
W ubiegłą niedzielę, po mszy, Jarosław Kaczyński sprawdzał, ilu policjantów pilnuje jego parafii. Dlaczego? Nie wierzył, że kościół jest obstawiony policjantami w cywilu i ze swoimi ochroniarzami z Grom Group objeżdżał okoliczne kościoły – ustaliło OKO.press.
REKLAMA
Jarosław Kaczyński co niedzielę uczestniczy w niedzielnych mszach w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Tak jest od lat i zgodnie z tą tradycją prezes PiS zachował się także w ostatnią niedzielę 8 listopada.
Czytaj także: Aż trudno w to uwierzyć. Ujawniono, co Kaczyński chciał zrobić z protestującymi kobietami
Gdy msza się skończyła i Kaczyński wsiadł do limuzyny, do ubranego po cywilnemu policjanta, który zabezpieczał kościół, podszedł jego prywatny ochroniarz z firmy Grom Group. Następnie przywołano oficera, który nadzorował zabezpieczenie. Kaczyński zapytał go o nazwisko i zapytał, gdzie są policjanci.
Zestresowany funkcjonariusz zameldował, że kościół ochrania kilkunastu policjantów. – Czemu ich nie widzę? – miał zapytać wicepremier ds. bezpieczeństwa. Gdy wyjaśniono mu, że policjanci są w cywilu, na początku Kaczyński nie dowierzał.
Prezes PiS miał zadzwonić do szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego i dopytywać, czy funkcjonariusz powiedział prawdę. Po rozmowie nieco się uspokoił i podziękował za służbę. Jednak to Kaczyńskiemu nie wystarczyło. Przed powrotem do domu prezes PiS objeżdżał jeszcze inne żoliborskie świątynie.
Dopiero gdy zobaczył policję w pobliżu trzech kolejnych kościołów, uznał, że to wystarczy. Historię powtarzają od kilku dni policjanci z Żoliborza jako przykład braku zaufania wicepremiera ds. bezpieczeństwa do kierownictwa policji i próby ręcznego sterowania służbą.
źródło: OKO.press
