
"Z punktu widzenia obywatela ważniejsza niż odpowiedź na pytanie, czy i jak działa państwo, jest odpowiedź na pytanie, kto mógłby sprawić, że zacznie ono działać. Na pierwsze odpowiedzi jest wiele. Na drugie – ani jednej" – pisze w najnowszym "Newsweeku" Tomasz Lis.
Ponieważ subtelności nie są domeną polityków, w sprawie państwa pojawiają się zwykle mało wyrafinowane diagnozy ubrane najczęściej w grafomańskie frazy. „Mamy premiera, który nic nie może”, „państwo nie istnieje”, „kto tu rządzi?”, „czy leci z nami premier?”, oto wyciąg z humoru zeszytów sejmowych.
W wersji politycznej państwo nie może działać źle, nie może nawalać, nie może oblać testu. Państwo musi nie istnieć, musi się doszczętnie skompromitować, premier musi być Donaldem T., a urzędnicy jego pacynkami. CZYTAJ WIĘCEJ
W opinii Tomasza Lisa, powinniśmy cieszyć się, że w Polsce nie doszło do podobnej tragedii, jak 11 września w USA. "Co by było, gdyby polskie państwo dopuściło do kursu pilotażu terrorystów rozwalających później samolotami Pałac Kultury i pałac prezydencki? Jakiej formułki użyto by wtedy w Sejmie?" – pyta. Przywołując inne kontrowersyjne przypadki z całego świata, Lis stwierdza, że z popularną wśród opozycji formułą „państwa nie ma” powinno się poczekać. "Na pewno się przyda" – podsumowuje naczelny "N".

