Do awarii kolektora prowadzącego do oczyszczalni ścieków Czajka w Warszawie doszło 29 sierpnia.
Do awarii kolektora prowadzącego do oczyszczalni ścieków Czajka w Warszawie doszło 29 sierpnia. ot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta, screen z twitter.com/beatamk

Temat śniętych ryb w Wiśle i katastrofy ekologicznej, do której miała doprowadzić awaria "Czajki", rozgrzewa przeciwników Rafała Trzaskowskiego do czerwoności. Jako dowód Beata Mazurek najpierw wrzuciła do sieci filmik z martwymi rybami, ale szybko okazało się, że nie na brzegu Wisły. Potem napisała, że chodzi o Łomianki. Co naprawdę tam się wydarzyło?

REKLAMA
Przypomnijmy. "Pani rzecznik Gałecka, proszę obejrzeć razem z Trzaskowskim, bo na TVN-ie tego nie zobaczycie. Tak wygląda efekt zrzutu ścieków do Wisły" – napisała na Twitterze Beata Mazurek. Chciała skompromitować władze Warszawy, ale udostępniła fake newsa. Na filmiku, który miał pochodzić z Wisły, widzimy martwe ryby, ale okazało się, że nie w Wiśle, tylko na brzegu jeziora w województwie lubelskim.
Europosłanka PiS była jednak pewna swego. Gdy rzeczniczka Urzędu Miasta zapytała, gdzie dokładnie film został nagrany, Mazurek odpowiedziała, że w Łomiankach. Dorzucając jeszcze: "Cynizm to słaba forma komunikacji. Jak zamknie pani oczy, nie oznacza, że cuchnący problem zniknie. Wystarczy tego lenistwa oraz niekompetencji. Do pracy pani rzecznik, bo szambo zatruwa Wisłę i Bałtyk. Raport należy się Polakom".

TVP Info o śniętych rybach

Tematem żyje też TVP Info. "Setki śniętych ryb pojawiło się w Wiśle na wysokości dawnej piaskowni w Łomiankach. To zaledwie 20 km na północ od Warszawy" – grzmiało.
W innym materiale: "Internet zalewają kolejne zdjęcia i filmy niesionych przez Wisłę martwych zwierząt. "Płyną jedno za drugim! Jazie, klenie, leszcze, brzany, a nawet otruty ozonowanym szambem martwy bóbr” – alarmują wędkarze" – podaje TVP Info.

– Przekaz TVP Info był taki, że na całej linii brzegowej leżą ryby. A to jest absolutnie nieprawda. Dementuję, że woda jest skażona i jest katastrofa ekologiczna – reaguje w rozmowie z naTemat Karolina Gałecka, rzecznik Urzędu m.st. Warszawy.

Śnięte ryby na wysokości Łomianek

Karolina Gałecka przyznaje jednak, że martwe ryby były w tamtej okolicy. – Wczoraj rzeczywiście, na wysokości Łomianek, koło punktu Wyspy Dzików, były śnięte ryby. Były zlokalizowane w jednym miejscu. Wykonaliśmy tam pomiary wody, które wskazują, że była tam odpowiednia ilość tlenu. Jakość wody nie odbiegała od norm sanitarnych. Dlatego nie jesteśmy w stanie wskazać, co było bezpośrednią przyczyną śniętych ryb w tym jednym miejscu i to powinno być wyjaśnione – mówi.
Tego, że martwe ryby były na brzegu Wisły, nie kwestionują też ani lokalne władze w Łomiankach, ani inne służby, które były i wciąż są zaangażowane w badanie sprawy oraz usuwanie ryb. Widzieli je wędkarze i niektórzy mieszkańcy.
– Martwe ryby były – potwierdza również w rozmowie z naTemat Monika Jakubiak-Rososzczuk, naczelnik wydziału komunikacji zewnętrznej, promocji i mediów w Urzędzie Miejskim w Łomiankach. Mówi, że zaalarmował ich jeden z sołtysów, który akurat był tam na rowerze. Okolice nie są bardzo uczęszczane.

Ile ryb znaleziono

– Badanie jakości wody w Wiśle wykracza poza kompetencje samorządu, sprawami skażeń, zanieczyszczeń i badaniem wody zajmują się Polskie Gospodarstwo Wody Polskie i WIOŚ, ale wysłaliśmy pracowników naszych wodociągów i strażników miejskich w teren, by zweryfikowali informację i przygotowali dokumentację fotograficzną. Natychmiast przekazaliśmy pełną informację odpowiedzialnym instytucjom. O godz. 13 (kolejna wizja lokalna) w poniedziałek już nie było już śniętych ryb. Być może któraś z instytucji już interweniowała i sprawdzała zgłoszenie – dodaje.
O godz. 17.00 w poniedziałek 7 września została przeprowadzona wizja lokalna z przedstawicielami Wód Polskich. Wzięło w niej udział m.in. kierownictwo Zlewni w Warszawie oraz pracownicy Straży Miejskiej w Łomiankach. – Podczas wizji stwierdzono jeszcze występowanie kilkunastu martwych ryb w Wiśle. Komendant Państwowej Straży Rybackiej w uzgodnieniu ze Związkiem Wędkarskim wyraził zgodę na wyłowienie ryb. Zebrano jeszcze ok. 10 kg ryb, które łomiankowska straż miejska przekazała do utylizacji – mówi Monika Jakubiak-Rososzczuk.
Wcześniej Wody Polskie informowały o 25 kg.
Radny z Białołęki, który jako jeden z pierwszych pojechał na miejsce, uważa, że mogło być ich więcej. – Gdy tam byłem, były ich bardzo dużo na odcinku około 120 metrów linii brzegowej – mówi naTemat Marcin Korowaj.

