
Okazuje się, że nie tylko koalicja w rządzie wisi na włosku. Od jej losów uzależniona jest także współpraca Zjednoczonej Prawicy w samorządzie. Pierwszym, który chce zarobić porządki z koalicjantami w swoim sejmiku, jest marszałek województwa podkarpackiego, Władysław Ortyl.
REKLAMA
– W piątek marszałek Władysław Ortyl poinformował mnie, że mogę zostać odwołany z zarządu. Będzie to zależało od tego czy PiS formalnie rozwiąże koalicję z Porozumiem i Solidarną Polską – powiedział "Gazecie Wyborczej" Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa związany z Porozumieniem. Oprócz niego podobną informację usłyszała także Anna Huk z Solidarnej Polski.
Odwołanie koalicjantów PiS może nastąpić już 28 września, ale projekty należy zgłosić na 7 dni przed posiedzeniem sejmiku. Jeśli się tak stanie, to jest niemal pewne, że przedstawiciel Porozumienia i przedstawicielka Solidarnej Polski wylecą z zarządu. Prawo i Sprawiedliwość nawet bez 5 głosów swoich koalicjantów i tak ma zdecydowaną większość w 33-osobowym podkarpackim sejmiku.
Gazeta donosi, że scenariusz z Podkarpacia może także być zrealizowany w województwach: małopolskim, świętokrzyskim, podlaskim i łódzkim. Tam też koalicjanci PiS mogą pożegnać się ze stanowiskami w samorządzie.
Przypomnijmy, że czarą goryczy w Zjednoczonej Prawicy było głosowanie nad ustawą o ochronie zwierząt. Koalicjanci PiS: Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina zagłosowali przeciwko przyjęciu ustawy, którą żarliwie popierał Jarosław Kaczyński. To doprowadziło do zerwania rozmów koalicyjnych i rozpoczęcia otwartego konfliktu.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
