fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Agencja Gazeta

Z dnia na dzień trafiają do nas nowe fakty w sprawie funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej, który pod koniec stycznia postrzelił się w Sejmie. Strażnik czyścił broń w nieprzystosowanym do tego miejscu. Czy doszło ostatecznie do złamania prawa?

REKLAMA
Przedstawiciel Centrum Informacyjnego Sejmu - Andrzej Grzegrzółka przyznał w rozmowie z gazeta.pl, że wypadek miał miejsce w strefie zamkniętej. To oznaczałoby, że dostęp do tego miejsca mieliby tylko funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej. Zdaniem Grzegrzółki bezpieczeństwo osób postronnych ani przez moment nie było zagrożone.

Czy doszło do złamania prawa?

Okoliczności wypadku wcale jednak nie muszą być tak klarowne. Zdaniem "Rzeczpospolitej" funkcjonariusz czyścił broń w pomieszczeniu dowodzenia przy komputerze, zatem w miejscu totalnie do tego nie przystosowanym! Zdaniem byłego antyterrorysty, Jerzego Dziewulskiego, oznacza to złamanie przepisów. – Jeśli chodził po Sejmie z przeładowaną bronią, byłby to niezły skandal – przyznał Dziewulski.
Mężczyzna w dniu zdarzenia odbywał 24-godzinny dyżur. Tuż po jego zakończeniu był umówiony na strzelnicy w Sulejówku na przeprowadzenie szkolenia w roli głównego instruktora. Śledztwo prokuratury w sprawie tego wypadku nadal trwa.
Czytaj także:
Jeśli prokuratura dojdzie do wniosku, że funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej popełnił przestępstwo, to wówczas mężczyźnie będzie groziła kara do trzech lat więzienia.

Kolejne informacje już niebawem

Aktualnie przesłuchiwani są świadkowie tego zdarzenia. Śledczy mają zamiar przejrzeć zapisy z monitoringu oraz powołać biegłego z zakresu broni. Kolejnych informacji na ten temat powinniśmy spodziewać się w najbliższych dniach.
logo