Centrum handlowe jest jednym z miejsc, w których możemy się naciąć na podejrzane "gratisy"
Centrum handlowe jest jednym z miejsc, w których możemy się naciąć na podejrzane "gratisy" Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta

Na promocjach chcemy zyskać, ale często się zdarza, że na nich tracimy. Wydaje się, że jak coś jest "gratis" lub za "symboliczną złotówkę", to nie możemy zostać oszukani. Najczęściej jednak właśnie tym ofertom towarzyszą ukryte koszta.

REKLAMA
Cieszysz się z tego, że przewiozą ci zakupioną lodówkę gratis? Nie ciesz się na zapas. O ile rzeczywiście przewiezienie może cię nic nie kosztować, to za podłączenie możesz już zapłacić 40 zł, a za zabranie starej lodówki kolejne 50 zł. Zamówiłeś ją w kredycie 0%? Nie zdziw się, jeżeli zapłacisz 150 zł za ubezpieczenie. Taką historię usłyszeliśmy od naszej czytelniczki.
Jak to się dzieje, że dajemy się złapać na takie sztuczki handlowców?
– Polskiemu społeczeństwu brakuje elementarnej edukacji ekonomicznej - uważa prof. Roman Głowacki z katedry marketingu Uniwersytetu Warszawskiego. - Polacy nie czytają dokładnie zapisów umowy i ofert, dlatego nacinają się na tego typu promocje. - dodaje. Jego zdaniem, ułatwia to firmom stosowanie tego typu nie do końca uczciwych promocji.
0 zł, które kosztuje 232 złote
Istnieją firmy, których dystrybutorzy chodzą po domach, pukają do drzwi i proszą o wymienienie jakiejś cyfry. Za każdym razem okazuje się, że cyfra jest tą właściwą, a "klient" wygrał zestaw luksusowych akcesoriów, takich jak skórzana kurtka i męski zegarek. Proszą o podpisanie się pod umową, pod którą widnieje informacja, że zapłata wynosi "0 zł", a na końcu dodają: "Proszę Pana, jest tylko taki problem, że trzeba uiścić podatek VAT". Ile on wynosi? 232 zł.
Bardzo często natrafiamy na oferty, w których przy zakupie jednego produktu, drugi jest gratis. Może to być identyczny lub inny produkt. Okazuje się jednak, że często można zakupić ten produkt taniej, jeżeli zrezygnuje się z gratisu. Jest tak w przypadku firm motoryzacyjnych: przy zakupie samochodu często możemy liczyć na wyposażenie gratis, w zeszłym roku jedna z nich nawet oferowała darmowy ręcznik. Musimy jednak mieć świadomość, że możemy zrezygnować z gratisów i otrzymać w zamian wyższy rabat (a de facto rabat jest wliczony w cenę, cena katalogowa rzadko obowiązuje w przypadku samochodów).
Najczęściej jednak bywa tak, że na czas "gratisowej" promocji produkt ma podwyższoną cenę. Na przykład niedawno w jednej z sieci handlowych można było zakupić szampon za 10,99 zł i otrzymać do niego gratis próbkę innej odmiany szamponu. Przed promocją szampon kosztował 8,99 zł, po promocji - też.
Prof. Głowacki przestrzega jednak, że firmy mogą na tym stracić: - Nie można tak oszukiwać klientów, bo prędzej czy później odwróci się to przeciwko nam. Firmy powinny dbać o swój wizerunek - przekonuje.
Złotówka, która kosztuje nieco więcej
Inną ofertą, która funkcjonuje na podobnej zasadzie jest promocja "za złotówkę". Przez dłuższy czas tanie linie lotnicze reklamowały swoje loty podając cenę "już od 1zł". Nie dość, że liczba biletów po tej cenie była bardzo ograniczona, to jeszcze w praktyce nikt nie płacił tak niskiej ceny, ponieważ nie zawierała ona opłat lotniskowych. Komisja Europejska wymusiła jednak na tanich liniach lotniczych, aby podawały ceny, które rzeczywiście klient zapłaci.
Oferta za złotówkę jest też bardzo chwytliwa jeżeli chodzi o usługi internetowe i telefoniczne. Kilka lat temu jeden z operatorów proponował pakiet Microsoft Office za 1 zł przy zakupie abonamentu internetowego. Okazało się jednak, że tylko nieliczni mogli liczyć na oprogramowanie, ponieważ zapas pakietów Office'a był ograniczony. Mimo to, w salonach można było jeszcze zobaczyć ulotkę z informacją o darmowym pakiecie przez kilka tygodni.
W reklamie innej firmy świadczącej usługi telekomunikacyjne można było przeczytać: "laptop z modemem za 1zł". Od razu przyciągnęło to uwagę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który chciał się upewnić, że rzeczywiście klient otrzymuje za tą symboliczną opłatę laptopa i modem. Okazało się jednak, że przy zakupie laptopa można było otrzymać sam modem za dodatkową złotówkę.
Wszyscy operatorzy komórkowi stosują chwyt "telefonu za złotówkę". Jednak w rzeczywistości klient ma wybór między np. podpisaniem umowy na dwa lata i otrzymaniem komórki za 1zł płacąc miesięczny abonament 110 zł, a podpisaniem umowy na zaledwie rok za 80 zł, z dokładnie takim samym pakietem minutowym, ale bez komórki. W salonie trzeba najczęściej wypytać się, na jaki abonament można liczyć, jeżeli zrezygnuje z komórki (czego klienci raczej nie robią), więc w większości przypadków klienci decydują się na droższy abonament z komórką za rzekomą złotówkę. Prof. Głowacki zachęca do zapoznania się alternatywnymi rozwiązaniami, czy to tego samego operatora czy konkurencji: - Trzeba dokładnie się zastanowić zanim się podejmie decyzję. Trzeba poznać wszystkie możliwe opcje i świadomie dokonać wyboru - a tego konsumenci często nie robią.
Jeden z operatorów proponuje nawet drugą komórkę gratis, ale mechanizm jest identyczny - można z niej zrezygnować na rzecz alternatywnego, równie (lub nawet bardziej) korzystnego rozwiązania.
Nie ma darmowych minut
Nie trzeba chyba nawet wspominać o "darmowych minutach", które są wliczone w cenę abonamentu telefonicznego.
Czasami złotówkowa cena jest po prostu… pomyłką. Niedawno można było kupić przez Internet grę komputerową za 1,49 zł. W sklepach danej sieci kosztowała 149 zł. Gdy kierownictwo firmy zdało sobie sprawę z różnicy w cenie, przywróciło tę prawidłową (149 zł) na stronie, a setki zakupów za 1,49 zł anulowano.
Należy więc uważać na wszystkie gratisy, ponieważ celem każdego przedsiębiorstwa zawsze jest zysk i w jakiś sposób zawsze firma sobie "odbije" to, co straciła na gratisie. Co najwyżej można spokojnie przyjmować reklamowe puszki różnych napojów rozdawanych na ulicy. A i w takich sytuacjach, może się zdarzyć, że musimy przy tym wypełnić formularz, w którym podajemy adres e-mail i będziemy przez to bombardowani spamami.