
Zamknięto wszystkie knajpy, nie można chodzić na siłownie, ograniczono zgromadzenia powyżej 5 osób, na edukacją zdalną wysłano wszystkich uczniów powyżej 4 klasy. A co z Kościołami i klasami 1-4? Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, dlaczego są tutaj równi i równiejsi.
Cała Polska jest już w czerwonej strefie, a niewykluczone, że lada dzień zostanie wprowadzony jeszcze bardziej rygorystyczny lockdown.
Rozumiemy dlaczego to ważne. Nie rozumiemy jednak, dlaczego – mając na uwadze powyższe zakazy i nakazy – nie objęto nimi wszystkich po równo. Przecież kościoły to istne skupisko koronawirusa. Groźniejsze tym bardziej, że przecież to w kościołach znajduje się sporo starszych osób.
Z drugiej strony przedszkola i klasy 1-4, które wciąż działają normalnie. Jedna z czytelniczek-matek napisała w naTemat list otwarty do premiera Morawieckiego, w którym wyjaśniła, jak wygląda to "jedno wielkie koronaparty".
Postanowiliśmy zapytać Kancelarię Premiera i Ministerstwo Zdrowia, dlaczego nie zamknięto lub nie ograniczono działalności wyżej wymienionych. KPRM nam nie odpowiedział, natomiast stanowisko Ministerstwa Zdrowia... no cóż, pozostawia wiele do życzenia
Ministerstwo Zdrowia
Patrząc na skalę rozprzestrzeniania się koronawirusa (już ponad 20 tys. zakażeń dziennie, czym wpadliśmy do światowej czołówki) i niewydolność służby zdrowia (szpitale polowe, kolejki karetek pod szpitalami), mamy przeczucie graniczące z pewnością, że coś z tymi decyzjami jest bardzo nie tak.