Kraków stolicą kiboli? Kulisy świętej wojny na maczety między Wisłą a Cracovią

Zamieszki podczas jednego derbowego meczu między Wisłą a Cracovią
Zamieszki podczas jednego derbowego meczu między Wisłą a Cracovią Fot. Paweł Ulatkowski / Agencja Gazeta
Bójki pseudokibiców zdarzają się wszędzie. O ile zazwyczaj można zostać mocno pobitym, ewentualnie uderzonym sztachetą lub kastetem, to w Krakowie łatwo dostać nożem w plecy. Przed kilkoma dniami doszło do kolejnych porachunków między kibicami Wisły i Cracovii. Poznajcie kulisy "świętej wojny" w Małopolsce.

Polska nie od dziś boryka się z problemem pseudokibiców. Bójki, ustawki, rozróby, zdemolowane miasto, zwłaszcza, gdy rozgrywane są derby. Wszyscy narzekają, władze wprowadzają rejestry i zakazy stadionowe, policja obstawia zagrożone tereny. Jednak do mediów ciągle przebijają się informacje o śmierci kibiców. Podejrzanie często ma to miejsce w Krakowie. Fani Wisły przez swoich wrogów nazywani są "psami". Ci z Cracovii - "Żydami". Wiadomo, że "entuzjaści" obu klubów nie pałają do siebie miłością. Jednak w stolicy Małopolski wszystko rządzi się innymi prawami, niż w pozostałych miastach Polski.


Ofiary wojny
Andrzej Iwan
były piłkarz i komentator sportowy

Wstyd mi, że mieszkam w tym mieście… Przepraszam – jakim mieście?! Wsi! To jest jedna wielka wiocha bez jakichkolwiek zasad, w której nie szanuje się życia drugiego człowieka. CZYTAJ WIĘCEJ

Doniesień o morderstwach wśród tamtejszych pseudokibiców nie brakuje. W 2007 roku w Kielcach zginął fan Korony - "Małpa". Zakatowali go Wiślacy. Dlaczego? Bo Cracovia miała dobre relacje z Koroną. Kibice z Kielc nie wzięli odwetu. Ale nie życzą sobie fanów "Białej Gwiazdy" na swoim stadionie. W roku 2008 kibic Wisły siedział w samochodzie w Nowej Hucie. Został wywleczony z samochodu. Jego śmierć nie należała do bezbolesnych. Dostał siekierą w głowę. Zdołał dowlec się do pobliskiego sklepu i tam zmarł.

Zobacz też: Jerzy Dudek oskarża: polskie kluby zamiatają problem kiboli pod dywan. A przecież wiedzą, kto przychodzi na stadiony

Inny przypadek: student zabity na osiedlu, bo na zaczepkę kibica "za kim jest" podał złą odpowiedź. Młody mężczyzna przyjechał w odwiedziny do ojca. Dostał kilka pchnięć nożem. Przykłady można mnożyć.

Kibiców Wisły i Cracovii pojednała śmierć papieża Jana Pawła II. Swoim autorytetem nasz rodak zdołał powstrzymać wzajemną nienawiść zaledwie na kilka dni. Kto musiałby umrzeć, by na trwałe złagodzić ten konflikt? Wydaje się, że nie ma na świecie człowieka tak ważnego.


Dopadła go przeszłość
Andrzej Iwan

Wyszedł, bo czuł, że skoro jego koledzy są w niebezpieczeństwie, to nie może tego tak po prostu zostawić. Ale nie wiedział jeszcze, o co poszło. Nie zdawał sobie sprawy i pewnie by nie uwierzył, że kością niezgody i powodem bijatyki może być… zwykła biało-czerwona smycz z logiem Cracovii. Nie żartuję. Jakiś debil, nazywający siebie kibicem Wisły, wdał się w sprzeczkę z powodu, ku***, smyczy. Bo to taka fajna szyderka – patrz, pasiak, może mu do***. CZYTAJ WIĘCEJ

Przed kilkoma dniami doszło do kolejnej bójki. Pod Multikinem w Krakowie zginął kibic Wisły. Podczas ucieczki dostał nożem w plecy. Sprawę szerzej i dosadniej opisuje były piłkarz "Białej Gwiazdy" i komentator sportowy Andrzej Iwan, prywatnie przyjaciel zamordowanego Dariusza. Pisze, że mężczyzna, który stracił życie, święty nie był. Swego czasu był bardzo "aktywnym kibicem". Ale urodziła mu się córka. Cieszył się, gdy była jednym z dzieci, z którymi piłkarze przed meczem wychodzą na murawę. Zmienił się.

