
Przy okazji koronawirusa, tarczy antykryzysowej i tematu polskich przedsiębiorców odezwał się był znów Adrian Zandberg ze swoimi uwagami o polskich wrednych kapitalistach z LPP, którzy zawczasu kupili milion maseczek jednorazowych i wysłali je do swoich zakładów w Chinach, aby mali Chińczycy (a jakże) mogli chronić swoje wątłe zdrowie. Jednocześnie znów przeczytaliśmy uwagi posła Zandberga i innych członków progresywnej Lewicy, jacy to źli są ci polscy kapitaliści, co to myślą wyłącznie o zyskach. Padło też pytanie, czy już zaczęli sprzedawać swoje luksusowe fury, aby ratować pracowników.
REKLAMA
Nie będę wredny i nie zapytam pana posła, na jakich umowach i na jakich warunkach finansowych pracują ludzie w partii Razem. Przemilczę też uwagę na temat odrażających kapitalistów z LPP, którzy po prostu okazali się przewidujący (patrz: przedsiębiorczy), dokładnie odwrotnie jak polski rząd, na którego pandemia spadła znienacka, jak co roku zima na drogowców.
Tak, mój główny zarzut do rządzących, to brak działań uprzedzających, o czym pisałem tydzień temu. Brak przewidywania, a co za tym idzie, brak przygotowania do kryzysu uważam za kardynalny błąd oraz solidne przyłożenie ręki do tego całego chaosu, z jakim mamy do czynienia obecnie. I doprawdy spokojny ton ministra Szumowskiego oraz dobra komunikacja ministerstwa z mediami (jakby to było coś nadzwyczajnego i niespotykanego) nie zmyje wcześniejszych win. Obóz władzy do kryzysu, który nie spadł na nas jak grom z jasnego nieba, nie jest po prostu przygotowany. Pod każdym względem.
Czym w istocie jest program pomocy gospodarce?
Jako aktywnego przedsiębiorcę interesuje mnie prawie wyłącznie to, co rząd ma zamiar zaproponować biznesowi, bo gospodarka w państwie jest najważniejsza. Bez dobrze funkcjonującej gospodarki nie będzie żadnych programów społecznych, nie będzie ani polityki obronnej, ani zdrowotnej, ani żadnej innej, bo gospodarka - głupcze - to fundament państwa. To firmy (i do tego głównie prywatne), panie pośle Zandberg oraz panie i panowie ze Zjednoczonej Prawicy, dają pracę ludziom, choćby nawet na tych strasznych umowach śmieciowych.Zaproponowana w zeszłym tygodniu przez rząd “tarcza antykryzysowa” jest jednym wielkim propagandowym humbugiem. Nawet powtarzana jak mantra jej wartość, 212 mld złotych, to zwykła ściema. Faktyczna wartość tej “pomocy” to raptem jakieś 60-70 mld złotych, co wobec czekającego gospodarkę tąpnięcia jest kwotą żałosną.
Urągającym dla przedsiębiorców jest też fakt, że cały czas owej tarczy fizycznie nie ma. Zwykłą potwarzą dla polskich firm jest też to, że to dzięki polskim firmom i ogólnoświatowej koniunkturze obóz władzy mógł przez ponad 4 lata wydawać niebotyczne pieniądze na kupowanie wyborców. To polskie firmy, a nie pan Kaczyński, Duda czy Morawiecki budowały państwo dobrobytu według definicji PiS. Dzisiaj te firmy nie mogą się od dwóch tygodni doczekać konkretnej pomocy. Mało tego, nic nie wskazuje na to, abyśmy poznali szczegóły w ciągu kolejnych dwóch tygodni.
Czytaj także: "Przedsiębiorcy będą umierać szybciej niż osoby z koronawirusem". Rząd ma 11 dni, żeby im pomóc
Tak, obóz władzy miał wystarczająco dużo czasu, aby przygotować taki program – pandemia rozwijała się stopniowo i przychodziła do Polski ze sporym opóźnieniem. Zamiast bawić się na stoku narciarskim lub organizować uspokajające konferencje prasowe, trzeba było się organizować - łącznie z zapełnianiem magazynów niezbędnymi w przypadku pandemii materiałami, panie pośle Zandberg.
Gdzie są te miliardy?
