
Smoleńskie wdowy i smoleńscy wdowcy są w każdej gazecie, w każdym radiowym i w każdym telewizyjnym studiu. W niektórych wywiadach mówią rzeczy tak osobiste, tak prywatne, tak intymne, tak "nie do publicznej rozmowy", że zastanawiamy się, dlaczego są one tematem publicznej rozmowy.
REKLAMA
W co zawinięte były zwłoki, dlaczego były rozebrane, czym w Smoleńsku pachniało, jak identyfikowano szczątki w Moskwie, charakterystyczne przedmioty znalezione przy zmarłych, znamię na ciele czyjegoś męża, ojca, brata, ogólny stan szczątków ofiar katastrofy lotniczej, anatomiczne szczegóły.
Jeśli mówienie o tym jest ważne dla rodzin ofiar, jeśli pomaga im przeżywać cierpienie, to o tym mówmy. Ale może jest to ważniejsze dla mediów niż rodzin?
Jesteśmy gotowi rozmawiać o śledztwie, o pracy prokuratorów, o zaniedbaniach, o możliwej odpowiedzialności prawnej, bądź politycznej.
Ale [Waszym zdaniem] czy warto nadal rozmawiać o ludzkich szczątkach, które leżały w smoleńskim błocie?