
FC Augsburg w Łukaszem Gikiewiczem w bramce zostało na swoim terenie pokonane przez walczące o utrzymanie FC Koeln 3:2 (3:0), a nasz bramkarz przeżywał ciężkie chwile. Za to pierwszą bramkę w Bundeslidze strzelił Robert Gumny, który kapitalnie wszedł do gry jeszcze przed przerwą.
REKLAMA
FC Augsburg podejmował w piątkowy wieczór Kozły z Kolonii, które twardo walczą o ligowy byt w sezonie 2020/2021. Dwunasta w tabeli ekipa gospodarzy gościła szesnastą Kolonię i dzięki wygranej mogła odsunąć na dobre widmo spadku. Kozły z kolei uciekają ze strefy barażowej, dystansując na razie Herthę Berlin i Arminię Bielefeld.
Czytaj także:Goście na murawę WWK Arena wyszli naładowani i żądni wygranej, znokautowali Augsburg w nieco ponad pół godziny i rozstrzygnęli mecz do przerwy. Już w 8. minucie wynik otworzył Ondrej Duda, były as Legii Warszawa, który jest liderem ofensywy Kozłów. W 23. minucie podwyższył Florian Kainz, a dziesięć minut później Rafała Gikiewicza znów pokonał Duda.
Rafał Gikiewicz przy każdej z bramek nie miał wiele do powiedzenia, ale dawno nie widzieliśmy go raz po raz wyciągającego piłkę z sieci. Trener miejscowych Heiko Herrlich interweniował jeszcze przed przerwą i już w 42. minucie posłał do boju m.in. Roberta Gumnego. Ożywili się nieco gospodarze, ale do przerwy nie potrafili nawet celnie strzelić na bramkę Timo Horna.
Po zmianie stron Kozły grały bardzo zachowawczo, a Augsburg rzucił się do ataku. I szybko, bo w 54. minucie meczu, zaczęło odrabiać straty. Po rzucie rożnym panowało zamieszanie pod bramką gości, Timo Horn popełnił błąd, a Robert Gumny z bliska strzelił swoją pierwszą bramkę w Bundeslidze. Osiem minut później straty zmniejszył Ruben Vargas i zaczęły się emocje.
Koeln próbowało atakować, ale dobrze bronił Rafał Gikiewicz, a Ondrej Duda uderzał niecelnie lub za słabo. Miejscowi też mieli swoje okazje, strzał Gumnego został zatrzymany przez obrońców na linii bramkowej i trzy punkty pojechały w piątek do Kolonii. Augsburg w tabeli Bundesligi jest dwunasty, Koeln szesnaste, ale traci do ekipy Polaków już tylko cztery punkty.
