O. Andrzej Kuśmierski, subprzeor klasztoru Dominikanów we Wrocławiu, zachęcił wiernych, by obejrzeli film braci Sekielskich.
O. Andrzej Kuśmierski, subprzeor klasztoru Dominikanów we Wrocławiu, zachęcił wiernych, by obejrzeli film braci Sekielskich. Fot. Screen/https://youtu.be/dWh82MIw5Zw

O jego kazaniu zrobiło się głośno. – Myślę, że wielu z was obejrzało już drugą część filmu braci Sekielskich. Jeśli nie, to pewnie warto. Bo jest to bolesny obraz krzywdy Kościoła, którą uczynił. Krzywdy, którą myśmy uczynili, odpowiednio i proporcjonalnie do pełnionych funkcji – mówił do wiernych o. Andrzej Kuśmierski, subprzeor klasztoru Dominikanów we Wrocławiu. Z jakimi reakcjami się spotkał? Jak odebrał film? O tym opowiada w rozmowie z naTemat.

REKLAMA
"Myślę że wielu z was obejrzało już drugą część filmu braci Sekielskich. Jeśli nie, to
pewnie warto”. Kazanie brata o filmie braci Sekielskich odbiło się w Polsce szerokim
echem…
Trochę mnie to dziwi, bo to było zwyczajne kazanie na niedzielę.
Ono nie było takie zwyczajne.
Ależ tak. Zapomniałem się, że od początku pandemii naszą mszę transmituje "Gazeta Wrocławska”. To dziennikarze wydobyli później te wątki z mojego kazania i poszło w świat. Od rana byłem zszokowany.
Trochę się uśmiechałem, ponieważ kazanie de facto było o Paraklecie, czyli było bardzo teologiczne. Te rzeczy, które pojawiły się później, były jedynie ilustracją teologii. Z mojej perspektywy nie były najważniejsze. To wszystko wyszło trochę przypadkowo.
Fragmenty kazania

Myślę że wielu z was obejrzało już drugą część filmu braci Sekielskich. Jeśli nie, to pewnie warto. Bo jest to bolesny obraz krzywdy Kościoła, którą uczynił. Krzywdy, którą myśmy uczynili, odpowiednio i proporcjonalnie do pełnionych funkcji. (...)

Mam poczucie, że to jest objaw Kościoła bez Ducha. Duch Święty jest darem miłości, odpowiedzialnej miłości, troski, pochylenia się. A myśmy to zostawili. Myśmy oddali to komuś: niech mówi ktoś inny, niech działa ktoś inny. A my milczymy, nic nie robimy. (...)

Pytam: Gdzie ja byłem, gdzie byliście wy, gdzie był biskup X czy Y, gdzie byli inni wierni. Gdzie byli rodzice pokrzywdzonych. Gdzie były instytucje, także te kościelne. Gdzie jest Duch Święty? Czy otrzymaliśmy go i żyjemy w nim?
Czytaj więcej

