
Stara polityczna śpiewka, że wszystko, co nowe oraz nie po myśli władzy to "wina Tuska i Sorosa" powtarzana jest nie tylko w Polsce i na Węgrzech. Od niedawna to także hasło głoszone w prorosyjskich mediach w Mołdawii, która zrobiła zwrot w kierunku Europy Zachodniej za sprawą wygranej w wyborach prezydenckich Mai Sandu.
REKLAMA
Maia Sandu wygrała w wyborach prezydenckich w Mołdawii. Proeuropejska polityk pokonała w nich dotychczasowego prezydenta Igora Dodona, który był popierany przez Rosję. Oznacza to, że kraj powoli będzie dryfował w stronę Unii Europejskiej, a nie tak jak do tej pory – w stronę Moskwy.
Na razie Mołdawia nie ma takiej opcji ustrojowej, żeby starać się o akces do wspólnoty europejskiej, ale już czuć wyraźny powiew zmian, w tym w narracji tamtejszych prorosyjskich gazet. Krytykują one bowiem bezlitośnie Sandu i już znalazły winnego przegranej Dodona.
"Wy tu się z wygranej Sandu cieszycie, a tymczasem prorosyjskie gazety w Mołdawii piszą wprost kto jest temu winien! 'Zwycięstwo Sandu zniszczy Mołdawię: możliwa rosyjska odpowiedź na prowokacje Tuska i Sorosa'" – napisał na Twitterze Kamil Całus, znawca Mołdawii.
To oczywiście stara polityczna śpiewka, którą wykorzystuje populistyczna prawica w Polsce i na Węgrzech. Jak widać dobrze "sprawdza się" także w Mołdawii. Odniósł się do niej nawet w mediach społecznościowych Donald Tusk. "To jest dopiero komplement" – napisał szef EPL.
