Francja przedstawiła bardzo konkretny plan walki z koronawirusem.
Francja przedstawiła bardzo konkretny plan walki z koronawirusem. Fot. Pexels

Siedzę w domu, jak większość ludzi w Polsce, jak we Francji, Hiszpanii czy Portugalii, jak praktycznie połowa ludzkości na świecie. Siedzę w domu, pracuję zdalnie i, aby nie zwariować, zajmuję się, czym się da: posprzątałam wszystkie kąty, posadziłam kwiatki na balkonie, zadzwoniłam do znajomych.

REKLAMA
Wspieram polską gospodarkę, a raczej, to co jeszcze z niej zostało i kupuję online pizzę i buty. Przy okazji wyjścia do sklepu, wspieram lokalną kwiaciarnię, kupując tam kwiaty i rośliny. Podzieliłam się książkami ze znajomą rodziną, żeby mieli co czytać w czasie izolacji. Zaczynam mieć czarne myśli i koszmary w nocy o tym, co będzie dalej.
Jako fanka języka francuskiego, czytam francuską prasę i myślę, że Francuzi, choć nigdy z niczego niezadowoleni, mają dużo szczęścia. Mają niesłychanie zmobilizowany rząd, premiera i ministra zdrowia, którzy w dobie epidemii wykonują razem ciężką robotę i bardzo dokładnie informują społeczeństwo o podejmowanych działaniach.
We Francji codziennie można wysłuchać konferencji prasowej, podczas której osoba oddelegowana z rządu prezentuje najnowsze dane dotyczące epidemii: liczba zarażonych, liczba zgonów, liczba przygotowanych łóżek respiratorowych, wysokość zamówień rządowych na maseczki i testy.
Ostatnio premier rządu przedstawił strategię Francji w walce z epidemią, która to strategia w skrócie rysuje się następująco: do tej pory wykonywano 5.000 testów PCR dziennie, docelowo tych testów będzie 20.000, 25.000 i 30.000 w najtrudniejszym okresie. Pod koniec kwietnia, dzięki implantacji przenośnych laboratoriów na obszarze całego kraju, będzie to 50.000 testów dziennie.
Rząd zamówił 5 milionów szybkich testów (dających wynik na obecność Covid-19 w 15 min), aby móc wykonywać dodatkowo 30.000 szybkich testów dziennie w kwietniu, 60.000 testów dziennie w maju i wreszcie 100.000 testów dziennie w czerwcu. Od kwietnia będzie produkowanych prawie milion masek zastępczych, w tym wielokrotnego użytku, przeznaczonych dla ludności.
Wychodzenie z kwarantanny będzie stopniowe i będzie obejmowało kolejne regiony, w pierwszej kolejności te, gdzie jest najmniejsza liczba zakażeń i te, które mają najwięcej łóżek respiratorowych. Najdłużej kwarantanną będą objęci ludzie starsi i chorzy. Młodzi, zanim wrócą do pracy będą poddawani testom serologicznym, wykazującym kontakt z wirusem i nabycie odporności.
Gdybym była obywatelką Francji, to widząc te plany, miałabym poczucie, że ktoś panuje - w miarę ludzkich możliwości- nad epidemią, a przynajmniej wybiega na trzy-cztery kroki do przodu i daje społeczeństwu szerszą perspektywę.
Ale jestem obywatelką Polski i kiedy na to patrzyłam, łzy wściekłości cisnęły mi się do oczu. Bo czy my w Polsce wiemy coś o strategii walki rządu z epidemią? Czy taka strategia istnieje? Jeśli tak, to co zakłada? Przejrzałam strony internetowe Ministerstwa Zdrowia, GIS i Kancelarii Premiera, są tam informacje o nowych rozporządzeniach i zasadach bezpieczeństwa, o tarczy antykryzysowej, która- jak wiemy od przedsiębiorców, wcale nie spełnia swojego zadania.
Ale o tym, co dalej- ani słowa. Ani słowa o tym, jaki mamy zapas maseczek i środków ochronnych dla służb medycznych, ile mamy testów, jakie są moce przerobowe laboratoriów w Polsce, jak ma wyglądać wychodzenie z kwarantanny, kto i w jakiej kolejności będzie wtedy testowany. Porównanie powyższego z działaniami rządu francuskiego uświadamia mi, co powinniśmy jako obywatele w związku z epidemią wiedzieć, oraz jakich istotnych informacji jesteśmy w Polsce pozbawiani.
W kontekście słów prezesa Kaczyńskiego, że wybory prezydenckie muszą się odbyć 10 maja, wydaje mi się, że jedyną strategią jego i podległych mu ludzi (w tym niestety prezydenta i premiera rządu Polski) jest, by teraz Polacy siedzieli w domu, gdyż kwarantanna jest najtańszym sposobem ochrony ludzi przed wirusem.
Następnie, by 10 maja Polacy poszli na wybory i się wzajemnie pozarażali lub – jeśli wybory będą tylko korespondencyjne – by listonosze pozarażali kogo się da, a potem niech się dzieje co chce. A będzie się dziać naturalny przebieg epidemii, czyli zarazi się 60-70 proc. społeczeństwa.
Ci młodsi, którzy przejdą lżej zakażenie, przetrwają w domu, ale – z braku możliwości wykonania testu – nigdy nie dowiedzą się, czy była to infekcja koronawirusem. 20 proc. osób zakażonych z grupy ryzyka, czyli obciążonych chorobami, starszych, otyłych lub palących będzie przechodziło zakażenie w sposób ciężki, większość nie przeżyje, bo nie będzie dla nich miejsca w szpitalu na łóżku z respiratorem. Reszta, która przeżyje, nabędzie odporność na wirusa i w ten sposób – jako społeczeństwo – nabędziemy odporność populacyjną.
W dobie pandemii, zamiast walki z kryzysem sanitarnym, rządzący zajmują się walką polityczną i wyborami, od których zależy przetrwanie partii PiS. Czy zatem nam – zwykłym Polakom – pozostaje tylko płakać z bezsilności i wściekłości?

Halina (nazwisko do wiadomości Redakcji)
źródło informacji o strategii Francji wzięłam z artykułu w "Le Figaro".