Przez lata PiS wmawiał społeczeństwu, że mamy nadzwyczajne wyniki budżetu. Że mamy nadzwyczajne wpływy z VAT - ciągle powtarzano nam o miliardach złotych odzyskanych od VAT-owskich mafii. Mówiono nam, że pieniędzy w budżecie starczy na wszystko. Dzisiaj widać, jaka jest prawda: braki w zaopatrzeniu, niedofinansowana służba zdrowia, brak odpowiedniej i niezbędnej liczby testów, a nade wszystko żałosne propozycje ratowania firm. Hitem są pożyczki dla przedsiębiorstw w kwocie 5000 zł w zamian za utrzymanie zatrudnienia. Ta propozycja powinna być swoistym znakiem rozpoznawczym tych rządów.Gdy słucham polityków obozu władzy oraz prawicowych publicystów, którzy mówią dzisiaj o tym, że propozycje te są na miarę naszych (brakuje mi tu tylko słowa: “skromnych”) możliwości, to pytam się - gdzie są te miliardy odzyskane z VAT? Gdzie? A może po prostu wystarczyło nie kraść?Tymczasem prawda jest taka, że w budżecie nie ma środków na tę pomoc, a za chwilę skończą się też środki na wszystkie te wyborcze kiełbasy w rodzaju programu 500+, 13, 14, 15 emerytury i wyprawek szkolnych. Skąd je brać, skoro od ponad tygodnia 95% firm w Polsce nie wytwarza żadnych dóbr i usług?
Program pomocy gospodarce, obojętnie jak go nazywać będziemy, powinien być wprowadzony w życie natychmiast, nie za kilka dni, czy za kilka tygodni. Powinien być to też program prosty i jasny, łatwy do zaimplementowania przez firmy. Gdy widzę skomplikowany formularz wniosku o odroczenie składek ZUS, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Wioski o anulowanie (a nie przesunięcie w czasie) wszystkich danin typu PIT, CIT, ZUS powinny być jednostronicowym, prostym dokumentem, do tego składanym w Urzędach drogą elektroniczną, bo dostęp do urzędników nie istnieje od ponad tygodnia.
Nie mówię, że mamy się porównywać z największymi gospodarkami świata, jak Niemcami (800 mld euro), Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Francją, Hiszpanią, Japonią czy Koreą, ale porównajmy się do Węgier - państwa, które pod każdym względem jest od Polski mniejsze, ale wprowadzany tam program przerasta ów żart przedstawiony przedsiębiorcom w Polsce. Przecież marzeniem prezesa PiS było uczynienie Polski drugim Budapesztem. Co zatem wprowadzają Węgrzy? Anulowanie spłat podatków, składek na ubezpieczenie oraz rat kredytów do końca roku. Tak, proszę państwa władzy - do końca roku. Anulowanie. Propozycja prolongowania spłat tych danin w Polsce o trzy miesiące, to tak jakby przedsiębiorcom napluć w twarz - przecież za te trzy miesiące będzie trzeba te daniny i tak zapłacić. Skąd?
Co z tym Budapesztem w Warszawie, panie prezesie?
Nie mówię, że mamy się porównywać z największymi gospodarkami świata, jak Niemcami (800 mld euro), Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Francją, Hiszpanią, Japonią czy Koreą, ale porównajmy się do Węgier - państwa, które pod każdym względem jest od Polski mniejsze, ale wprowadzany tam program przerasta ów żart przedstawiony przedsiębiorcom w Polsce. Przecież marzeniem prezesa PiS było uczynienie Polski drugim Budapesztem. Co zatem wprowadzają Węgrzy? Anulowanie spłat podatków, składek na ubezpieczenie oraz rat kredytów do końca roku. Tak, proszę państwa władzy - do końca roku. Anulowanie. Propozycja prolongowania spłat tych danin w Polsce o trzy miesiące, to tak jakby przedsiębiorcom napluć w twarz - przecież za te trzy miesiące będzie trzeba te daniny i tak zapłacić. Skąd?Jakieś przebłyski zrozumienia miałkości tych propozycji chyba nastąpiły w obozie władzy, bo pan Duda rzucił kilka dni temu, że jednak mają być te zobowiązania anulowane. Ale poczekajmy, diabeł zawsze tkwi w szczegółach.
Osobiście uważam też, że opozycja zostanie tu wmanewrowana przez rządzących dokładnie tak samo, jak dała się wmanewrować ze spec ustawą dotyczącą zwalczania koronawirusa. Nic do pakietu nie zostanie dołożone z propozycji złożonych przez opozycję, natomiast wszystko, co przepchnie kolanem obóz władzy, zostanie poparte, bo przecież jak wytłumaczyć wyborcom, że nie popiera się programu ratunkowego? I to przed wyborami.
Solidarność społeczna niezbędna natychmiast!
