
W Polsce cały czas trwa dyskusja na temat testów na obecność koronawirusa. Większość uważa, że powinno być ich wykonywanych znaczne więcej niż obecnie, jak ma to miejsce w Europie Zachodniej. Wytłumaczenie na małą liczbę testów zarządzonych dotąd przez władze ma Roman Giertych. Jego opinia będzie długo komentowana na Nowogrodzkiej.
REKLAMA
W mediach pojawiła się informacja, że wyniki testów na obecność koronawirusa mają zostać objęte tajemnica państwową. Odniosła się do niej senator Barbara Zdrojewska, która wymownie stwierdziła, "że rząd już uważa, że nie musi o wszystkim informować".
Czytaj także: Słynny epidemiolog nie owija w bawełnę. "Zakażonych w Polsce może być nawet 1500 osób"
"To się będzie pogłębiało. Test na koronawirusa objęty tajemnicą państwową. Nie robiliśmy testów, bo ich nie było?" – zapytała na Twitterze senator KO. Odpowiedział jej Roman Giertych. Słowa mecenasa z pewnością pójdą w pięty rządzącym.
"Od lutego wiadomo, że w sprawie testów kłamali. Nie kupili ich, bo zlekceważyli epidemię. Dlatego też za późno zamknęli ruch z Włoch. Wtedy gdy opozycja organizowała debatę w Senacie, rząd był na nartach" – stwierdził Giertych.
Testy na koronawirusa w Polsce
W niedzielę polskie Ministerstwo Zdrowia poinformowało o wykonanych do tej pory 5493 testach na obecność koronawirusa. W porównaniu z innymi krajami UE jest to niewielka liczba (w państwach zachodnich robi się ok. 500 testów dziennie). Ma się to jednak zmienić.Czytaj także: "Jak wysłanie żołnierzy z pięściami na czołgi". Była posłanka PiS ujawnia chaos ws. koronawirusa
– W tej chwili już będziemy mieli 19 laboratoriów robiących testy. Dodatkowo dochodzi Białystok, Bydgoszcz, Instytut Kardiologii w Warszawie, Kraków, UCK w Gdańsku. To oznacza zwiększenie przepustowości badań do około 3 tys. na dobę. Jednocześnie my tych badań robimy coraz więcej. W miarę zwiększania się potencjalnie zakażonych pacjentów, liczba wykonywanych badań rośnie – mówił w poniedziałek dziennikarzom Łukasz Szumowski.
