
TVN24 opisał historię 80-latka z Dolnego Śląska, który przez siedem godzin krążył karetką między miastami, ponieważ żaden szpital nie chciał go przyjąć. Mężczyzna miał udar, w jednej z klinik stwierdzono też u niego koronawirusa. Niestety, chory zmarł.
REKLAMA
Sytuacja miała miejsce 15 listopada. Ok. godz. 16:30 pani Agnieszka – która opowiedziała TVN24 tę smutną historię – przyszła do mieszkania swojego dziadka w Bielawie (woj. dolnośląskie). 80-latek nie mógł się podnieść, miał niedowład lewej strony ciała, więc jego wnuczka wezwała pogotowie. Przybyli na miejsce po 20 minutach ratownicy stwierdzili udar mózgu.
Zawieźli mężczyznę do szpitala z oddziałem neurologii w Świdnicy. Tam zrobiono mu test na koronawirusa. Dał wynik pozytywny. 80-latek został więc przewieziony do szpitala covidowego w Dzierżoniowie. Tam również odmówiono mu przyjęcia – ze względu na brak neurologii w klinice.
Następnie karetka pojechała do Wałbrzycha, ale tamtejszy szpital też nie przyjął chorego. Podjęto więc decyzję o powrocie do Dzierżoniowa. Tym razem pacjent został przyjęty. Była godzina 1 w nocy. Od momentu rozpoczęcia akcji ratowniczej minęło siedem godzin.
Mężczyzna trafił do dzierżoniowskiego szpitala w bardzo ciężkim stanie. Po 20 minutach zmarł. Wcześniej lekarze zdążyli stwierdzić niedoczynność nerek i wątroby.
TVN24 skontaktował się z wszystkimi trzema szpitalami. Dyrekcja świdnickiej kliniki nie stwierdziła nieprawidłowości ze strony personelu medycznego. Wałbrzych argumentował, że nie miał wolnych łóżek dla pacjentów z potwierdzonym COVID-19. Szpital w Dzierżoniowie odmówił komentarza. Rodzina zmarłego złożyła skargę na wszystkie trzy kliniki.
Przez panującą epidemię koronawirusa wielu pacjentów ma problemy z dostaniem się do szpitala. W naTemat.pl opisywaliśmy historię mężczyzny ze Śląska, którego nie przyjęło aż 11 placówek. Powodem był brak stwierdzonego zakażenia. Przyjęcia chorego bez wyniku testu odmówiła też klinika w Limanowej.
źródło: TVN24
