
Klienci Amber Gold mają szansę odzyskać jedynie kilkanaście procent kwot, które zainwestowali w złoto. I to mimo tego, że – jak się okazało – majątek spółki wart jest więcej niż szacowano, nawet 100 mln zł.
Dotychczas przypuszczano, że majątek Amber Gold może być wart maksymalnie 40 mln zł, a w najgorszym wypadku nawet 20 mln. Zarządca przymusowy spółki, który miał miesiąc na odnalezienie i zabezpieczenie majątku, dał jednak do zrozumienia, że może to być nawet 100 mln.
"Gazeta Wyborcza"
Spieniężenie majątku "złotej" spółki może potrwać nawet kilka lat. A co z klientami? Majątek Amber Gold może i wart jest więcej, ale przy okazji okazało się, że większe są także zobowiązania. Kilkadziesiąt milionów zaległości wobec fiskusa, kontrahentów i pracowników, koszty upadłości i dopiero roszczenia klientów – tak wygląda lista oczekujących. Czytaj: Zdobył notatkę ABW dotyczącą Amber Gold, nabrał TVP i pogrążył prezesa sądu. Paweł Miter – prowokator czy idealista?
"Mogę powiedzieć, że wierzyciele nieuprzywilejowani mogą liczyć na odzyskanie więcej niz 10 proc. kwot. Myślę, że dostaną kilkanaście procent" – mówi cytowany przez "Gazetę Wyborczą" med. Józef Dębiński, zarządca przymusowy Amber Gold.
Nieuprzywilejowani są w tej sytuacji klienci, kontrahenci i pracownicy spółki. Na pieniądze mogą liczyć dopiero wtedy, kiedy Amber Gold zapłaci zaległe opłaty i podatki.
Niektórzy z klientów mają szansę na odzyskanie wszystkich zainwestowanych pieniędzy. To ci, którzy za pośrednictwem krakowskiej kancelarii prawnej Adwokaci i Radcowie Prawni Jaworski Pogoda Gładki wystąpili o zajęcie osobistego majątku Marcina P. i jego żony.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
