Skutery elektryczne i e-hulajnogi zmorą dla nadmorskich pieszych
Skutery elektryczne i e-hulajnogi zmorą dla nadmorskich pieszych Fot. Roman Rogalski Agencja Gazeta

Obecność elektrycznych skuterów w nadbałtyckich kurortach stała się już codziennością. Młodsi i starsi - jeżdżą dosłownie wszyscy. Bywają prawdziwym utrapieniem dla spokojnych spacerowiczów.

REKLAMA

Nie chodzi już tylko o kwestie zakłócania spokoju, ale realnego niebezpieczeństwa. Lokalne wypożyczalnie sprzętów elektrycznych mają w swojej ofercie skutery elektryczne, które osiągają prędkości do 50 km/h. Większość takich miejsc wymaga od zainteresowanych dokumentu potwierdzającego pełnoletniość, ale nie pyta o prawo jazdy które, mimo wszystko przydałoby się, prowadząc sprzęt, który osiąga takie prędkości.

- Jeżdżą jak wariaci. Aż ciarki przechodzą! Spacerując, promenadą zamiast odpocząć i zrelaksować się, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Te skutery są naprawdę bardzo niebezpieczne i zakłócają spokój nie tylko starszych ludzi, ale także rodzin z małymi dziećmi - relacjonuje Pani Hania emerytka, która co roku jeździ na wczasy do Ustki.

Wakacyjna zabawa czy koszmar?

Jeszcze parę lat temu w nadmorskich miasteczkach królowały tzw. gokarty, które przypominają bolid rowerowy. Można było śmigać w pojedynkę, we dwójkę lub nawet we czwórkę. Poza tym, że tych najmłodszych musieli pilnować rodzice, to w gruncie rzeczy, wypożyczyć taki sprzęt bez problemu mógł już 15-latek. Wraz z pojawieniem się e-hulajnóg i skuterów elektrycznych, zwykłe rowerowe gokarty odeszły do lamusa. Ludziom podoba się to, że nie muszą męczyć się pedałowaniem, tylko mogą swobodnie wcisnąć gaz i tak naprawdę poczuć wiatr we włosach.

Skutery elektryczne to nie zabawki
Skutery elektryczne to nie zabawki Archiwum prywatne Monika T.

O ile wypożyczając hulajnogę elektryczną w stolicy, musisz potwierdzić dowodem osobistym w aplikacji, że ukończyłeś 18 lat, o tyle w nadmorskich miejscowościach często wcale nie jest to koniecznością. Wystarczy, że starsza siostra weźmie na swój dowód dwie i powie, że będzie pilnować brata. Mogłoby się zdawać, że skoro w dużych miastach jest pełno hulajnóg elektrycznych, to istnieją już precyzyjne zapisy prawne, mówiące o zasadach kierowania takim sprzętem. Okazuje się jednak, że nawet popularna e-hulajnoga do tej pory nie jest zdefiniowana przez kodeks drogowy. A co ze skuterami elektrycznymi, które wyciągają prędkość 2 razy większą niż e-hulajnoga, przemykając między spacerującymi po nadmorskich bulwarach?

- Jakby mało było rowerzystów, którzy nie mają pojęcia o przepisach drogowych, to jeszcze do tego te ścigacze elektryczne - podsumowuje poirytowany taksówkarz z Ustki.

Co to jest ten "elektryczny ścigacz" i jak wygląda?

Wygląda jak designerska zabawka dla dziecka, lecz na jej widok piszczą nie tylko maluchy. Najnowszy sprzęt przypomina miniaturkę kultowych ścigaczy Kawasaki Ninja. Wedle polskiego prawa tego typu sprzęt nie może przekraczać 45km/h, bo jest to równoznaczne z tym, że pojazd traci dokument homologacji.

Co ciekawe, takim skuterem można poruszać się po drogach publicznych w przeciwieństwie do e-hulajnóg, na których teoretycznie nie powinno się jeździć po ulicach, ani nawet ścieżkach rowerowych.

