
Na światło dzienne wychodzą kolejne fakty dotyczące zatrzymania Romana Giertycha. Informatorzy "Gazety Wyborczej" twierdzą, że zarzuty dla byłego wicepremiera napisali agenci CBA.
REKLAMA
"Gazeta Wyborcza" przypomina, że początkowo śledztwo w sprawie, w którą zamieszany jest Roman Giertych, prowadziła prokuratura we Wrocławiu. W lipcu śledztwo zostało jednak przeniesione do Poznania. Przejął je Marcin Jędrusik – były prokurator wojskowy, który stanowisko naczelnika wydziału do walki z przestępczością gospodarczą, pełni zaledwie od roku.
Otrzymał on akta o łącznej objętości 22,2 tys. stron. "Wyborcza" wyliczyła, że aby zapoznać się z nimi w trakcie dwóch miesięcy śledztwa, Jędrusik musiał każdego dnia czytać po 450 stron. – Nie oszukujmy się: Marcin dostał gotowca od CBA. To agenci napisali zarzuty dla podejrzanych, a on jedynie je podpisał – przekazują źródła gazety.
Do sprawy dołączonych zostało też 10 doświadczonych prokuratorów, którzy dostali gotową listę z pytaniami dla oskarżonych, a o śledztwie dowiedzieli się "przed chwilą z mediów". Źródła "Wyborczej" informują, że po budynku prokuratury "panoszyli się" agenci CBA. – Każdy wykonał polecenie, bo musiał – zaznaczają informatorzy.
Gazeta skontaktowała się z poznańską prokuraturą. Jej rzeczniczka zaprzeczyła jakoby, CBA miało uczestniczyć w sporządzaniu postanowień ws. podejrzanych.
Przypomnijmy, Roman Giertych został zatrzymany w związku z podejrzeniem wyprowadzenia ze spółki deweloperskiej Polnord i przywłaszczenie ok. 92 mln zł. Podejrzanych jest o to również 12 innych osób. Grozi im do 10 lat więzienia.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
