Wokalista Happysad odpowiedział Kazikowi.
Wokalista Happysad odpowiedział Kazikowi. Fot. Maciej Skowronek / Agencja Gazeta

W środę Kuba Kawalec, wokalista Happysad zamieścił w mediach społecznościowych długi wpis, w którym wytłumaczył, na czym polegała idea pomocy rządu dla artystów. Pokazał także na konkretnych liczbach, ile i kto miał dostać pieniędzy w przypadku jego zespołu. Kilka gorzkich słów napisał także pod adresem Kazika.

REKLAMA

2800 zł brutto na osobę

"Piszę w imieniu swoim i Haresa (menadżera zespołu), bowiem to my osobiście składaliśmy wniosek o dofinansowanie obu naszych jednoosobowych działalności. Firm, które rozliczają wszystkie przychody przede wszystkim związane z funkcjonowaniem zespołu Happysad" – zaczyna swój post Kuba Kawalec.
"Firm, które wypłacają rytmicznie, przez cały rok gaże muzykom zespołu, technikom, realizatorom dźwięku, oświetleniowcom, kierowcom. Jest to na stałe 12 - 15 osób. W tym oświadczeniu skupię się tylko na tych osobach, nazywając ich Zespołem. Razem poprosiliśmy o 500 (odpowiednio 300 i 200) tysięcy złotych, co stanowiło jedynie część poniesionych strat w związku z fatalnym rokiem mijającym" – dodaje wokalista Happysad.
Twierdzi, że mogli wnioskować o więcej, a spadek ich przychodów wyniósł 98 proc. Zaznacza także, że do marca przyszłego roku nie będą mogli występować, więc stan ten się na pewno pogorszy.
"500 tysięcy to ogromna kwota, robi wrażenie, to oczywiste. Szczególnie kiedy zestawi się ją z zarobkami nauczycieli czy pielęgniarek. Dla większości nieistotnym pewnie jest fakt, że gdyby całość przeliczyć na miesięczne wypłaty dla Zespołu za ten rok, to wyszłoby niecałe 2800 brutto na osobę" – wyjaśnia Kawalec.

"Kupa w swoje gniazdo"

Swoje słowa skierował też pod adresem Kazika z zespołu Kult, który skrytykował ideę Funduszu Wsparcia Kultury uruchomionego przez resort kultury ministra Piotra Glińskiego. Kazik wyznał, że on o takową pomoc się nie starał, bo go stać. Wokalista Happysad zaznaczył, że wie, że intencją Kazika nie było obrażenie kogokolwiek, ale jego wywód przyniósł jednak odwrotny efekt. Ludzie stwierdzili bowiem, że artyści sięgają po "kradzione pieniądze" od partii.
"Ale co w tym miejscu ma do rzeczy partia rządząca, nie jestem w stanie pojąć. Zapachniało populizmem najtańszym z możliwych. Tym bardziej, że Kazik podniósł tę kwestię nie przed wystartowaniem programu, ale po ogłoszeniu listy beneficjentów, a właściwie zaraz po rozpętaniu się burzy wokół" – zauważa Kawalec.
Pyta, czy w imię swoich przekonań politycznych ma blokować możliwość wsparcia finansowego swoich ludzi. "A teraz, jak nie daj boże te pieniądze zostaną przyznane, to co? Mam oddać? Bo cały naród stoi za Panem murem, Kazimierzu? Toż to się dzieje jakaś paranoja. Kupa w swoje gniazdo" – stwierdza artysta.
"Złożyłem ten wniosek. Ty masz pełne prawo nie składać, stać Cię. Nie wiem, czy Twoich ludzi stać, ale Ciebie z pewnością. I proszę, nie gniewaj się, ale robię to dla moich kolegów, pracowników, bo jak powtórzę, nikt za nich tego nie jest w stanie formalnie uczynić" – dodaje na koniec.