Odpowiedź firmy Abbey House na artykuł Agaty Michalak. Redakcja publikuje tekst bez żadnych skrótów.

REKLAMA
1. Punkt wyjścia
Abbey House wszedł na rynek pod koniec 2010 roku. To już ponad 20 lat po roku 1989, a więc moment, w którym można stwierdzić jak postępuje rozwój polskiego rynku sztuki, jak prezentują się jego perspektywy na nadchodzące lata, czy świat znowu nam nie ucieka itd.
Polski rynek sztuki znajduje się w bardzo wczesnym stadium rozwoju. Jego całkowitą wartość (sprzedaż aukcyjna i galeryjna) szacuje się na ok. 300 mln złotych rocznie, z czego tylko ok. 40-60 mln stanowi sprzedaż aukcyjna. Jaki jest potencjał? Wartościowym punktem odniesienia mogą być dane o wielkości rynku dóbr luksusowych w Polsce z raportu KPMG. Okazuje się że 300 mln złotych stanowi niewielką frakcję tego rynku, wartego obecnie 28 mld zł. Zarówno wielkość grupy tzw. HNVI (high-net-worth-individuals, 1 mln dolarów i dochody powyżej 20 tys. zł), wynosząca ok. 50 tys. osób, jak i oszczędności Polaków na poziomie ponad 900 mld złotych, pokazują, że problem nie polega na braku środków na zakup dzieł sztuki. W dalszym ciągu bogaty Polak kupuje kolejny luksusowy samochód lub kolejny apartament, a sztuka nie pojawia się w jego polu widzenia.
W tej sytuacji wnioski i strategia Abbey House idą w dwóch kierunkach. Skoro bogaci nie kupują sztuki, trzeba ich do tego przekonać, dostarczając im informację, pokazując liczne zalety sztuki. Mało tego, trzeba dostarczyć im serwis, ofertę, której oczekują poruszając się na wszystkich innych rynkach, a przede wszystkim – udostępnić konkretne narzędzia inwestowania. Zatem z jednej strony szkolenia, z drugiej – rozwój oferty inwestycyjnej. Biorąc to pod uwagę, od początku było wiadomo, że model biznesowy Abbey House nie będzie przypominał domów aukcyjnych do tej pory funkcjonujących na polskim rynku.
2. Model
Sprzedaż malarstwa to najbardziej tradycyjny, ale tylko jeden z wielu elementów działalności firmy. W odróżnieniu do pozostałych uczestników rynku aukcyjnego, Abbey House sprzedaje wyłącznie prace wąskiego grona polskich artystów (wskazanych przez międzynarodowe grono ekspertów), z którymi podpisał umowy na wyłączność. W tej chwili jest to grupa 11 twórców, z średniego i młodego pokolenia. W zamian za korzystanie ze stypendium w wysokości dwóch średnich krajowych miesięcznie, artyści zobowiązują się malować ustaloną w negocjacjach przy podpisywaniu umowy ilość obrazów (jeden lub kilka). Wybór rynku sztuki współczesnej jako jedynego obszaru działalności ma związek z zamiarem szerokiej promocji artystów Abbey House w kraju i za granicą. Intensywne działania firmy, mające w rezultacie wspomagać wzrost wartości prac, wykorzystują połączenie kompetencji ekspertów od sztuki i rynku sztuki z narzędziami biznesowymi, marketingowymi i PR.
Sama sprzedaż obrazów dokonuje się na aukcjach, które mają za zadanie nie tyle powielić procedurę stosowaną przez firmy aukcyjne w Polsce, ile raczej dostosować się do oczekiwań klientów Abbey House. Dlatego powstały model można określić jako hybrydowy, łączący elementy charakterystyczne dla domu aukcyjnego, galerii komercyjnej, oraz system stypendialny. Sama oferta aukcyjna przedstawiana jest na stronie internetowej firmy na początku miesiąca (zainteresowani mogą oczywiście obejrzeć na żywo wszystkie prace) i przez cały miesiąc zbierane są oferty zakupu. Ceny sprzedanych w ten sposób prac publikowane są w notowaniach aukcyjnych w Art&Business, a także na portalu Artprice. Podobnie jak w przypadku innych firm światowych i polskich, część transakcji Abbey House dokonuje się na zasadzie private sale.