Zachęcił jednak brat do obejrzenia filmu o pedofilii wśród księży, a to raczej rzadkość w polskim Kościele. Stąd taki odbiór.
Proszę przeczytać mądry list, który napisał do wiernych ks. Grzegorz Strzelczyk, proboszcz parafii w Tychach, jeden z najlepszych teologów w Polsce. Był zamieszczony na Facebooku. Ksiądz proboszcz zachęca wiernych do obejrzenia filmu Sekielskich. Nie do osądzania, ale dla własnej świadomości, aby wyrobić sobie samodzielny pogląd i zdanie.
Mimo wszystko to wciąż mniejszość.
Sądzę, że większość księży już obejrzała ten film, zarówno poprzedni, jak i ten. Natomiast nie chcą zabierać głosu. Na filmie widać sprawy czarno na białym. Zło i dobro jest wyraźnie wskazane. Wszystko widzimy. Jak to skomentować?
A może boją się, że zostanie to uznane za nieroztropne, bo będzie dzieliło Kościół?
Jak zareagowano na kazanie brata?
Usłyszałem już głosy krytyki i protestu przeciwko publicznemu oskarżaniu i insynuowaniu winy za to, czego dobrzy księża nie uczynili, a także że mam to sprostować. Ale były też dobre reakcje. Moi znajomi przysłali mi wiadomości, że fajnie, że się ze mną zgadzają.
Część współbraci na pewno będzie zadowolona, a część będzie oburzona, a jeszcze inni obojętni. Tak jak z samym filmem. Niektórzy uznają go za ważną sprawę, inni za atak na Kościół i wszystkie świętości, ktoś niestety może przejść obok.
Myślę, że to nie jest atak na Kościół, ale skoro pandemia koronawirusa dla niektórych jest atakiem na Kościół, to tym bardziej będzie ten film.
Bracia dominikanie oglądali już film?
Niektórzy oglądali już w godzinie transmisji.
Wspólnie?
Niektórzy razem, inni indywidualnie.
Wie brat, ile film ma wyświetleń?
Tak. W poniedziałek rano miał 4 miliony. To niewiarygodne.
Jak brat osobiście go odebrał?
Ja nie obejrzałem go w całości. Jednym z motywów nieoglądania jest straszne, wewnętrzne denerwowanie się. Przygnębiający smutek. Przy filmie "Kler” byłem tak przygnębiony, że nie byłem w stanie funkcjonować. Dlatego będę dawkował "Zabawę w chowanego”.
Widziałem jednak dużo fragmentów, dużo się naczytałem, obejrzałem kilka wywiadów z braćmi Sekielskimi i rozumiem ich punkt widzenia.
Poza tym, będąc księdzem od 25 lat, mogę powiedzieć, że o wielu sprawach coś się słyszało. Wiele głosów czy plotek do nas docierało. Myślę, że sam sobie mógłbym coś zarzucić, że kiedyś w pewnym wypadku zrobiłem za mało.
Patrząc przez pryzmat tego filmu, widzę go jako trudny i bolesny rachunek sumienia, który powinien sobie zrobić Kościół, a może nawet całe społeczeństwo, my wszyscy?
"Ja się pytam – gdzie ja byłem, gdzie byliście wy, gdzie był biskup x, y, gdzie byli inni wierni?” – pytał brat podczas kazania. Również siebie?
Tak, odniosłem to pytanie również do siebie. Sam miałem taki przypadek. Byłem proboszczem, zgłosił się do mnie ojciec z synami, dwóch ministrantów, wobec których ksiądz w jednej z parafii dopuszczał się złych zachowań, podpadających pod molestowanie.
Oddałem tę sprawę pod opiekę innego brata, który się nią zajmował, rozmawiał z rodzina jeździł do biskupa. Z tego co wiem, nigdy nie została do końca rozwiązana. To było w okolicach 2000 r. Jak wspomniałem, to mam sobie do zarzucenia – trzeba było więcej i odważniej działać.
Wraca to czasem do brata?
Tak, myślę o niej, szczególnie jak oglądam taki film, że zrobiliśmy za mało, żeby pomóc tej rodzinie, tym chłopcom, ich ojcu. Ojciec nie chciał walczyć, nie chciał tego nagłaśniać, bo to ludzie blisko związani z Kościołem.
Myślę, że takich przypadków były setki, a może, niestety, tysiące. Dlatego mam odwagę mówić, że w pewnym sensie wszyscy zawiedliśmy.
Proszę spojrzeć, jak wyszła sprawa z księdzem Jankowskim. Nagle się okazuje, że nawet ówczesna elita opozycji coś słyszała. „Ktoś coś mówił, ktoś żartował, ale my tego tak nie traktowaliśmy”.
Kuria kaliska wydała oświadczenie ws. biskupa Janiaka, którego film dotyczy. Nie ma w nim przeprosin, żalu. Czego brakuje dziś w reakcjach na takie fakty?
Może należałoby o tym powiedzieć wprost, wziąć na siebie odpowiedzialność i zacząć budować coś pozytywnego? "Zawiodłem, popełniłem błędy, proszę o wybaczenie, chcę to naprawić”.
Myślę, że gdybym miał coś takiego na sumieniu, uderzyłbym się w piersi. Jednak teraz łatwo mi to powiedzieć, ale, szczerze mówiąc, warto zapytać też siebie, czy w każdej sytuacji mielibyśmy odwagę do takiego zachowania, do przyznania się, do wzięcia na siebie odpowiedzialności?
Niezależnie od indywidualnej odpowiedzialności, to przecież jest także odpowiedzialność naszego Kościoła i trzeba to naprawić.
Dlaczego zadaniem brata warto obejrzeć film braci Sekielskich?
Żebyśmy byli bardziej odpowiedzialni za siebie i za Kościół, bardzie świadomi. Dla mnie ten film jest apelem o chrześcijaństwo ewangeliczne. To jest pytanie, i o to chodziło mi kazaniu, – czy naprawdę jesteśmy uczniami i uczennicami Chrystusa?
Ten film stawia to pytanie. Jest wołającym pytaniem do nieba. Sam jestem pierwszym, który musi uderzać się w piersi i nawracać. Czasami łatwo się wygodnie rozsiąść. Mam wrażenie, że Kościół w Polsce, po 1990 roku trochę się rozsiadł. Odcinaliśmy kupony z tego, co zyskaliśmy. I to jest dla mnie smutne. Że możemy gdzieś gubić to, co najważniejsze.
Bracia Sekielscy wykonują dobrą robotę?
Myślę, że tak. Oczywiście, jest to kwestia interpretacji, bo zawsze znajdą się osoby, które będą doszukiwać się złych intencji. Ale można też zdać sobie pytanie, jakie dobro może z tego wypłynąć.
Pomimo trudnej problematyki takie filmy zmuszają nas do przemyślenia na temat odpowiedzialności i tego jaki powinien być Kościół, jak powinien funkcjonować.