
Ambasador ma być przede wszystkim przydatny politycznie. Czy ma być wykształcony? Przede wszystkim ma mieć "odpowiedni background polityczny". O jego wyborze mają decydować wymogi "niekoniecznie czysto formalne".
Duże kontrowersje wywołał wczorajszy wywiad dziennikarza RMF FM Marcina Zaborskiego z wiceszefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Marcinem Przydaczem.
Rozmowa oscylowała głównie wokół tematów związanych z zaprzysiężeniem Joe Bidena na 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz polskich stosunów dyplomatycznych z USA. Jednak to wypowiedź wiceszefa MSZ co do kompetencji przedstawicieli polskiej dyplomacji zszokowała najbardziej.
W pewnym momencie redaktor zaczął dopytywać, dlaczego, według art. 31 zapisanego w projekcie ustawy w MSZ-cie, przedstawiciel polski nie musi mieć wykształcenia wyższego.
Marcin Przydacz stwierdził, że "może być magistrem" i uchylał się od wypowiedzi, nieustająco zarzucając dziennikarzowi "zbyt duże uproszczenie".
Z wypowiedzi wiceszefa MSZ wynika, że funkcja ambasadora ma przede wszystkim charakter polityczny, aniżeli dyplomatyczny:
wiceszef MSZ Marcin Przydacz o przydatności politycznej przyszłego ambasadora:
– Ciało czysto polityczne? – dopytywał redaktor RMF FM.
Marcin Przydacz o tym, co będzie decydowało o ewentualnym wyborze przyszłego ambasadora:
Wypowiedź wiceszefa MSZ wskazuje na zdecydowane upolitycznienie funkcji dyplomatycznych. Z wypowiedzi ewidentnie wynika, że poglądy ewentualnego kandydata będą miały zdecydowane pierwszeństwo względem jego wykształcenia i umiejętności.
Przydacz podkreślał, że o wyborze niekoniecznie będą decydować wymogi czysto formalne, tak jak ma to miejsce w przypadku urzędników. Pytamy zatem: to jakie?
źródło: RMF.fm

