
Przy okazji 85-tej rocznicy śmierci Józefa Piłsudskiego w maju tego roku szereg polityków PiS zadeklarowało swoje uwielbienie dla Jarosława Kaczyńskiego, porównując go do osoby i pozycji piastowanej przez Marszałka. Porównanie to jest częściowo zasadne, choć jego trafność wynika z powodów diametralnie innych niż te, na które wskazują piewcy Prezesa PiS.
REKLAMA
W depeszy z 26 grudnia 1916 r. do generała niemieckiego Hansa Hartwiga von Beselera, Józef Piłsudski pisał: „Polacy nie są zorganizowanym narodem, wobec czego nastrój znaczy u nich więcej aniżeli rozumowanie i argumenty; sztuka rządzenia Polakami polega zatem na wzniecaniu odpowiednich nastrojów”. Myśl tę Piłsudski sformułował z początkiem I Wojny Światowej, niedługo po wystąpieniu z Polskiej Partii Socjalistycznej, której był współtwórcą. Od tego czasu polityczna działalność Piłsudskiego polegała na tym, aby nie stworzyć własnego stronnictwa, ale mieć w szeregu obozów swoich zwolenników, którzy dążyliby do zdobycia jak największego wpływu na politykę owych stronnictw. Te grupki piłsudczyków, mimo że były rozrzucone po zwalczających się nieraz wzajemnie obozach, stanowiły jeden solidarny zespól. Bycie arbitrem tych często zantagonizowanych ugrupowań zwiększało kapitał polityczny Piłsudskiego. Czas pracował dla niego.
Czytaj także: Jarosław Kaczyński porównuje siebie i brata do Józefa Piłsudskiego. "Początkowo wierzył w demokrację"
Zamach majowy w 1926 r. dał Piłsudskiemu prawie nieograniczoną władzę, ale i częściowo zmienił jego dotychczasowe podejście do prowadzenia bezpartyjnej polityki. Rozumiał, że o wiele łatwiej i skuteczniej sprawuje się władzę, zachowując pozory istnienia instytucji demokratycznych. Wówczas to na zlecenie Piłsudskiego utworzony został, rękoma Walerego Sławka, Bezpartyjnego Blok Współpracy z Rządem. To polityczne ugrupowanie, starające się uniknąć skojarzeń z partią polityczną, choć noszące wszelkie polityczne znamiona, potrzebne było obozowi majowemu, aby umocnić swoją pozycję w aparacie państwa, zdominować parlament i przeprowadzić zmiany konstytucji. Dlatego też, mimo sprzeciwu niektórych środowisk obozu sanacyjnego, Piłsudski zdecydował się na przedterminowe wybory parlamentarne w 1930 r. Choć obóz sanacyjny nie mógł pozwolić sobie na przegranie tych wyborów, było oczywistym, że zwycięstwo BBWR byłoby możliwe tylko przy sparaliżowaniu koalicji partii opozycyjnych Centrolewu i zastosowaniu na szeroką skalę fałszerstw wyborczych.
W czasie kampanii wyborczej w 1930 r. z powodów politycznych i na zlecenie Piłsudskiego pozbawiono wolności około 5 tysięcy osób, w tym 84 byłych posłów i senatorów. Z ok. 1600 aresztowanych zwolenników Centrolewu, tysiąc stanowili działacze PPS, który ongiś współtworzył przecież Piłsudski. Jak podkreślał autor najsłynniejszej biografii Piłsudskiego Prof. Andrzej Garlicki, w okresie tamtym „wydany został zakaz zgromadzeń pod gołym niebem, a równocześnie wywierano skuteczny nacisk na właścicieli sal kinowych, by nie udostępniali ich na zgromadzenia organizowane przez stronnictwa opozycyjne.
Działaczom opozycji wytaczano procesy za wystąpienia na wiecach wyborczych. Na szeroką skalę w stosunku do stronnictw Centrolewu zastosowano unieważnianie list. Negowano, nawet przy pomocy biegłych-grafologów, autentyczność podpisów lub tez droga przekupstwa, szantażu lub innymi środkami nacisku nakłaniano do wycofania podpisów. Bezkarnie, pod dyskretną opieką policji, hulały bojówki BBWR i ugrupowań sprzymierzonych. Wypadki pobicia działaczy opozycyjnych stawały się rzeczą nagminna. Biła również policja.” W takim klimacie odbywały się wybory listopadowe 1930 r., od nazwy twierdzy w Brześciu, gdzie więziono politycznych oponentów sanacji, nazywane wyborami brzeskimi. Pamiętać przy tym należy, że sanacja, powstała przed zamachem majowym i której dzieckiem był BBWR, zaistniała w odpowiedzi na hasło Piłsudskiego o potrzebie uzdrowienia życia publicznego.
