Kandydaci w wyborach prezydenckich zbierali podpisy, ale tylko na wybory, które odbyłyby się 10 maja.
Andrzej Duda zbierał podpisy, ale tylko na wybory 10 maja. W innym terminie byłyby one nieważne. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Okazuje się, że żaden z kandydatów w wyborach prezydenckich nie ma poparcia, które pozwala na start w wyborach, gdyby te miały się odbyć w terminie innym niż 10 maja. Z obowiązujących przepisów wynika, że zmiana terminu wyborów wyklucza kandydowanie nawet tych, którzy zostali już zarejestrowani.

REKLAMA
Tymczasem w wykazach poparcia wszystkich kandydatów – w tym Andrzeja Dudy – widać zdanie, że chodzi o wybory "zarządzone na dzień 10 maja 2020 r." A więc poparcie nie dotyczy wyborów, które byłyby ogłoszone na przykład na 17 czy 23 maja. I nawet jeśli marszałek Sejmu zmieniłby datę w postanowieniu o zarządzeniu wyborów – nie da się do nich zastosować podpisów poparcia 10 maja.
Były szef Państwowej Komisji Wyborczej potwierdza, że to poważna podstawa do składania protestów wyborczych, które mają niemałe szanse powodzenia.
– To władze doprowadziły do narażenia osób zbierających te podpisy na to, że protest w tej sprawie może być uwzględniony. Przecież zbieranie podpisów musi się odbywać w zgodzie z Kodeksem wyborczym, który nakazuje wpisanie w formularzu daty wyborów – wpisali ją. I nagle władze zmieniają tę datę – to jest nieprawidłowość, która niewątpliwie rzutuje na status tych osób w wyborach – powiedział sędzia Wojciech Hermeliński w rozmowie z RMF FM.
Tymczasem według doniesień prasowych nowy pomysł PiS zakłada, że przez zawieszenie jednego z przepisów Kkodeksu wyborczego partia rządząca usiłuje przesunąć wybór prezydenta z 10 na 17 maja. Dzięki temu wybory mają być możliwe bez konieczności ogłoszenia stanu klęski żywiołowej.
Czytaj także:
źródło: RMF FM