
Władza PiS zaczyna zdawać sobie sprawę, że wybory 10 maja grożą farsą. "Gazeta Wyborcza" ustaliła nieoficjalnie, że szef MSWiA Mariusz Kamiński już sondował w Senacie, czy opozycja zgodziłaby się na inny termin głosowania. Tym razem padła data 23 maja.
REKLAMA
Na ostatniej prostej przed 10 maja PiS zaczęło manewrować. Nie bez powodu, bo zorganizowanie wyborów korespondencyjnych w tym terminie jest praktycznie niemożliwe. Elżbieta Witek już podobno dzwoniła do marszałka Senatu z pytaniem, czy izba wyższa wykorzysta ustawowe trzydzieści dni do prac nad projektem ustawy.
Stało się jasne, że Senat nie będzie się spieszył, więc PiS musi szukać alternatywy. Chociaż sam Jarosław Kaczyński od tygodni wmawia Polakom, że wybory muszą się odbyć 10 maja. Nieoficjalnie wiadomo, że do akcji wkroczył Mariusz Kamiński. Szef MSWiA miał sprawdzać w Senacie, czy wybory 23 maja byłyby do zaakceptowania przez opozycję.
Obecność Kamińskiego w tej sprawie nie jest przypadkowa. Politycy Koalicji Obywatelskiej twierdzą, że to właśnie on, a nie Jacek Sasin czuwa nad drukowaniem kart do głosowania.
O tym, że PiS już zastanawia się nad "planem awaryjnym", mówi się od kilku dni. Podobno partia rozważa nawet wariant, o którym ciągle mówi opozycja – wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Gdyby tak się stało, wyborcze plany zeszłyby na drugi plan, bo głosowanie w najbliższym czasie stałoby się prawnie niemożliwe.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
