
– Zrobiłem ruch, żeby szukać oszczędności, zaczynając od siebie. Ale jeśli wychodzę do radnych z jakąkolwiek propozycją, to oni z góry sądzą, że wszystko, co moje, jest niedobre – mówi nam burmistrz Dębicy. Mariusz Szewczyk chciał obniżyć swoją pensję o 800 zł miesięcznie, ale nie dostał zgody radnych PiS.
REKLAMA
Radni PiS za tani populizm i początek kampanii uznali fakt, że chciał pan sobie obniżyć pensję o 800 zł. Co pan na to?
Burmistrz Mariusz Szewczyk: – Wniosłem projekt uchwały na sesję Rady Miejskiej, bo jedynie taką mam możliwość, by obniżyć swoje wynagrodzenie. Zmniejszenie mojej pensji, a także kierownictwa ratusza, dałoby roczną oszczędność w wysokości 100 tys. zł.
Radni PiS twierdzą, że zaczął pan właśnie kampanię wyborczą.
Najbliższe wybory odbędą się dopiero za trzy lata. Nie wiem jeszcze, czy będę w nich startował. Odnoszę natomiast wrażenie, że jeszcze nie skończyła się poprzednia kampania wyborcza.
Co konkretnie ma pan na myśli?
Każda moja inicjatywa, propozycja czy projekt uchwały jest przez radnych negowany.
Już podczas wieczoru wyborczego w 2018 roku radni PiS rozpatrywali obniżenie panu wynagrodzenia. Teraz nie chcą się na to zgodzić. O co chodzi?
Bardzo się dziwię. Zwłaszcza, że chcę obniżyć sobie pensję w trudnym dla mieszkańców czasie. Wszyscy widzimy, ile firm upada. Wiemy już, że hotele nie zostaną otwarte do końca roku.
Prognoza ekonomiczna na najbliższe miesiące czy lata nie wygląda najlepiej, a widzę z jakimi problemami finansowymi przychodzi nam się mierzyć. Zresztą podobna sytuacja występuje w wielu samorządach.
Mieszkam w Dębicy, rozmawiam z mieszkańcami i znam ich problemy. A przedstawiciele różnych branż mają kłopoty, np. właściciele i pracownicy restauracji. Ci ludzie pozostają teraz bez środków do życia.
Chcę wesprzeć m.in. branżę gastronomiczną poprzez drobne inicjatywy. Dlatego będę zachęcał mieszkańców do korzystania z usług lokalnych restauratorów. W naszych serwisach będziemy promować ich oferty, aby mieszkańcy mogli zakupić barszcz czy pierogi na świąteczne stoły.
Jeszcze wiosną wprowadziłem pakiety pomocowe dla przedsiębiorców, ale muszę także zadbać o budżet miasta.
Zrobiłem ruch, żeby szukać oszczędności, zaczynając od siebie. Wydałem także zarządzenie, że jeśli ktoś wybiera się na emeryturę, to na jego miejsce szukamy pracownika w urzędzie. Temu, kto przejmie dodatkowe obowiązki, będę mógł podnieść pensję. To przyniesie kolejne oszczędności.
Co w skali roku dla budżetu miasta oznacza 100 tys. zł?
Wmontujemy te pieniądze w budżet. Uważam, że dalej będziemy żyć z koronawirusem, że on tak szybko nie odpuści, a jego ekonomiczne skutki dopiero przed nami. Będziemy szukać narzędzi dla przedsiębiorców, którzy stracili pracę.
Zresztą budżet nam się nie zamyka, chociażby ze względu na rosnące koszty funkcjonowania oświaty. Brakuje także wpływów z podatków.
Ale jeśli wychodzę do radnych z jakąkolwiek propozycją, to oni z góry sądzą, że wszystko, co moje, jest niedobre.
Pan Mateusz Kutrzeba z PiS uznał, że chce pan otworzyć furtkę do obniżania pensji wszystkim pracownikom urzędu.
Jako burmistrz jestem kierownikiem urzędu i kwestia wynagradzania pracowników należy do moich kompetencji. Natomiast absolutnie nie jest moim celem, aby komukolwiek obniżać wynagrodzenie.
Nie planuje pan tego zrobić?
Nie będę obniżał żadnych podstawowych uposażeń. Oszczędności mają dotyczyć jednie dodatków, które przysługują kierownictwu urzędu.
Druga sprawa: muszę podnieść pensje do średniej krajowej tym, którzy mają najniższe wynagrodzenie. Moja propozycja podniesienia podatków, czego nie zrobiono od 2013 roku, również spotkała się z dezaprobatą rady. A to te środki miały pokryć ustawową podwyżkę wynagrodzeń.
Widać, że jest napięcie na linii radni – burmistrz.
Nigdy złego słowa nie powiedziałem na radnych z któregokolwiek klubu. Chciałbym współpracować ze wszystkimi radnymi, ponieważ czas który mamy w samorządzie powinniśmy wykorzystać jak najlepiej dla dobra mieszkańców.
Radny Bal mówił o innych instrumentach, dzięki którym można zaoszczędzić. Widzi pan takie?
Szereg takich propozycji przedstawiłem radnym, a te które były w moich kompetencjach wprowadziłem już wiosną tego roku. Chętnie jednak wysłucham propozycji radnych na temat kolejnych oszczędności, które pozwolą poprawić naszą sytuację finansową, a nie będą mieć negatywnego wpływu na funkcjonowanie miasta.
Ma pan wrażenie, że zawsze ze strony radnych będzie opór?
Mam nadzieję, że nie i jestem otwarty na dialog. Również przy tworzeniu przyszłorocznego budżetu wskazałem, gdzie brakuje mi środków i wniosłem pierwsze propozycje oszczędności w oświacie.
Z kolei, kiedy przychodzi do konstruowania budżetu w tak trudnym czasie, to radni składają propozycję inwestycji na 80 mln zł. Oczywiście te inwestycje są potrzebne, ale w obecnej sytuacji nierealne do realizacji.
Może czują wsparcie rządu? Przecież Mateusz Morawiecki i Beata Szydło podczas kampanii odwiedzali Dębicę.
Bardzo liczyłbym na takie pozytywne zaangażowanie radnych. Z Rządowego Funduszu Inicjatyw Lokalnych otrzymaliśmy ponad 4 mln zł. W drugiej turze wniosków nasze propozycje zostały odrzucone, więc złożymy kolejne wnioski w nowym naborze.
Jeśli jest szansa na wsparcie ważnych dla mieszkańców inwestycji ze środków centralnych, to będzie wspaniale. To pozostanie dla mieszkańców. Bo Dębica to mieszkańcy, nie Mariusz Szewczyk. Za trzy lata mogę nie być burmistrzem.
Jeśli rada nie zaakceptuje propozycji obniżenia pana pensji, to tak też się nie stanie. Co wtedy?
Myślę, że – jak ustaliliśmy z zastępcami – pozostaną obniżone dodatki specjalne. To da pewne oszczędności. Kolejnych oszczędności wciąż będę szukał, bo sytuacja jest nadzwyczaj trudna. Mam nadzieję, że radni także to zrozumieją.
