Jacek Sasin obiecywał, że podwyżek za prąd nie będzie. Teraz twierdzi, że za wzrost cen polskie rodziny dostaną rekompensaty.
Jacek Sasin obiecywał, że podwyżek za prąd nie będzie. Teraz twierdzi, że za wzrost cen polskie rodziny dostaną rekompensaty. Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta

Najpierw podwyżek cen prądu miało nie być. A kiedy w PiS zmienili zdanie, powstała teoria, że wzrostu cen nikt nie odczuje, bo wypłacane będą rekompensaty. Kto i kiedy je dostanie? Jacek Sasin obiecywał, że wszyscy, ale szybko się z tego wycofał. Przedstawiamy najważniejsze fakty i pokazujemy, jak zmieniała się linia rządu w tej sprawie.

REKLAMA

Ile wyniosą podwyżki za prąd?

Kiedy wielu Polaków bawiło się już w najlepsze z okazji nadchodzącego Nowego Roku, poseł PO Arkadiusz Myrcha opublikował post, po którym wielu mogła zrzednąć mina. "Z nowym rokiem, nowe podwyżki w domach Polaków. Urząd Regulacji Energetyki wyraził zgodę na podwyżki cen prądu: Enea +12,2%, Energa +11,3%, Tauron +12,9%" – wyliczał.
Urząd Regulacji Energetyki wyjaśniał, co te procenty oznaczają w praktyce. Wskazywał, że faktury za energię w typowym gospodarstwie domowym będą wyższe o około 9 zł. Podobne dane przedstawiała minister rozwoju Jadwiga Emilewicz oraz premier Mateusz Morawiecki.

PiS zapowiedziało podwyżki zaraz po wyborach


Jacek Sasin w listopadzie stawił się w swoim nowym miejscu pracy. Został ministrem aktywów państwowych i dumnie prezentował się z tabliczką nowego resortu. Minęła dosłownie chwila, i polityk przeszedł do konkretów. Zapowiedział podwyżki cen energii. Nie dla wszystkich – "jedynie" dla klientów biznesowych.
– Zrobimy wszystko, by gospodarstwa domowe nie odczuły podwyżki cen prądu – zapewniał Sasin w RMF FM w połowie grudnia 2019 r. W zasadzie na każde pytanie o podwyżki odpowiadał, że polskie rodziny nie poniosą żadnych dodatkowych kosztów. Obiecywał, że w tym celu powstanie specjalny "mechanizm amortyzacyjny".

Sasin obiecał rekompensaty. Ale nie wszystkim


Jak się później okazało, ten mechanizm to rekompensaty dla indywidualnych odbiorców. W grudniu w RMF FM Sasin dopytywany o to zapewniał, że "przeciętna polska rodzina nie odczuje tego, iż prąd drożeje". Doprecyzował, że dotyczy to "każdej rodziny". Wystarczył miesiąc, by polityk wycofał się z tych słów i przedstawił nową wersję.
– Musimy dopracować sam techniczny mechanizm wypłat. W 2021 roku będzie trzeba złożyć wniosek, co do tego nie ma wątpliwości, bo to będzie świadczenie wypłacane na wniosek. 100 proc. zwrotu tego co zostało podniesione dla osób w pierwszym progu podatkowym, to jest jedyne kryterium – stwierdził Sasin 13 stycznia w Radiu Plus. Tym samym, z zapewnień o "każdej rodzinie" nic nie zostało.
Co oznacza pierwszy próg podatkowy? Zaliczają się do niego wszyscy, którzy w danym roku podatkowym zarobili nie więcej niż 85 528 zł. W rzeczywistości to ok. 97 proc. pracujących Polaków.
Ale przecież Sasin obiecywał rekompensaty wszystkim. Teraz tłumaczy, że "rekompensat nie uzyska wąski margines najbogatszych". Wskazuje też na "gwałtowny wzrost cen w Europie". Nie zmienia to faktu, że niektórzy wypominają mu rzucanie słów na wiatr.
Minister wyjaśniał, że koszt rekompensat ma nie przekroczyć 3 mld zł rocznie. Jego zdaniem to maksymalny koszt, przy założeniu, że wszyscy wystąpią o rekompensaty i zużycie będzie wysokie. Optymistyczna wersja wydatków na ten cel to 1,5 mld zł. Z kolei poseł Stanisław Tyszka zwrócił uwagę na to, ile może kosztować cały system administracyjny do obsługi pomysłu PiS.

Jak zdobyć rekompensatę?

Sasin w ostatnich wywiadach wskazywał, że ustawa o rekompensatach będzie gotowa w ciągu około 2 tygodni. Wiadomo już jednak, w jaki sposób może wyglądać wypłacanie pieniędzy indywidualnym odbiorcom.
Okazuje się, że wniosek trzeba będzie złożyć w 2021 r., bo dopiero wtedy da się określić zużycie danego odbiorcy za rok poprzedni. System ma być prosty i niestwarzający "barier natury matematyczno-kalkulacyjnej", o czym wspominał wiceminister aktywów państwowych Tadeusz Skobel.
W Radiu ZET Sasin wskazał na dwa istotne szczegóły. Z jego wypowiedzi wynika, że rząd chce pokrywać całość kosztów podwyżek. Czyli jak ktoś zapłaci w ciągu 12 miesięcy o 100 zł więcej, to całość tej kwoty powinna do niego wrócić.
I jeśli chodzi o szczegóły, to na razie tyle. – Co do technicznej strony, czyli gdzie trzeba będzie złożyć wniosek, jak on będzie obsłużony, mamy jeszcze kilka wariantów – twierdził wicepremier w Radiu Plus. I zapowiedział, że jedynym kryterium będzie to dotyczące dochodów.

Skutki podwyżek odczują wszyscy

Obietnice polityków to jedno, ale podwyżki stają się faktem. I nie chodzi tu tylko o energię, bo za wzrostem cen prądu w górę pójdą też m.in. koszty produkcji. Tomasz Żółciak z "Dziennika Gazety Prawnej" poinformował, że Koleje Mazowieckie z początkiem lutego wprowadzą podwyżkę cen biletów (średnio o 10 proc.). Powód? Wzrost kosztów energii elektrycznej i płacy minimalnej. Inni wyliczają, że PiS powinno przygotować szereg innych rekompensat.
To tylko kilka przykładów, ale nie ma wątpliwości, że za prąd przyjdzie nam zapłacić w cenach chleba, sera czy mięsa. Więcej pisała o tym w INNPoland Patrycja Wszeborowska.