Ale nie uwolnił się od przeszłości. Dostał sms'a od kolegi. Nadawca prosił, by przyszedł pod Multikino, bo coś się szykuje. Dariusz poszedł. Zwaśnione strony były święcie przekonane, że mają się o co bić. Wiślak postanowił dać dowód swojemu bohaterstwu i zarekwirować kibicowi Pasów (Cracovii) smycz z logiem jego ukochanego klubu. Jak relacjonuje Andrzej Iwan, w tym czasie Cracovia grała mecz. Większość kibiców była na stadionie, lecz znalazło się kilka kibolskich grup operacyjnych, które były w stanie gotowości. Poszkodowany i "zhańbiony" fan Cracovii postanowił ich wezwać.

Andrzej Iwan pisze, że zmotoryzowanym oddziałom wystarczyło kilkanaście minut by pojawić się na placu boju. 30 potężnie zbudowanych mężczyzn, uzbrojonych w broń białą: noże, maczety, siekiery. Mieli przewagę liczebną. Dariusz podczas próby ucieczki dostał nożem w plecy. Osierocił 8-letnią córkę.
Andrzej Iwan

W tym czasie, mniej więcej w trakcie tego seansu, Cracovia grała ligowy mecz. Większość zagorzałych jej kibiców była pewnie na stadionie, więc nie mogłaby tak po prostu wyjść i ruszyć pod Multikino. Człowiek od smyczy wykręcił więc inny numer i po kilkunastu minutach w okolicach Aqua Parku pojawiło się trzydziestu karków w czarnych kapturach z siekierami, nożami i maczetami. „Rywale” nie mieli szans. Darek, pewnie podczas ucieczki, dostał nożem w plecy. Nie miał się jak bronić. Zginął. CZYTAJ WIĘCEJ


Kodeks żołnierza
Można argumentować, że nie tylko w Krakowie kibice siłą dowodzą swojej wyższości. Jednak krakowscy fani rządzą się swoimi prawami. – Trzeba jasno zaznaczyć fakt, że niemal w całej Polsce kibice postępują w zgodzie ze swoimi wewnętrznymi paktami. Nie używają ostrych narzędzi. Nie akceptują ich. Natomiast w Krakowie często jest to podstawowe uzbrojenie – mówi Jakub Olkiewicz, dziennikarz sportowy portalu weszlo.com, zajmujący się problematyką kibiców. Dodaje, że większość fanów surowo potępia łamanie zasad przez Krakowiaków. Wyrażają to różnymi hasłami jak na przykład "nożownicy, ch** wam w du**!".
Andrzej Iwan

Nie potrafię podać ręki pseudo dyrektorowi, który buduje barykady w internecie i nawołuje do jeszcze większej nienawiści, pisząc, że „w Krakowie bez zmiany, pies zawsze jebany”. Co za klub… Dacie głowę, że jeden z byłych wiceprezesów Cracovii założył sobie na wycieraczkę koszulkę Wisły i podburzał kibiców, żeby pobili ówczesnego trenera Pasów, Ireneusza Adamusa, tylko dlatego, że miał wiślacką przeszłość?! I pobili. A jednym z napastników był… członek zarządu Cracovii. I jeszcze ten Majchrowski… Prezydent, który podczas świętowania Nowego Roku, wykrzykuje, żeby nie zejść na psy. CZYTAJ WIĘCEJ