Radny pokazał nagranie z Łomianek

W niedzielę zaalarmowali go mieszkańcy, którzy w tamtej okolicy łowią ryby. Potem na Facebooku zamieścił nagranie. Widać na nim śnięte ryby bardzo różnej wielkości. Momentami jest ich bardzo dużo. Nagranie wykonano w Łomiankach, na wysokości ul. Odkrytej na Białołęce. Widać na nim charakterystyczny maszt wysokiego napięcia.
Radny podkreśla to, bo gdy zamieścił nagranie niektórzy, jak twierdzi, zarzucali mu, że to na pewno nie Łomianki, nie Wisła tylko Mazury, a nawet, że sam przyjechał i rozrzucił ryby.
– Jestem niezależnym samorządowcem w radzie trzecią kadencję, ale czegoś takiego nie widziałem. Na długości mniej więcej 120 metrów cały brzeg był usiany rybami. To nie było kilkaset ryb, raczej kilka tysięcy. Niektóre były potężne, rzędu 30-40 cm. A jest to tylko krótki wycinek. Pokazałem tylko kilkanaście metrów w nagraniu, ale ryb było dużo, dużo więcej. Poza tym przy brzegu były tylko te ryby, które zniósł prąd. Reszta popłynęła dalej. To pokazuje, że skala zanieczyszczenia jest olbrzymia – mówi w rozmowie z naTemat.
Marcin Korowaj obwinia Rafała Trzaskowskiego. – Dziś na Białołęce będzie sesja nadzwyczajna poświęcona tej sprawie. Rok temu wydaliśmy 40 mln zł na remont kolektora, dodatkowo 7 mln zł na ekspertyzę, czyli prawie 50 mln zł. I po roku mamy powtórkę z rozrywki? Dlatego będę wnioskował o odpowiedzialność personalną. Uważam, że kary powinien ponosić prezydent miasta stołecznego Warszawy – mówi.
Dodaje: – Wszyscy mówili nam, że są to ścieki ozonowane, czyszczone mechanicznie, nie mają negatywnego skutku na przyrodę. Okazuje się, że to kłamstwa. Dlatego się zbulwersowałem i nagrałem bardzo emocjonujący film.

Warszawa codziennie bada wodę

Karolina Gałecka zapewnia jednak, że MPWiK codziennie bada wodę w 14 lokalizacjach. – Są wysyłane patrole wodne, które płyną wzdłuż linii brzegowej. Codziennie w tych lokalizacjach robione są pomiary wody. Na stronie internetowej MPWiK można się z nimi zapoznać. Wyniki z miejsca na wysokości Łomianek, koło Mogilna, są bez zastrzeżeń – mówi.
Apeluje, by opierać się na badaniach wody. – One jednoznacznie wskazują, że woda – pomimo zrzucanych ścieków – nie odbiega od norm sanitarnych. Dlaczego nikt nie pokazuje tych wyników? Słyszymy, również z ust ministra Mariusza Błaszczaka, że jest katastrofa ekologiczna. Pytam, na jakiej podstawie pan minister to stwierdza? Czym dysponuje minister Błaszczak i dziennikarze TVP Info, że stawiają tezy o katastrofie ekologicznej? Jakie mają dowody i na czym opierają swoją wiedzę? – pyta.
W Łomiankach nie wszyscy nawet słyszeli o śniętych rybach na brzegu w ich mieście. Dwoje radnych dowiedziało się ode mnie. Jeden z lokalnych działaczy również. Powiedział też, że nie widział w internecie, by mieszkańcy w jakikolwiek sposób na to reagowali.
Monika Jakubiak-Rososzczuk z Urzędu Miasta Łomianki: – Sytuacja nas niepokoi ze względów przyrodniczych, ale nie ma żadnego wpływu na jakość wody pitnej, jaką dostarczamy naszym mieszkańcom. Mamy własne 8 ujęć głębinowych, nie pobieramy wody z Wisły. Badania prowadzimy na bieżąco. Ostatnie wyniki badań mamy z piątku. I wyniki na wszystkich ujęciach są bardzo dobre.
Dodaje, że sprawą zajmują się odpowiednie organy, nie samorząd. – Oczywiście ze względu na fakt, że do sytuacji doszło na terenie Łomianek, zrobiliśmy wszystko, żeby odpowiedzialne instytucje mogły jak najszybciej zareagować – przekazaliśmy zebrane informacje, również dokumentację fotograficzną i udzieliliśmy wsparcia ze strony naszych gminnych jednostek – mówi.