
Pracownicy "Och-teatru" po umieszczeniu telefonu do instytucji w "Super Expressie” zaczęli dostawać telefony z pogróżkami. Winą za zaistniałą sytuację obarczają tabloid, jednak jego redaktor naczelny bagatelizuje sprawę.
Krystyna Janda i aktorzy z jej teatru grają jedną z głównych ról w "aferze szczepionkowej". To na aktorce skupiła się uwaga opinii publicznej, która nie kryje oburzenia faktem zaszczepienia Jandy na koronawirusa. Sytuację postanowił wykorzystać "Super Express", umieszczając w poniedziałkowym wydaniu prześmiewczy artykuł w swoim stylu.
W tekście zostały zamieszczone również numery telefonu do obu teatrów Jandy oraz apel: "Chcesz się zaszczepić? Zadzwoń do Jandy”. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeden z pracowników Och-Teatru napisał na swoim profilu na Facebooku o licznych telefonach do placówki z życzeniem śmierci dla Jandy oraz jej współpracowników.
Czytaj też: "Super Express" podał numer telefonu do teatru Jandy. Pracownik pokazał, jaki był skutek
Naczelny "Super Expressu" umywa ręce
Zaistniałą sytuację skomentował redaktor naczelny "SE", Grzegorz Zasępa. W rozmowie z Wirtualnymi mediami powiedział, że Janda i jej współpracownicy są sami sobie winni.
Grzegorz Zasępa, redaktor naczelny "SE"
Zdaniem Zasępy, artykuł zamieszczony w tabloidzie miał charakter ironicznego komentarza do całej sprawy. Wskazuje również, że numery telefonu do teatrów bez problemu można odnaleźć w kilka chwil w Internecie, więc są to dane, do których ma dostęp każdy bez pomocy "Super Expressu".
