Afera solna. Rozmawiamy z reporterem, który ją wykrył

Naturalna sól morska.
Naturalna sól morska. Fot. dynamosquito / http://www.flickr.com/photos/dynamosquito/2941534150/ / CC BY-SA http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/
Tomasz Patora jest dziennikarzem śledczym TVN. Znanym z ujawnienia m.in. afery "łowców skór". W programie "Uwaga!" odkrył tzw. "aferę solną", w związku z którą zatrzymano pięć osób. Trzy firmy skupowały sól, która była odpadem z produkcji fabryki Anwil we Włocławku. Ten produkt przeznaczony do posypywania dróg, produkcji farb, oraz w przemyśle garbarskim sprzedawali następnie jako spożywczą do produkcji wędlin, czy mleczarni.


Janusz Omyliński: Jak zaczęło się Państwa śledztwo w sprawie afery solnej? To był cynk, przeszukiwanie dokumentów?

Tomasz Patora: Zawsze zaczyna się od sygnału. Tematem zainteresowali nas konfekcjonerzy soli, którzy słyszeli o takich praktykach w swoim środowisku. Od wielu lat próbowali dotrzeć z tym do służb, ale nie było odzewu. Szczególnie ten proceder był zauważalny w czerwcu 2010 roku, kiedy we włocławskim Anwilu nastąpiła awaria i zatrzymano produkcję chloru, a tym samym soli wypadowej. Nagle przybyło odbiorców na rynku.


Czyli można powiedzieć, że były to gry między konkurencyjnymi firmami?

Po części można tak powiedzieć, ale brzmi to negatywnie, a oni po prostu starali się powstrzymać nieuczciwą konkurencję.

Czy może się okazać, że więcej firm stosowało podobne praktyki?

Z całą pewnością. Choć zatrzymano ludzi z trzech firm, to tak naprawdę dwie z nich były bardzo mocno (chociażby rodzinnie) powiązane. Ale ta trzecia wpadła na "patent" kupowania soli wypadowej i sprzedawania jej jako spożywcza samodzielnie. Dlatego można zakładać, że były też inne.


Jeśli nie wykryto nic przez tyle lat w produktach końcowych, to czy jest się czym martwić?

Myślę, że tak. Każdemu wydaje się, że badania żywności są kompleksowe. A przykładowo sól spożywczą bada się na zawartość jodu, a sól peklowaną na zawartość nitrytu. W produktach żywnościowych także sprawdza się pewne parametry, nie wszystko. Nikt nie zakłada, że przykładowo w chlebie mogą znaleźć się metale ciężkie. Inną sprawą jest to, że badań się nie powtarza na każdym szczeblu produkcji, co oczywiście jest zrozumiałe.


Sól używa się w proporcjonalnie małych ilościach, czy zatem mogła szkodzić? Siarczany, substancje zbrylające itd. to brzmi strasznie, ale co to tak naprawdę oznacza dla naszego zdrowia?

Poczekajmy na wyniki. Pamiętajmy, że nitrozoaminy, dioksyny, czy metale ciężkie kumulują się w organizmie. Według mnie te dwa ostatnie są tu powodem do zmartwień. Możemy na razie tylko przewidywać ile w tej soli ich było. Naukowcy przy okazji innej kontroli badali sól wypadową z Anwilu i znajdowali w niej kadm czy ołów. Oczywiście ta sól nie ma standardów spożywczych, tylko pewne parametry, górne granice żeby np. trawa przy drogach posypywanych nią nie padała zupełnie. W kontroli, którą my przeprowadziliśmy odkryliśmy saletrę potasową, której nie powinno tam być. Ale nikt nie zakładał w fabryce, że ktoś to sprzeda jako sól spożywczą.

To co, mam wyrzucić kanapkę, którą sobie przygotowałem na kolację?

Jeszcze raz powtarzam, poczekajmy na wyniki. Na pewno pocieszającym może być fakt, że - jak wszystko na to wskazuje - tamta sól nie była sprzedawana w typowych kilogramowych paczkach, do obrotu detalicznego.

Firmy wiedziały, jaką sól kupują - prof. Jan Mroczek, SGGW