
Przewodniczący SLD Leszek Miller skrytykował premiera Donalda Tuska, który wczoraj w jednym wystąpieniu zarówno przeprosił jak i skrytykował rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Mówił, że coraz trudniej wierzyć w słowa Prokuratora Generalnego. Ocenił, że po wystąpieniach członków rządu zamiast zniknąć, pojawiły się nowe pytania.
REKLAMA
Leszek Miller po raz kolejny apelował o zakończenie wojny polsko-polskiej o katastrofę smoleńską. Ocenił, że jedynie czas może to zrobić, jednak to potrwa jeszcze sporo czasu. Pomimo, że do tego samego wezwał wczoraj Donald Tusk, Miller źle ocenia jego wystąpienie. – Albo się przeprasza, albo atakuje, nie można robić tych dwóch rzeczy jednocześnie – stwierdził przewodniczący SLD.
Były premier ostrożnie bronił Ewy Kopacz. – W tamtych warunkach starała się robić co mogła. Jeżeli popełniła błędy, to nie były one celowe – powiedział w "Gościu Radia Zet". W opinii Millera wczorajsza debata w Sejmie nie przyniosła żadnych wyjaśnień. – Oczywiście słowa Seremeta są ważne, ale słowa rodzin, choćby syna Anny Walentynowicz, są równie ważne, a on mówi, że Seremet mija się z prawdą – dodał.
Były premier komentował również wątpliwości wokół kwestii otwierania trumien. – Jeżeli przepisy mówią wyraźnie, że nie można otwierać trumien, to na jakiej podstawie otwarto trumnę Lecha Kaczyńskiego. (…) Rodziny twierdzą, że był zakaz. (…) Część postąpiła tak, część tak, to pokazuje jaki był chaos w tej sprawie – oceniał.
– Mnie się wydaje, że to nie są wygórowane żądania, żeby do takich pomyłek nie dochodziło – stwierdził. – Teraz nie ma innego wyjścia, tylko wyjaśnić wszystkie wątpliwości – dodał. Argumentował, że wiarygodność Andrzeja Seremeta jest niska. – Czego się pani spodziewa, że jedno słowo Prokuratora Generalnego wystarczy, skoro doszło do takich skandalicznych pomyłek? – pytał Monikę Olejnik.
– Sądziłem, ze czegoś więcej się dowiem, ale wystąpienia przedstawicieli rządu postawiły nowe pytania – ocenił Leszek Miller. Przypominał, że to nie jego partia chciała tej debaty.
