
Choć stoki stoki zostaną otwarte, narciarze nie będą mogli skorzystać ze znajdujących się w pobliżu hoteli. – Największe ryzyko stwarza duży ruch w branży hotelowej – przekonywał na antenie Polsat News rzecznik rządu Piotr Müller.
REKLAMA
We wtorek rząd poinformował, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom da jednak zgodę na otwarcie stoków narciarskich. Ale jest haczyk. Z wyciągów będą mogli korzystać właściwie tylko lokalni narciarze. Baza noclegowa pozostanie bowiem zamknięta.
Piotr Müller podkreślił, że rząd chce iść "drogą balansu pomiędzy całkowitym lockdownem, a wariantem otwierania wszystkich branż". – Samo otwarcie stoków dla osób, które nie nocują w pobliżu, jest dużo mniej niebezpieczne. Te osoby są w kaskach, jest możliwości zachowania odległości. Największe ryzyko stwarza duży ruch w branży hotelowej, a w szczególności w restauracjach – wyjaśnił rzecznik rządu w rozmowie z Polsat News.
– Jeżeli 90 proc. osób nie pojedzie wobec 100 proc., które miało pojechać na ferie, to i tak jest to ogromne ograniczenie możliwości zakażenia. Na tym etapie ryzyko zwiększenia liczby zachorowań przez otwarcie branży hotelarskiej i restauracyjnej jest tak ogromne, że doprowadziłoby do niewydolności służby zdrowia po takim otwarciu – dodał Müller.
Dużo kontrowersji wzbudziła także decyzja rządu ws. ferii zimowych. Ze względu na epidemię koronawirusa dla całego kraju zorganizowane zostaną one w jednym terminie – między 4 a 17 stycznia. Krytycy podkreślają, że takie rozwiązanie może doprowadzić do powstawania dużych skupisk ludzi. Bo nawet jeśli teoretycznie wyjazdy będą zakazane, znajdą się i tacy, którzy ruszą w góry.
źródło: Polsat News
