
Problemem Prawa i Sprawiedliwości nie jest ich "apolityczny profesor", który miałby zastąpić Donalda Tuska, ale fakt, że sam pomysł PiS-u jest chory. Tak Robert Mazurek na łamach "Rzeczpospolitej" wyjaśnia dlaczego kolejna próba obalenia Tuska skończy się dla PiS klęską i czemu prezes Kaczyński potrzebuje "supernowej gwiazdy".
Mazurek tłumaczy, że na początku zapowiedzi PiS-u o antytuskowej koalicji i próbie powołania własnego premiera wyglądały jak efekt wakacyjnego sezonu ogórkowego, ot taki "nieszkodliwy element".
Jak pisze Mazurek, partia Kaczyńskiego powinna martwić się raczej tym, że od sześciu lat nie wygrała żadnych wyborów, a to boli. Nie tylko polityków, ale i wyborców.
Publicysta twierdzi, że ma to zbudować obraz PiS-u jako jedynej prawdziwej opozycji.
Pomysł prezesa Kaczyńskiego miałby według Mazurka sens jedynie wtedy, gdyby udało wystawić się jakąś "supernową gwiazdę niekojarzoną z Kaczyńskim". Problem w tym, że nikt taki się nie znajdzie, a całe to działanie publicysta porównuje do "podróży na plażę z zamiarem popełnienia samobójstwa".
Cały felieton na łamach "Rzeczpospolitej"