Jakub Olkiewicz zaznacza, że ten konflikt to nie tylko wojna o barwy. – To osiągnęło poziom "kibicowsko-gangsterski". Sam nie mam dostatecznej wiedzy na ten temat, ale tamtejsza policja twierdzi, że cała walka toczy się o wpływy w mieście, a stronami sporu są tak naprawdę gangi narkotykowe – tłumaczy. W wielu miastach kibice potrafią zapanować nad swoimi szeregami, gdy wymykają się spod kontroli, w Krakowie tego nie ma. – Co nie znaczy, że fanów w ten sposób można wybielać – dodaje. Kibice z Krakowa nie lubią, gdy ktoś ingeruje w ich sposób walki. – Mówią, że to ich miasto, ich konflikt i będą go rozwiązywać po swojemu – wyjaśnia.

Dziennikarz zaznacza jednak, że ciężko mu się wypowiadać na temat Krakowa, gdyż tam nie mieszka, nie zna jego specyficznego klimatu. Mówi, że o opinię należałoby spytać samych kibiców Wisły i Cracovii, którzy na pewno lepiej znają temat.

Wewnętrzne konflikty
Kibice innych klubów rzadko boją się jechać na mecz wyjazdowy swojej drużyny z krakowską drużyną. – Kibice z Krakowa nie są skorzy do napadania z nożami na przedstawicieli innych klubów. Wolą zostawić swoje zabawki w własnej piaskownicy – mówi Jakub Olkiewicz. Zwraca jednak uwagę, że nie jest to reguła, o czym może świadczyć śmierć fana Korony Kielce, "Małpy". Przypomina też, że konflikt na linii Wisła-Cracovia jest stary. – Jeszcze w latach 90. nie obowiązywały żadne pakty. Za broń służyło to, co było pod ręką. Z biegiem lat fani z innych miast bardziej się "ucywilizowali", w Krakowie to poszło w inną stronę – mówi dziennikarz.

Grząski temat
Ten konflikt rozciąga się nie tylko na kibiców. Dotarliśmy do fana Wisły, który woli nie ujawniać swojego nazwiska. Mogłoby się to dla niego źle skończyć. Poprosił o anonimowość. Jednak specyfikę tego środowiska zna bardzo dobrze. Również zwraca uwagę na fakt, że kibice z innych części Polski nie używają ostrej broni. – Walka na noże to częsty przypadek w Krakowie. Skala takich akcji jest duża – mówi kibic.

– Na ustawkach obowiązują pewne zasady. Jak ktoś już leży, widać, że ma dość, nikt go nie rusza. Przecież nie chodzi o to, by zabić. A w Krakowie podczas ucieczki Dariusz, fan Wisły dostał nożem w plecy. To przecież morderstwo – mówi anonimowy kibic "Białej Gwiazdy". Zaznacza, że często już nie chodzi tylko o zemstę. – Tu już zaczynają się gangsterskie porachunki. Widzę, że pod klub podjeżdża kilku typowych karków, znanych kibiców, wysiadają z BMW X5, a to nie jest tani samochód. To daje do myślenia – mówi.

Kibic "Białej Gwiazdy" przyznaje jednak, że sama Wisła też święta nie jest i zdarzają się przeróżne ekscesy, których nie popiera. – Ale w przypadku Cracovii sprawa ma się inaczej. Podczas meczu Wisły z Bełchatowem, fani "Białej Gwiazdy" zaśpiewają trzy piosenki obraźliwe dla Cracovii. Lecz w przypadku meczu Cracovii z Bełchatowem, "Pasy" potrafią przez pół spotkania obrażać Wisłę – opowiada. Dodaje, że fani Cracovii są agresywniejsi. – Być może wynika to z ich kompleksów. Długi czas grali w niższej lidze – zastanawia się.

