
Spółka syna obecnego wicemarszałka Sejmu z ramienia PSL, Eugeniusza Grzeszczaka zarobiła w ostatniej kampanii ponad 121 tysięcy złotych. Skąd? Od komitetu wyborczego ludowców, którego ówczesnym szefem był nie kto inny jak Eugeniusz Grzeszczak.
Zobacz: Czy afera taśmowa jest tylko problemem PSL-u, czy wskazuje na patologie w całym polskim systemie politycznym?
Za niemal 23 tysiące złotych wydrukowała ulotkę-list wyborczy, wynajęła lawetę, wydała plakaty i banery, a także cukierki dla wyborców, przygotowała stronę internetową Eugeniusza Grzeszczaka, koszulki z wizerunkiem kandydata.
Jak donosi "Wyborcza", nie obyło się także bez artykułów sponsorowanych, kampanii SMS-owej, gazetki wyborczej (za 18 tysięcy złotych) i całej masy różnorakich gadżetów. Michał Grzeszczak utrzymuje, że pieniędzy od PSL-u nie dostawał, z kolei jego ojciec w rozmowie z "GW" nie widzi w tym nic złego.
Przecież PSL nie dawał mojemu synowi żadnych zleceń. To były pieniądze komitetu wyborczego, a więc pochodziły ze składek kandydatów. Nie były to więc moje pieniądze państwowe.
Jednak cytowany przez gazetę ekspert z PKW wyjaśnia, że jednym ze źródeł finansowania komitetu wyborczego każdej partii są właśnie pieniądze z budżetu państwa.
Nepotyzm nas zżera CZYTAJ WIĘCEJ
Więcej o sprawie przeczytasz w "Gazecie Wyborczej".


