
Zamrożona gospodarka w wyniku epidemii to problem nie tylko w Polsce. Skutki zamknięcia sklepu dotkliwie odczuł przedsiębiorca z Malezji, który nie zabezpieczył swojego skórzanego towaru na czas pandemii. Przez dużą wilgotność powietrza wszystko pokryło się pleśnią.
REKLAMA
W Malezji od czwartego maja zezwolono na częściowe funkcjonowanie sklepów w galeriach handlowych. Przedsiębiorcy z pewnością odetchnęli z ulgą, ale tylko ci, którzy zachowali zimną głowę przed zamknięciem swoich obiektów.
Ze względu na dużą wilgotność powietrza, towaru w sklepach nie można było tak po prostu zostawić. Przekonał się o tym Nex Nezeum, który chciał otworzyć swój sklep w mieście George Town po dwumiesięcznym przymusowym postoju. Chciał, ale szybko się przekonał, że to niemożliwe. Praktycznie wszystkie materiały, które sprzedawał, pokryły się pleśnią.
Mężczyzna udostępnił na Facebooku kilkanaście zdjęć, by pokazać, do jakich strat doszło.
Niestety, na pierwszy rzut oka niewiele z tego da się uratować. A trudno oczekiwać, by ktoś chciał kupić torebkę, pasek czy buty, na których wcześniej osiadła pleśń.
Jak wspomnieliśmy, wszystko jest efektem dużej wilgotności powietrza w Malezji. A centra handlowe w czasie lockdownu prawdopodobnie chciały zaoszczędzić i wyłączały klimatyzatory. W efekcie temperatura w zamkniętych pomieszczeniach była bardzo wysoka. Tego Nex Nezeum pewnie nie przewidział, ale można się domyślać, że z podobnym problemem zmierzy się w Azji więcej przedsiębiorców.