Od kilkunastu dni słyszymy też nawoływania o jedność i solidarność społeczną. Pomijam, że brzmi to dość groteskowo, gdyż przez 5 lat rządzący nie myśleli w ogóle o opozycji, marginalizując ją do trzydziestosekundowych wystąpień w Sejmie i Senacie. Ale jeśli poważnie traktować te nawoływania, to moim zdaniem niezbędne jest zawarcie prawdziwego społecznego paktu solidarnościowego, fundamentem którego powinno być całkowite odejście na czas walki z pandemią i wsparcia gospodarki od programów społecznych typu 500+, 13 emerytura i wyprawki.W czasach nadzwyczajnych potrzebne są nadzwyczajne rozwiązania. W imię ratowania polskiego systemu ekonomicznego czasowe odejście od tych programów jest według mnie niezbędne, aby po zwalczeniu kryzysu możliwy był do nich powrót. Alternatywa to, co już między wierszami zapowiedział prezes NBP, drukowanie pieniędzy. Oczywiście, aby utrzymać władzę za wszelką cenę prezes Kaczyński może taką decyzję podjąć, ale czym się kończy drukowanie pieniędzy w niefunkcjonującej normalnie gospodarce, wiemy z PRL-u. Jeśli mówimy o prawdziwym solidaryzmie społecznym, to czasowe odejście od tych kosztotwórczych programów jest nieodzowne, w przeciwnym przypadku nadal będziemy mieli podzielony naród na tych, którzy do tej pory zasilali budżet w pieniądze, ale niekoniecznie z nich korzystali oraz na tych, którzy jako jedyni czerpali z tych środków pełnymi garściami. Dzisiaj stoimy wobec niezbędnej potrzeby kierowania ich na inne, ważniejsze cele. Gospodarka - głupcze!
Do urn! Ale jakich?
Na koniec słowo komentarza na temat terminu wyborów i trwania obozu władzy w irracjonalnym uporze, aby te wybory organizować. Oczywiście ten upór irracjonalny jest tylko dla wszystkich tych, którzy władzy nie popierają - dla zwolenników obozu rządzącego upór ten irracjonalny nie jest, przy czym on byłby nieracjonalny, gdyby dzisiejszy obóz władzy był opozycją, a dzisiejsza opozycja, sprawując rządy, forsowałaby ten pomysł. Oczywiście piszę to całkowicie hipotetycznie, bo trudno mi wyobrazić sobie, aby ktokolwiek z KO, Lewicy, PSL czy Konfederacji taki pomysł forsował, gdyby rządził.Jestem od dawna zwolennikiem tezy, że bezrefleksyjność wyborców Zjednoczonej Prawicy to fundament ich władzy. A bezrefleksyjność i bezkrytycyzm to w prostej linii największe zagrożenie dla państwa. Ta nieumiejętność podejścia krytycznego do rządów socjal-prawicy jest myśleniem wynikającym z ukierunkowania się wyłącznie na "ja" i na “mieć” lub “brać”. Bezrefleksyjność jest też bardzo w życiu wygodna - tak właśnie powstaje konformizm, szalenie niebezpieczna dla państwa postawa w życiu.
Trwanie przy decyzji, aby wyborów nie przekładać jest oczywiście zależna od aktualnego poparcia dla Andrzeja Dudy - póki notowania te będą wysokie, nie będzie mowy o zmianie terminu. To bardzo ryzykowna gra dla rządzących, ale przecież wiadomo, że TVP wsparta miliardami z budżetu zawsze wyjaśni elektoratowi każdą woltę tej władzy. Organizowanie wyborów, podczas gdy niemożliwe jest prowadzenie normalnej kampanii wyborczej, jest nie tylko nieuczciwe, ale to po prostu zwykłe, ordynarne oszustwo wyborcze.
Prowadzenie, nie boję się tego słowa, prostackiej kampanii przez Andrzeja Dudę w czasie rozwijającej się pandemii koronawirusa, gdy 95% firm straciło nagle dochody i nikt nie wie, co będzie dalej, oznacza też kompletny brak szacunku dla tych wyborców. Niezależnie od tego wszystkiego, co powie ten kandydat w kolejnym, zbędnym orędziu. Najśmieszniejsze zaś w tej sprawie, a słowo "najśmieszniejsze" używam tu w formie tragicznej, jest to, że gdyby temat ten dotyczył np. Prezydenta Komorowskiego, a PiS byłoby w opozycji, mielibyśmy tu festiwal szlochów, krzyków i petycji do Unii Europejskiej, jak to bywało w sprawie katastrofy smoleńskiej czy wyborów samorządowych 2014 roku. Wczorajsze wybory uzupełniające w kilku gminach w Polsce pokażą kto ma rację w kwestii organizowania wyborów w maju, PiS czy cała opozycja. Wskaźnikiem będzie tu oczywiście frekwencja wyborców i frekwencja w komisjach wyborczych.
Może, jak we Francji, doczekamy się pozwów za narażanie ludzkiego życia w imię polityki?