
"Donald Tusk w ostatnich tygodniach – po raz pierwszy, odkąd jest premierem – wyglądał na polityka, który w każdej chwili może podać się do dymisji" – piszą w najnowszej "Polityce" Mariusz Janicki i Wiesław Władyka.
Ta rodzinna trauma trafiła premiera w złym momencie i osłabia jego kondycję przez bardzo ciężkim sezonem. Bo chyba nie ma gorszej fazy rządzenia niż koniec pierwszego roku drugiej kadencji. Po entuzjazmie wyborczym nie ma już śladu, do następnej elekcji koszmarnie daleko. Adrenalina przestaje działać, dopalaczy brak.
Mariusz Janicki i Wiesław Władyka oceniają, że Tusk wie, iż nie będzie wielkim wizjonerem. Nikogo też już nie porwie, nie zrobi powtórki z expose z 2007 roku, w którym przedstawiał "wizję kraju-raju".
Premier nie ma również możliwości zmian kadrowych w rządzie, które nieco poprawiłby notowania. Nowi ministrowie, tacy jak Arłukowicz, Gowin, Mucha i Nowak mają zaś wiele problemów i stopniowo stają się dla Tuska ciężarem.
Można usłyszeć czasami od polityków Platformy, że jakoś oni sami nie wyobrażają sobie jeszcze trzech lat 'takich samych', bez jakiegoś przełomu, impulsu, dopływu świeżych sił. Wszyscy niezmiennie patrzą na Tuska, kiedy on coś nowego wymyśli. Więcej, wielu platformersów także sądzi, że prosta kontynuacja dzisiejszego stanu wydaje się nie do zniesienia, nawet jeśli nikt nie obiecywał, że demokracja zawsze musi być ciekawa i zawsze będzie się kręcić do przodu. Czekają na Tuska, a Tusk jakby niczego od Platformy już nie oczekiwał, nawet jeśli od czasu do czas na nią huknie.
Więcej w najnowszej "Polityce"

