
Na mistrzostwach kontynentu w piłce ręcznej bez niespodzianek. Polacy wreszcie zagrali jako tako i pokonali nieco przereklamowanych Niemców. A kto liczył na pasjonujący pojedynek Duńczyków ze Szwedami, srodze się zawiódł. Dwa bratnie narody nie walczyły o każdą piłkę, grały jakby z mniejszym zaangażowaniem. Nawet kibice po pierwszej połowie gwizdali, bo to, co oglądali, bardziej wyglądało na sparing.
REKLAMA
Genialny komentator piłkarski z Gol TV, Ray Hudson, krzyczał kiedyś po bramce Leo Messiego: "Ten mecz jest jaki film a Messi jest jak Liza Minelli". Mam wrażenie, że spotkanie Szwecji z Danią, właśnie zakończone, też było kabaretem. Tylko że w mniej pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Kto nie wiedział tego przed meczem, już po kilku minutach był przekonany, że Polska nie ma na co liczyć. Dania pewnie prowadziła, niczego wielkiego nie grając. Szwedzi rzucający z nieprzygotowanych pozycji, mylący się, łatwo wyprowadzane kontry. Tak to wyglądało.
Dodać do niego można, że Polaków i Włochów łączy nawet więcej. Jedni i drudzy wygrywali jedną bramką. I w obu przypadkach mecz rozstrzygnął się w samej końcówce (Bułgarom gola w 94. minucie strzelił Antonio Cassano).
Sprawozdawca TVP, bodaj Piotr Dębowski, tuż po zakończeniu pierwszej połowy (18-11 dla Danii) jeszcze zaklinał, by żywi nie tracili nadziei, mówiąc coś w stylu: - Jeżeli Polska odrobiła jedenaście bramek to wciąż możliwe jest, że Szwecja odrobi siedem.
Żenujące. Czego się nie zrobi, by ludzie nie przełączyli na "Fakty"
