
Ulotka gabinetu kosmetycznego, reklama studiów, opakowanie herbaty. Zdjęcia Yuriego Arcursa są absolutnie wszędzie. 33-letni Duńczyk od ponad ośmiu lat rządzi światową reklamą sprzedając swoje zdjęcia w agencjach stockowych. Król uśmiechniętych blondynek, zadowolonych z życia seniorów i przystojniaków z jednodniowym zarostem, do milionów doszedł przez przypadek.
REKLAMA
Uśmiechnięta pani z zestawem słuchawkowym, prężący się przystojniak w garniturze czy para staruszków trzymająca się za ręce. To zdjęcia, które nagminnie wykorzystywane są przez reklamodawców, a szczególnie tych operujących niskim budżetem.
Żyjemy w kulturze obrazkowej, więc każda informacja musi być okraszona ilustracją. Zawsze więc przy haśle „kontakt” pojawia się pani z słuchawką, w ogłoszeniu o pracę – zdjęcie pięknych pracowników w garsonkach, a na ulotce oferującą masaże – plecy zgrabnej blondynki. Ilość zdjęć, która nas zalewa jest tak wielka, że mało kto zwraca już na nie uwagę. Wystarczy jednak odrobina koncentracji, by dostrzec, że na większości reklam pojawiają się wciąż te same twarze, jak chociażby Emma, o której pisaliśmy wczoraj.
Czytaj też:Historia "Twarzy Polskiej Reklamy". Może jeszcze o tym nie wiesz, ale widujesz ją wszędzie
Nie dziwne, skoro autorem większości z nich jest jedna i ta sama osoba. Yuri Arcurs, 33 - letni psycholog z Aarhus, drugiego co do wielkości miasta w Danii. Jego zdjęcia sprzedają się co 8 sekund, i choć każde kosztuje zwykle mniej niż euro, to zdążył już dorobić się milionów. Wszystko to dzięki wytężonej pracy, intuicji a przede wszystkim szczęściu.
Arcurs choć fotografowaniem zajmował się od dziecka, to nigdy nie myślał na poważnie o tym zawodzie. Dopiero podczas studiów psychologicznych w rodzinnym mieście wpadł na pomysł sprzedania sowich zdjęć do jednej z większych agencji stockowych (firm, które sprzedają fotografie do użytku komercyjnego).
Mili, sympatyczni i nijacy
Początkowo fotografował tylko znajomych, bo nie stać go było na zapłacenie modelom. Do czasu, kiedy okazało się, że jego zdjęcia idealnie trafiają w gusta klientów i świetnie się sprzedają. Dziś Arcurs jest najlepiej sprzedającym się stockowym fotografem na świecie. W jaki sposób udało mu się w tak młodym wieku osiągnąć tak duży sukces?
Powodów jest na pewno kilka. Jednym z ważniejszych jest niebywała intuicja do ludzi. Wystarczy przejrzeć kilka jego zdjęć, by zauważyć jedną właściwość. Jego modele są przeźroczyści. Ładni, ale nie wyzywający. Sympatyczni, mili i nie zapadający w pamięć. Oczywiście jest to też kwestia odpowiedniego retuszu, ale nie tylko.
„Jeśli chcesz sprzedawać zdjęcia, to musisz doskonale wiedzieć co ludzie chcą kupić. W sieci jest mnóstwo świetnych zdjęć na wysokim poziomie, których nigdy się nie sprzeda. W tej pracy nie ma miejsca na fotografię artystyczną, trzeba się z tym pogodzić, albo zapomnieć o pieniądzach” - wyznaje w jednym z wywiadów duński fotograf. Jego zawziętość i duża świadomość pracy, to kolejne przyczyny sukcesów. Arcurs nigdy nie udaje, że jest kimś innym i szczerze przyznaje, że w jego pracy najbardziej liczy się szybkość i znajomości.
Uśmiech za milion dolarów
Wśród rad milionera, cenna wydaje się ta, żeby przygodę ze stockową fotografią zaczynać od branży, którą się zna. „Masz lekarza w rodzinie, twój przyjaciel jest policjantem? Idź i zrób im zdjęcia. Im bliżej jesteś jakiegoś środowiska, tym większa szansa, że dobrze oddasz jego ducha na zdjęciu. Klienci wbrew pozorom nawet na zdjęciach za jedno euro szukają prawdy”. To co jednak miało największy wpływ na sukces fotografa, to wcale nie środowisko i zmysł, a po prostu szczęście.
Arcurs wielokrotnie przyznaje, że kiedy zaczynał sprzedawać zdjęcia w 2004 roku rynek nie był przesycony, więc łatwo było mu go zwojować. Poza tym od początku duński fotograf wiedział czego chce i skutecznie do tego zmierzał. Dziś rzadko kiedy staje już za aparatem. Jego studio przez ostatnie lata znacznie się rozrosło. Na co dzień Arcurs zatrudnia kilkanaście osób, które głównie zajmują się retuszowaniem, bo to najważniejsza część pracy przy komercyjnych zdjęciach. Biznes idzie mu tak dobrze, że sam założył agencję stockową, która szybko osiągnęła sukces.
„Większość osób myśli, że fotografowanie stockowe jest banalnie proste. Cóż, wbrew pozorom tak nie jest. Nie wystarczy tylko sfotografować ładnej, uśmiechniętej dziewczyny, tylko trzeba zrobić to tak, żeby jej oczy i jej uśmiech mówiły do klienta: „myślę dokładnie o twoim produkcie”. A to wcale nie jest takie łatwe” - wyjawił. Mając taką dewizę, sukces wcale nie dziwi. Zostaje tylko pytanie ile w takim podejściu jest fotografa, a ile marketingowca? Niestety na to odpowiedzi w wywiadach znaleźć się nie da..