Miku Max Scooter
Miku Max Scooter Official website mikumax.mt

- Problem skuterów elektrycznych dotyczy wszystkich bardziej obleganych miejscowości nadmorskich. Co roku jest ich coraz więcej. Zgłoszenia zażaleń faktycznie się zdarzają. Od tego roku mamy więcej wskazówek, jak postępować z użytkowników takich skuterów. Traktujemy ten sprzęt, jako motorower, co oznacza, że kierowca musi mieć kategorię AM prawa jazdy. Niezbyt często kogoś zatrzymujemy, ale jeśli taka sytuacja ma miejsce, to niemal zawsze chodzi o przekraczanie prędkości - zapewnia w rozmowie dla naTemat.pl Marek Komodołowicz, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Słupsku.

Przejażdżka po "jednym" piwku?

Skoro jedynym warunkiem kierowania takim sprzętem jest ukończone 18 lat, to chętnych na śmiganie po bulwarach jest co niemiara. W weekendy trzeba ustawiać się w kolejkach i robić rezerwacje, żeby w ogóle załapać się na taką atrakcję. Mimo tego, wczasowicze robią to z wielką ochotą.

Nigdy nie wsiadaj prowadź skutera elektrycznego czy e-hulajnogi pod wpływem alkoholu. To grozi wypadkiem, a nawet śmiercią
Nigdy nie wsiadaj prowadź skutera elektrycznego czy e-hulajnogi pod wpływem alkoholu. To grozi wypadkiem, a nawet śmiercią pixabay.com

Zapytaliśmy właściciela jednej z wypożyczalni w Jastarni, jak w rzeczywistości funkcjonuje ich działalność i jakie warunki trzeba spełnić, aby móc śmigać elektrycznym skuterem.

- Wypożyczamy nasz elektryczny sprzęt tylko pełnoletnim, za okazaniem dokumentu. Nie wymagamy żadnej kategorii prawa jazdy. Nasze skutery natomiast mają założoną blokadę prędkości do 28 km/h, aby było bezpieczniej. To nasza wewnętrzna polityka prewencyjna. Nie wypożyczamy sprzętu osobom, które są ewidentnie pijane. Zawsze zadajemy pytanie, czy ktoś spożywał wcześniej alkohol - zapewnił nasz rozmówca.

Ludziom wydaje się, że skoro nie muszą mieć prawa jazdy, żeby wypożyczyć taki sprzęt, to mogą wypić po przysłowiowym "piwku" i bezkarnie wsiąść na skuter. Nie ma tutaj ani krzty przesady, ponieważ sama byłam świadkiem takich sytuacji. Dopóki osoba w wypożyczalni nie wyczuje od delikwenta intensywnego odoru alkoholowego, może bez problemu wziąć taki sprzęt. Tym bardziej, że pracownikami takich miejsc bywają niepełnoletni ludzie, którzy krótko mówiąc, nie zdają sobie sprawy z odpowiedzialności, wiążącej się z udostępnianiem takich pojazdów nietrzeźwym. Wypożyczalnie nie posiadają też alkomatów, które rzetelnie zweryfikowałyby czy chętny nie spożywał przed chwilą napojów wyskokowych.

Metr od tragedii

- Wyleciała z butów, zdarła całe dłonie i kolana! Zupełnie nie zapanowała nad szybkim skuterem i uderzyła w stojące auto. Chwała Bogu, że nie jechał inny samochód, albo nie wybiegło żadne dziecko czy pieszy - mówi Monika, która była świadkiem jak jej znajoma, nie posiadająca prawa jazdy, prawie spowodowała wypadek na elektrycznym ścigaczu w Ustce. Zaznaczyć trzeba, że wypożyczalnia nie wymagała okazania prawa jazdy kategorii AM.

Czasem metr może dzielić nas od prawdziwej tragedii
Czasem metr może dzielić nas od prawdziwej tragedii Archiwum prywatne Monika T.

To jeden z wielu przykładów, który na całe szczęście nie skończył się tragedią. Trzeba pamiętać o tym, że wakacje nie zwalniają z zachowywania podstawowych zasad bezpieczeństwa i ostrożności. Konfrontacja pieszego z rozpędzoną maszyną oznacza dla spacerującego groźne obrażenia, trwałe kalectwo, a nawet śmierć.