
Aktywiści z "Wolnych mediów" postanowili sprawdzić, czy Jarosław Kaczyński może zagłosować w wyborach korespondencyjnych. Zauważyli, że prezes Prawa i Sprawiedliwości zapomniał o jednym, ważnym szczególe, za który może dostać karę.
REKLAMA
– Zbliżają się wybory, które będą drogą pocztową kolportowane, przyszliśmy do domu, w którym mieszka pan prezes, i nie ma skrzynki na listy. To już jest naruszenie prawa pocztowego i kara do 10 tys. zł – mówi jeden z aktywistów z "Wolnych Mediów", który wraz z kolegą sprawdzał, czy Jarosław Kaczyński jest przygotowany na wybory w maju. Zauważyli co prawda otwór w furtce, który ma służyć za skrzynkę, ale zdaniem mężczyzn jest on zbyt wąski i nie zmieści się przez niego karta do głosowania.
Na relacji, którą "Wolne Media" opublikowały na Twitterze, pojawił się, zdaniem autorów nagrania, prywatny ochroniarz Jarosława Kaczyńskiego, który zagrał rolę notabene ochroniarza prezydenta w filmie "Smoleńsk". Później na miejsce przyszli dwaj policjanci, którym ochroniarz, według autorów filmu, wydawał polecenia.
Dziennikarze zgłosili funkcjonariuszom brak skrzynki na posesji prezesa PiS oraz inne nieprawidłowości. – Tu wystąpiło naruszenie prawa budowlanego, bo kolce w ogrodzeniu mają poniżej metra osiemdziesiąt, to jest bardzo poważne zagrożenie. Niniejszym chcieliśmy państwa o tym zawiadomić, skoro już przyszliście w takiej liczbie – stwierdził jeden z mężczyzn z mikrofonem.
To nie pierwsza wizyta aktywistów przed domem Kaczyńskiego. Wcześniej byli tu w Halloween. Kilkuosobowa ekipa w przebraniach liczyła, że otrzyma od prezesa PiS cukierka. Skończyło się jednak na "psikusie" i wizycie policji.
