itp.
Co ciekawe procent kobiet, które zdecydowały się na napisanie skargi po upokarzającej dla nich sytuacji, wynosi... zero. To norma. Szpitale wypadają dość dobrze również w ankietach dotyczących satysfakcji z opieki, które same przeprowadzają. Przede wszystkim może to wynikać z tego, że kobiety nie mają świadomości, ile praw zostało złamanych, bo zwyczajnie swoich praw nie znają.
Raport, który opracowała fundacja "Rodzić po ludzku", mówi, czego doświadczają i z czym się spotykają kobiety. Fundacja chce wskazywać te miejsca, gdzie rodzące kobiety mogą liczyć na dobrą opiekę okołoporodową. Jej celem jest też zobrazowanie, jak szpitale radzą sobie z pewnymi kryteriami. (portal GdzieRodzić.info)
