
Równowartość 150 zł w kryptowalucie bitcoin – tyle trzeba zapłacić za fałszywe zaświadczenie o negatywnym wyniku testu na obecność covid-19. Wszystko można załatwić w 24 godziny, nie wychodząc nawet z domu. Można też wybierać dowolną datę i godzinę "wykonania" badania, które będą widniały na dokumencie. Sprawą zajmuje się i policja, i prokuratura.
Zagraniczne media już w listopadzie alarmowały: uważajcie, kwitnie handel fałszywymi wynikami testów na obecność covid-19. Oczywiście chodziło o zaświadczenia, które potwierdzają, że pasażer chcący przekroczyć granicę, nie jest zakażony koronawirusem, czyli wynik jego testu jest negatywny.
Na dowód mnożono przykłady ze świata. I tak np. w listopadzie francuska policja aresztowała aż siedem osób za sprzedawanie fałszywych wyników testów na lotnisku Charlesa de Gaulle’a w Paryżu (za "USA Today").
Miesiąc wcześniej w Ameryce Południowej aresztowano brazylijskich turystów, którzy przedstawili fałszywe wyniki testów po przylocie na archipelag Fernando de Noronha.
Test bez wychodzenia z domu
Wraz ze wzrostem liczby krajów otwierających swoje granice tylko dla tych, którzy są w stanie dokumentem z laboratorium zaświadczyć o swoim zdrowiu, zaczął rosnąć nielegalny handel.
W sieci bez trudu można znaleźć ogłoszenia tego typu: "Negatywny wynik testu na covid-19 w 24 h. Bez wychodzenia z domu. Uzyskaj zaświadczenie lekarskie w ramach testu na COVID-19 i bezpiecznie przekrocz granice państwa". Do kontaktu podany jest wyłącznie mail.
Piszę. Odpowiedź przychodzi po trzech godzinach. Dowiaduję się, że zaświadczenie o negatywnym wyniku testu PCR kosztuje 150 zł (w laboratorium zrobienie testu to nawet 500 zł), a placówka, która rzekomo je wykonała, znajduje się na liście Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
By przystąpić do realizacji zamówienia, muszę tylko podać podstawowe dane: imię, nazwisko, datę i miejsce urodzenia, numer dokumentu, z jakim podróżuję. Powinnam także wybrać: datę i godzinę wystawienia zaświadczenia i "wykonania" testu oraz informację, w jakim języku ma być dokument.
Sprzedawca informuje mnie również, że maksymalnie 24 godziny po otrzymaniu danych, dostanę zaświadczenie, ale z ukrytymi niektórymi informacjami (m.in. pieczątkami i nazwiskiem lekarza oraz diagnostów). Jeśli wykonam przelew, wyśle mi pełną wersję.
Zgadzam się i proszę o numer konta. Ale okazuje się, że zapłacić za zaświadczenie można tylko za pośrednictwem kryptowaluty bitcoin. "Tylko tego typu forma płatności zapewnia nam anonimowość" – piszą w mailu autorzy ogłoszenia.

Zasypuję ich dodatkowymi pytaniami, m.in. o to, skąd mam mieć pewność, czy otrzymam zaświadczenie i czy będzie ono respektowane przy kontroli paszportowej. "Wszyscy nasi klienci latają ze wszelkiego rodzaju lotnisk bezproblemowo" – czytam w odpowiedzi.
Dokonuję transakcji. Wysyłam potwierdzenie.
Pieczątki i nazwiska
Po kilku godzinach na mailu mam zaświadczenie w języku angielskim. Widnieje na nim logo laboratorium Diagnostyka.
Dr Tomasz Anyszek, pełnomocnik zarządu ds. Medycyny Laboratoryjnej Diagnostyki, przekazuje, że o fałszywych zaświadczeniach sprzedawanych pod logo laboratorium, poinformowano już prokuraturę. – Ale sprawa jest wielowątkowa, ponieważ nie tylko jedna firma w ten sposób oszukuje – zaznacza dr Anyszek.
W sieci dostępne są nie tylko oferty fałszywych zaświadczeń, ale i wyniki testów na obecność COVID-19.
Dr Tomasz Anyszek
pełnomocnik zarządu ds. Medycyny Laboratoryjnej Diagnostyki
Na fałszywym zaświadczeniu znajdują się także nazwiska i podpisy dwóch diagnostek laboratoryjnych oraz krakowskiego kardiochirurga.
Kontaktuję się z nimi. Doktor Krzysztof Traczyński zgłosił sprawę policji. – Informowano mnie, że wykorzystuje się dane z mojej pieczątki lekarskiej wraz z numerem prawa wykonywania zawodu. W związku z tym zgłosiłem to na policję, zostałem przesłuchany, zaprotokołowany – odpowiada kardiochirurg.
Obie diagnoski do niedawna zatrudnione były w firmie Testdna.pl. – Podpisy te zostały pozyskane w nielegalny sposób – żaden z diagnostów nie złożył ich na tym dokumencie – tłumaczy Elwira Posłajko, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży Testdna.pl.
Elwira Posłajko
dyrektor ds. marketingu i sprzedaży Testnda.pl
Kim są oszuści?
Trudno ustalić, kim są sprzedający w sieci zaświadczenia o negatywnych wynikach testów, bo dobrze dbają o swoją anonimowość.
Jeśli natomiast spojrzymy na bitcoina, to zobaczymy, że od 8 stycznia na ten adres zarejestrowano 27 transakcji.
Dr Łukasz Olejnik, niezależny badacz i konsultant cyberbezpieczeństwa i prywatności: – Nie wiemy, kim są ci ludzie. Jednak samo zaistnienie problemu fałszywych zaświadczeń było jedynie kwestią czasu. W sytuacji, gdy "odblokowują" one dostęp do pewnych dóbr, trzeba było tego oczekiwać i istotnie problem zaistniał już wiosną ub. roku.
Zdaniem Olejnika podobny proces będziemy mogli obserwować w przypadku zaświadczeń na bycie zaszczepionym przeciw covid-19. – Dlatego też tak ważne będzie zbudowanie zaufania dla systemu tzw. "paszportów medycznych". Jeśli coś już powstaje, to lepiej by było to zrobione dobrze – uważa.
Sprawą zajmuje się już policja. Jak informuje nas inspektor Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji, funkcjonariusze z Biura do Walki z Cyberprzestępczością KGP przy wsparciu policji z Katowic, przeszukali pomieszczenia u mieszkańca Katowic. Oferował on szczepionki na covid-19 oraz zaświadczenia o negatywnym wyniku testów na obecność covid-19.
Mariusz Ciarka
rzecznik Komendanta Głównego Policji
Czy łatwo będzie namierzyć pozostałych oszustów?
– To zależy od tego, jakie środki i metody wybierają takie grupy w dłuższej perspektywie. W pewnych sytuacjach i po pewnym czasie obserwacji może być możliwe namierzenie zarówno po e-mailu, jak nawet przy użyciu płatności bitcoinami, które przecież zostawiają ślady. To jednak sytuacje szczególne. Wszystko więc zależy od determinacji śledczych oraz od metod i podejścia takich grup – odpowiada dr Łukasz Olejnik.