Fakt zakomunikowania wybranego modelu biznesowego na stronie internetowej i za pośrednictwem mediów, podobnie jak przedstawienie wizji, planów rozwoju firmy to wyjątek na polskim rynku. Tego typu przejrzystość działania, obok wielu innych obostrzeń, jest wymagana od wszystkich spółek giełdowych (6 maja 2011 Dom Aukcyjny Abbey House S.A. zadebiutował na parkiecie New Connect).

3. Sztuka jako inwestycja
Okazuje się, że już samo to sformułowanie jest dla niektórych kontrowersyjne. O ile nie przyjmiemy do wiadomości rynkowego wymiaru funkcjonowania dzieł sztuki, trudno jest zaakceptować w kontekście np. obrazów sformułowania takie jak „stopa zwrotu”, „trend cenowy”, „leasing”, „fundusz inwestycyjny”, „klasa aktywów”, „giełda sztuki”. Zdając sobie sprawę z pewnej romantycznej wizji artysty i sztuki, która jest bardzo silnie zakorzeniona w sercach i umysłach Polaków, trzeba przecież przypomnieć, że świat już od lat inwestuje w sztukę. Powstają indeksy sztuki (żeby porównywać zyski ze sztuki z indeksami akcji), instytuty badające inwestycje w sztukę. Analitycy śledzą trendy, tworzą wykresy. Jeśli komuś jest przykro, że sztuką się handluję, sztukę się reklamuje, sztuką wspiera się budowanie wizerunku, i, last but not least, że na sztuce się zarabia – trudno.
Przy okazji, warto rozróżnić kilka motywacji kierujących kupującymi dzieła sztuki. Chwała tym, którzy kupują konkretny obraz, bo ich zachwycił i chcą (mówiąc...romantycznie) być z nim do końca życia. Ci wrażliwi estetycznie miłośnicy sztuki mogą się przyjemnie zdziwić, gdy okaże się, że są w posiadaniu czegoś o ogromnej wartości, nie tylko emocjonalnej i artystycznej. Drugą grupę stanowią kolekcjonerzy, którzy także są pasjonatami sztuki. Ich podejście charakteryzuje się większym znawstwem, a działania są na większą skalę. Zbiór dzieł kompletowany w odpowiedni sposób staje się właśnie kolekcją – jego wartość jest większa niż suma poszczególnych elementów. Z punktu widzenia kolekcji szczególne znaczenie ma często przywoływane nabywanie dzieł sztuki według własnego gustu. To sprzyja spójności kolekcji i pozwala cieszyć się otoczeniem tego, co się nam rzeczywiście podoba. Pasja i silna więź łącząca kolekcjonera z jego kolekcją nie przeszkadzają, żeby to właśnie licytacja słynnych kolekcji była najbardziej elektryzującym wydarzeniem na międzynarodowym rynku aukcyjnym. Trzecia grupa – inwestorzy. W pierwszej kolejności interesuje ich odpowiednie ulokowanie swojego kapitału, więc sztuka jest dla nich klasą aktywów, która ma niebagatelne parametry inwestycyjne. Czy inwestorzy są całkowicie pozbawienie świadomości emocjonalnej wartości sztuki? Nie. Można długo mówić o przewagach sztuki nad innymi inwestycjami alternatywnymi. Jedną z nich jest to, że zainwestowanie w sztukę może się stać przygodą życia, czego chyba nie można powiedzieć o inwestycji np. w złoto.
Miłośnik, kolekcjoner i inwestor trafiają na rynek sztuki. Podobnie każdy inny klient. Także ten, dla którego sztuka jest dobrem luksusowym, oraz celebryta, który kreuje swój wizerunek w oparciu o sztukę. Jeśli powody, dla których ludzie zwracają się w kierunku sztuki, budzą negatywne reakcje innych, można śmiało powiedzieć, że z punktu widzenia rynku sztuki, nie ma to absolutnie żadnego znaczenia.