Kto za Wisłą, kto za Cracovią?
Inną sferą, o jaką zdają się zahaczać porachunki kibiców, to urzędy. Andrzej Iwan na swoim blogu wspomniał o stronniczości prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, który podczas obchodów noworocznych miał przestrzegać zgromadzonych ludzi, by miasto nie "zeszło na psy". Nasz anonimowy rozmówca zwraca też uwagę na inną kwestię. – Wiceprezes Cracovii Radomir Szaraniec ma kibicowską przeszłość. Dochodzi tam do różnych sytuacji. Ci zatwardziali kibole wchodzą bez problemów do jego biura. Żaden ochroniarz ich nie zatrzyma, bo zwyczajnie dostanie w mordę. Otrzymali na lewo wejściówki na trening Włochów podczas Euro. Na swoim profilu na Facebooku napisał kiedyś zdanie obraźliwe dla Wiślaków: "W Krakowie bez zmiany-pies zawsze je***" – wymienia kibic. Dodaje, że wiceprezes bardzo przejmuje się tym, co piszą o nim media.

Nasz anonimowy rozmówca dodaje, że drużyna jego odwiecznych wrogów jest źle zarządzana. – Prezes Janusz Filipiak nie potrafi kierować klubem, dobiera złych współpracowników, jego wpływy maleją na rzecz Radomira Szarańca, który układa się z różnymi kibicami – tłumaczy.

Uwzięli się na mnie
Radomir Szaraniec stanowczo zaprzecza tym doniesieniom. Mówi, ze wejściówki na trening Włochów były rozprowadzane przez miasto, głównie wśród grup młodzieżowych. On sam postulował, by nie były anonimowe, lecz żeby posiadaczy tych biletów można było zarejestrować w systemie Cracovii. Dodaje, że żadni kibice nie mogą wejść nieproszeni do siedziby klubu, są ochroniarze, elektryczne bramki. Na samych stadionach również łatwo rozpoznać tych, którzy źle się zachowują.

– Jeśli chodzi o rzekomy wpis na Facebooku, to na pewnym portalu umieszczono zdjęcie, na którym było moje imię i nazwisko. Jako osoba publiczna jestem narażony na tego typu oszczerstwa. Kiedyś ktoś wkleił moje zdjęcie i dane na internetowe forum Wisły. Co ja mogę na to poradzić? – pyta retorycznie. Przyznaje, że był prezesem stowarzyszenia kibiców i ma z nimi dobry kontakt. Zwraca też uwagę, że problem kibolstwa zbytnio się demonizuje. Tłumaczy, że każdy, kto wchodzi na stadion jest zarejestrowany w systemie klubu, bardzo łatwo go rozpoznać, a bójki pseudokibiców to bardzo medialny problem. Radomir Szaraniec mówi, że ludzie lubią krew, lubią czytać takie doniesienia. Lecz one zazwyczaj nie dotyczą postronnych osób i nie odbywają się na stadionach.

Kibole to nie to samo, co klub
– Problemem jest to, że rodzice katują dziecko, problemem jest szalejący kryzys. Bójki kibiców to zdarzenia marginesowe. Zwykły przechodzień nie idzie do lasu, gdzie na ustawkę umawiają się różne grupy – mówi Szaraniec. – Mężczyzna, który zginął pod Multikinem, nie znalazł się tam przypadkiem. Jak wynika z doniesień medialnych, wiedział dobrze, w jakim celu tam idzie – dodaje wiceprezes Cracovii.

Radomir Szaraniec zaznacza, że Andrzej Iwan na swoim blogu zapomina o tych faktach, jak również o przypadkach, gdy kilkunastu kiboli Wisły zamordowało fanów Cracovii, na dodatek nawołuje do przemocy i walki między kibicami. – Najgorsze w tym wszystkim jest to, że chuligańskie wybryki łączy się z klubem. To nie nasza wina, że się biją. Na stadionie jest spokój – kwituje Szaraniec. Stanowczo dodaje jednak, że kluby tego problemu nie bagatelizują.

