
Wszyscy senatorowie opozycji byli w szoku, gdy musieli przerwać obrady, ponieważ salę plenarną opuścili politycy PiS. Usłyszeli od nich, że ci boją się o zdrowie, ponieważ jedna z osób w Senacie poczuła się źle i przeprowadzono u niej test na obecność koronawirusa. Parę godzin później marszałek Tomasz Grodzki podał jego wynik.
REKLAMA
Marszałek Tomasz Grodzki chciał w czwartek zmienić regulamin Senatu tak, żeby ten mógł szybciej zajmować się sprawami na temat koronawirusa. Chodziło m. in. o wydłużenie zasiłku opiekuńczego z 14 do 21 dni dla rodziców dzieci do 15 lat, połowę pensji wypłacana z budżetu państwa dla pracowników firm zawieszonych z powodu koronawirusa i cotygodniowe badania personelu medycznego.
Czytaj także: "Propagandowa i szkodliwa". Siedlecka nie zostawia suchej nitki na ustawie o koronawirusie
Ku zaskoczeniu wszystkich senatorów opozycji politycy PiS w pewnym momencie wstali i wyszli, przez co zerwali kworum i uniemożliwili dalsze prace Senatu. Później wicemarszałek Stanisław Karczewski tłumaczył ich zachowanie tym, że bali się koronawirusa, ponieważ podejrzewano zakażenie u jednej z osób, która źle poczuła się w gmachu Senatu. – Na małej przestrzeni jest prawie 100 senatorów i inni ludzie – tłumaczył mediom Karczewski.
Jak się okazało, strach miał wielkie oczy, ponieważ niedługo potem prof. Grodzki poinformował o rezultacie przeprowadzonego u tej osoby testu.
– Jedna z osób bywających w budynku Senatu zgłosiła mi, że udała się wykonać test na koronawirusa, ponieważ czuje się zakatarzona, czuje się grypowo. Są już wyniki badania. Są ujemne – powiedział w Senacie marszałek.