4. Ceny
Niedawno portal Artprice opublikował ranking 10 najdroższych obrazów namalowanych artystów do 30 roku życia, sprzedanych na aukcjach w 2011 roku. Ceny obrazów Jacoba Kassaya w tym zestawieniu sytuują się w przedziale od 150 do ok. 300 tysięcy dolarów, czyli dochodzą do około 800 tys. złotych (rekordowa transakcja pochodzi z maja 2011). Jacob Kassay (rocznik 1984), jak podaje Artprice, jeszcze 1,5 roku temu nie miał na swoim koncie żadnej transakcji aukcyjnej (portal Artinfo.com podaje, że pracę Kassaya w kwietniu 2009 można było kupić na aukcji charytatywnej za 800 dolarów), zaś jego pierwsza solowa wystawa w publicznej instytucji miała miejsce dopiero pod koniec zeszłego roku w Londynie. Nie ma zatem mowy o „ugruntowanej pozycji w świecie sztuki”. Gdy jedna z prac trafiła do renomowanego domu aukcyjnego Phillip’s de Pury & Co., estymację ustalono na poziomie ponad dwukrotnie wyższym od ceny zapłaconej kilka miesięcy wcześniej galerii. Cena sprzedaży wyniosła 86 tys. dolarów, zatem w przeciągu kilku miesięcy wzrosła kilkadziesiąt razy.
W przypadku obrazu młodej malarki Flore Sigrist, która do czasu debiutu na aukcji nie była reprezentowana przez żadną liczącą się galerię, Arprice tłumaczy uzyskaną cenę młotkową na poziomie 100 tys. dolarów doskonałym marketingiem francuskiego domu aukcyjnego Artcurial, który sprawił, że słynny aukcjoner Sotheby’s, Alain Renner, pozytywnie wypowiedział się o malarstwie Sigrist i zainteresowaniu kolekcjonerów jej pracami.
W światowych mediach opisanym zdarzeniom nie towarzyszy raczej szukanie skandalu, agresja, gwałtowne emocje. To mechanizmy już od dawna obecne na rynku i negowanie ich jest zwykłym zaklinaniem rzeczywistości. Praktycy handlu sztuką jak nikt inny mają świadomość ogromnego wyzwania, jakie stoi przed nimi, jeśli będą chcieli utrzymać rekordowe ceny młodych artystów.
W Polsce kilkukrotny wzrost cen na przestrzeni roku, dwóch lat jest wciąż sensacją, choć trzeba przyznać, że po pewnym czasie, gdy artysta odniesie wielowymiarowy sukces, nawet kilkusetkrotny wzrost cen jest przyswajany przez opinię publiczną.
Jak klienci reagują na skok cen za sprawą wejścia danego artysty w orbitę działania prężnej, dynamicznej instytucji? W przypadku Abbey House decydują się na zakup dzieła sztuki stworzonego przez artystę ze „stajni” firmy. Za prace niedostępne gdzie indziej Abbey House żąda cen kilkukrotnie wyższych niż rok, dwa lata temu, a mimo to roztacza przed potencjalnym nabywcą perspektywę inwestycyjną, zapowiadając intensywną promocję i wspomaganie karier twórców. Powiedzmy od razu, że nie każda firma może przedstawić taką ofertę. Do tego potrzebne są „papiery”, poświadczające jej wiarygodność, zdolność do działania. Debiut na giełdzie, wejście do międzynarodowego indeksu spółek rynku sztuki, ,
stworzenie pierwszego funduszu sztuki (dystrybuowanego już przez renomowane banki) oraz innych narzędzi inwestycyjnych, a także nowoczesne kampanie reklamowe, niespotykane dotąd na polskim rynku sztuki pokazują, że nie mamy do czynienia po prostu z kolejnym domem aukcyjnym, lecz z nowym zjawiskiem na polskim rynku. Ponieważ działania firmy charakteryzuje łączność z trendami światowymi, nie dziwi fakt, że zainteresowanie oraz szybka i wysoka ocena inicjatywy Abbey House płynie właśnie z zagranicy. Z zewnętrznego punktu widzenia to wypróbowana droga. W Polsce, co zrozumiałe, słuszność obranej strategii zweryfikuje czas.