Przekłamania?
Od doniesień o faworyzowanie Cracovii odżegnuje się również Filip Szatanik, dyrektor biura prasowego urzędu miasta. – Wspieramy wszystkie kluby, nie jesteśmy stronniczy. Wypowiedź prezydenta o "schodzeniu na psy" została nadinterpretowana – twierdzi. Dodaje, że miasto stara się zapanować nad problemem, wdrażało projekty mające na celu pojednać kibiców. – Współpracujemy z policją, ale zapobieganie bójkom czy ich opanowanie jest obowiązkiem policji. My nie możemy ścigać kryminalnych wybryków – mówi Filip Szatanik.

Przykrywka dla narkotyków
Małopolska policja tłumaczy, że ta kwestia nie dotyczy samej istoty kibicowania, lecz problemu agresywnej młodzieży. W oświadczeniu policji czytamy, że często konflikty wybuchają z powodów innych niż kibicowanie - np. zazdrość o dziewczynę. Obok tego należy pamiętać o grupach, które wywodzą się ze stadionów, ale przedmiotem ich zainteresowania są kradzieże samochodów i handel narkotykami. To grupy przestępcze o hierarchicznej strukturze. Chcą, by myśleć o nich jako o kibolach, bo to łagodzi ich wizerunek.

Małopolska policja odniosła się też do rodzaju narzędzi, jakich używają pseudokibice. Tłumaczą, że mamy tu do czynienia z błędnym kołem - jedni uzbrajają się, bo obawiają się, że przeciwna grupa również będzie miała taką broń. W oświadczeniu czytamy, że ludzie postrzegają pseudokibiców nie jako radykalnych fanów swojej drużyny, lecz jako bojówki bandyckie. Policja utrzymuje, że ma specjalne sekcje do walki z tym zjawiskiem. Rozpracowywaniem takich grup zajmuje się również Centralne Biuro Śledcze.

Zezwierzęcenie
Do sprawy chłodno podchodzi aktor Jan Nowicki, mieszkający w Krakowie, wielki fan piłki nożnej. – Kibicuję Wiśle, ale swego czasu chodziłem na mecze obu tych zespołów. Nie rozumiem tego chamstwa wśród kibiców. To zezwierzęcenie – mówi. Dodaje, że ten konflikt trwa długie lata i zapewne nigdy się nie skończy. – Ojcowie wpajają swoim synom nienawiść do danego klubu, ci przerzucają to na własne dzieci – tłumaczy aktor. Zaznacza, że powoli przestaje być kibicem Wisły. – Polska piłka prezentuje dość żenujący poziom, a w połączeniu z chamstwem kibiców oczy zwracają się ku futbolowi pięknemu, ku Barcelonie – opowiada.

Przeczytaj też: Polska krajem kiboli? Pełno ich w całej Europie

– Brzydzą mnie sytuacje, gdy młoda dziewczyna przeklina siarczyście na stadionie. Wyszedłem w trakcie meczu, bo nie mogłem tego słuchać. Dlaczego kibice nie mogą się pogodzić, połączyć siły jak choćby Lazio Rzym i Roma, grające na tym samym stadionie? – pyta Nowicki. Dodaje, że kibole są bezkarni i zachowują się jak zwierzęta. Mało tego, będąc w mniejszości dominują większość. – Kulturalny człowiek nie wie, jak obronić się przed skrajnym chamstwem, nie wie, jak reagować. W takich sytuacjach chamstwo triumfuje. A piłkarze brutalną grą dają przyzwolenie swoim kibicom na te wybryki – kwituje Jan Nowicki.

Dużo prawdy jest w tym, że w Krakowie łatwo wylądować na chodniku z maczetą w plecach lub siekierą w głowie. Jednak nie sam Kraków ma problemy z kibolami. Ten problem był, jest, i wszystko wskazuje na to, że będzie. Najlepiej ujął to Andrzej Iwan na swoim blogu.
Andrzej Iwan

Nie jestem idiotą i nie wierzę w pojednanie między kibicami, ale do jasnej cholery – zabijajcie się na ustawkach, lejcie się tam maczetami i czym popadnie, ale zostawcie stadiony i normalnych ludzi w spokoju. Leczcie swoje chore kompleksy we własnym gronie. CZYTAJ WIĘCEJ

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...