Po zwycięstwie BBWR w wyborach z 1930 r. prawo traciło swą rolę czynnika organizującego życie społeczne, a stawało się instrumentem sprawowania władzy. W tym nowym systemie każda właściwie decyzja władzy miała mieć podstawy prawne i była praworządna. W ten sposób konstruowane prawo mogło być zmieniane w zależności od doraźnych potrzeb zmianami przepisów wykonawczych i stosunkowo dowolnie interpretowane przez administrację lokalną czy krajową. Dyspozycja Piłsudskiego, by system ten oparty był na prawie a nie na sile, wymagała wykreowania prawnego zaplecza dla systemu pomajowego. Należało tak przebudować system prawny, aby stworzył on ramy dla funkcjonującego systemu politycznego. W konsekwencji, już po wyborach brzeskich sanacja mogła ustanawiać odpowiadające jej prawa, podczas gdy do 1930 r. obóz sanacyjny musiał odwoływać się do kruczków prawnych.
Jak wskazuje Adam Próchnik, kluczowym elementem wprowadzonego systemu prawnego po wyborach w 1930 r. były ‘‘luzy ustawodawcze’’: nowe akty prawne były konstruowane w taki sposób, aby pozostawiać rządowi pełną właściwie swobodę decyzji. Metoda ta polegała na tym, aby zamieszczać w ustawach jak najmniej przepisów adresowanych bezpośrednio do obywateli i nakładających na nich obowiązki lub przyznających im prawa, natomiast jak najwięcej zamieszczać przepisów przenoszących na rzecz rządu lub poszczególnych ministrów prawo określania zakresu praw i obowiązków w poszczególnych dziedzinach życia. Po wyborach brzeskich cały ten systemem Piłsudski wdrażał i nadzorował de facto z tylnego siedzenia, nie objąwszy już ponownie teki premiera.
Po wyborach brzeskich ugruntował się stosunek Piłsudskiego do społeczeństwa polskiego. Uważał je on za niedorosłe do demokracji, nieczyste, słabe, zdeprawowane niewolą i mamione politykierstwem. Nielicznych Piłsudski uważał za godnych wzięcia odpowiedzialności za losy Polski, takich, którzy dla dobra społeczeństwa działać będą przeciw opinii społecznej omijając mechanizmy demokracji. Kult wodza, który umożliwiał mu ludziom podporządkowanym zwolnienie się z odpowiedzialności, moralnych niepokojów i rezygnację z samodzielności myślenia dawał klucz do rozumienia rzeczywistości w postaci zawierzenia, że Marszałek wie zawsze, co robi.
Ta postawa pozwalała ludziom Piłsudskiego przetrwać kolejne kryzysy polityczne oraz bez oporów podporządkowywać się jego zmiennym dyrektywom. Jak pisał Janusz Żarnowski, na system ten składały się „podporządkowanie zwierzchnikom, lojalność wobec ‘‘góry’’ z gotowością do zmiany postawy, a nawet poglądów na każde skinienie, wyobcowanie się ze społeczeństwa, a nawet lekceważenie go itd. Kariera w ramach tego systemu zależała nie tylko od osobistych zalet, ale w jeszcze większym stopniu od ‘‘dyspozycyjności’’, schlebiania zwierzchnikom, umiejętności znalezienia się zawsze ‘na linii’ oraz last but not least, od protekcji, a więc związków z wyżej postawionymi w tym środowisku”. Wierność tej postawie doprowadzała do sytuacji groteskowych jak ta, gdy po wyborach brzeskich obóz rządzący dążył do zmiany konstytucji, aby odzwierciedlała ona przekonanie Piłsudskiego o potrzebie silnej instytucji prezydenta. Sam Piłsudski, we wczesnych latach 30. Był już mocno schorowany i nie był tematem konstytucji zainteresowany, a ustanowionej niedługo przed jego śmiercią Konstytucji Kwietniowej ponoć nigdy nie przeczytał.
Czytaj także: Jak się ma Kaczyński do Piłsudskiego? Znany historyk o porównaniu Marka Suskiego
Czytaj także: Jak się ma Kaczyński do Piłsudskiego? Znany historyk o porównaniu Marka Suskiego
W artykule pt. „Doświadczenia społeczne a konstytucja” w 1934 r. Adam Skwarczyński, jeden z głównych ideologów obozu Piłsudskiego, stwierdzał: „dla olbrzymiej większości nawet świadomych Polaków niepodległość przyszła bez ich zasługi. Toteż stosunek do tego nabytku był moralnie niedojrzały. U ogółu obywateli zrodziła się postawa dążąca do osiągnięcia korzyści dla siebie, swej warstwy, klasy czy partii, tendencja myślenia o państwie w kategorii swych praw przede wszystkim, nie obowiązków – i absolutna u olbrzymiej większości nieobecność poczucia współodpowiedzialności za bezpieczeństwo, byt i dalszy rozwój państwa, oraz brak imperatywu wewnętrznego, nakazującego współprace w dziele ugruntowania tych dóbr”.
Opis ten trafnie oddaje warunki społeczne Polski okresu międzywojnia, sprzyjające ustanowieniu miękkiej dyktatury pod wodzą Piłsudskiego. Niepokojącym jest trudne do odparcia odczucie, że słowa te Skwarczyński mógłby był napisać i dziś. Może się bowiem wydawać, że zbiorowe psyche polskiego społeczeństwa także i dziś skłonne jest ignorować autorytarne zapędy obozu Kaczyńskiego, którego wiele metod sprawowania władzy zdaje się by wprost zapożyczonych z modelu piłsudczykowskiego.