
Od miesiąca przedsiębiorcy, pracownicy i opozycja zarzucają Prawu i Sprawiedliwości, że celowo nie chce wprowadzić stanu klęski żywiołowej przez koronawirusa, żeby uniknąć kosztownych finansowo i politycznie konsekwencji. Jeden z polityków obozu rządzącego wyjaśnił, dlaczego jego partia tego nie robi.
REKLAMA
Wydawałoby się, że po pięciu latach samodzielnych rządów politycy Prawa i Sprawiedliwości nie będą już odwoływać się do starej śpiewki "przez osiem ostatnich lat" i "wina Tuska". Ale kiedy brakuje argumentów, to i dawne tłumaczenia są dobre.
Z takiego założenia wyszedł chyba poseł PiS Bartłomiej Wróblewski, który na łamach portalu Onet.pl wyjaśnił, dlaczego rząd nie wprowadził stanu klęski żywiołowej, tylko trzyma się kurczowo przepisów specustawy o koronawirusie. Jego zdaniem to właśnie przez PO nie może wprowadzić stanu klęski żywiołowej.
– Wszystkie potrzebne decyzje zostały wydane na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi z 2008 r. i specustawy. Dotyczą one zakazu zgromadzeń, ograniczeń w poruszaniu się, funkcjonowaniu firm czy zawieszenia działalności niektórych instytucji. Pozwoliły także na zamknięcie granic. Mamy stan epidemii. Z ustrojowego punktu widzenia to konstytucyjnie nieuregulowany stan nadzwyczajny. Nie jest to najbardziej trafiona konstrukcja prawna, ale przez lata nikt jej nie kwestionował – powiedział portalowi Bartłomiej Wróblewski.
Winą za braki potrzebnych zapisów w ustawie poseł PiS obarczył PO i PSL, chociaż jego partia poparła ówczesny obóz rządzący podczas głosowania. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego PiS nie zdecydował się od razu na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej i dlaczego nadal obstaje przy swoim rozwiązaniu.
Czytaj także: Tylko dlatego nie ma stanu klęski żywiołowej?! Gowin: Pieniędzy starczy na trzy miesiące
źródło: Onet.pl
